Czarnoziem w akcji

eSPe

Jak błędne decyzje zamykają serce na prawdę.

 

Powołanie jest nieodwołalne. Jesteśmy jednak wolni, a diabeł wciąż kręci się wokół nas jak nadgorliwy urzędnik skarbowy. Bóg nie odbierze nam siłą możliwości dokonywania głupich wyborów Możemy w dziedzinie powołania pokrzyżować plany Panu Bogu i sobie samym. Jak? Posłuchajmy opowieści...

 

Pierwsza łopata

 
Marek siedział nad stertą podręczników. Jeszcze pół roku temu bardzo chciał iść na studia historyczne. Przez całe liceum fascynował się bitwami, starym orężem, miał w pamięci setki dat, książki pochłaniał jak mało kto. Był animatorem w Oazie – przeszła mu przez myśl teologia. Myślał też o Akademii Muzycznej – nieźle grał na pianinie, skończył szkołę muzyczną pierwszego stopnia... Cała jego klasa szła na ekonomię albo informatykę, a starsi koledzy... Kuba na piątym roku marketingu zaczynał zarabiać całkiem nieźle w agencji reklamowej, Przemek po rachunkowości był głównym księgowym w wielkiej firmie produkującej napoje gazowane i miał pięciocyfrową pensję. Kiedy Marek o tym usłyszał, zawahał się po raz pierwszy.
 
„Nie mogę dać ciała” – myślał  – „Zainteresowania to zainteresowania, ale nie będę przecież kierował się takimi głupotami. Z matmy jestem słaby, ale się poduczę. Nie można studiować jakichś niszowych przedmiocików, trzeba iść do przodu z ludźmi, którzy osiągają sukcesy”.
 
Rodzice mówili mu to samo: „Daj sobie spokój z tą historią. Musisz z czegoś żyć, musisz być odpowiedzialny, mieć własne pieniądze. Idź na rachunkowość”.
 
I tak zrobił. Zrezygnował z czasu wolnego, brał przez pół roku korepetycje z matematyki. W końcu dostał się na wymarzone (?) studia.
 

Druga łopata

 
Czwarty rok studiów, sylwester na Słowacji. Marek ledwo utrzymywał się na studiach – nauka szła mu jak po grudzie. Dał sobie spokój z książkami historycznymi, przecież już nie miał na nie czasu. Całymi nocami siedział nad międzynarodowymi standardami rachunkowości, prawem podatkowym i ubezpieczeniami. Duszpasterstwo akademickie odpuścił sobie po drugim roku. Rodzice sprzedali pianino. „Musisz się specjalizować, synu. Spe-cja-li-zo-wać” powtarzał ojciec sylabizując.
 
Na obozie mnóstwo pięknych dziewczyn. Była tam drobna brunetka Gosia. Ależ Marka do niej ciągnęło! Prawdziwa mała dama – bardzo kobieca, a przy tym ciepła i łagodna. Kończyła pomaturalny kurs fizjoterapii. Marek chyba nigdy nie spotkał kobiety, która tak by na niego działała – jak magnes.
 
Ale była też Renata z Gdańska. Chłodna, wysoka piękność w idealnie dobranych ciuchach dobrej marki. Skończyła SGH i teraz była szefową firmy zajmującej się nowymi rozwiązaniami informatycznymi. Wyniosła, było widać, że lubi pieniądze i luksus.
 
„Nie mój typ urody” – myślał Marek. – „Ale... ile ona osiągnęła... No i wygląda jak modelka. I leci na mnie, to jest najważniejsze...”
 
Faktycznie, Marek spodobał się Renacie. Wyłowiła przystojniaka wzrokiem z tłumu i uwodziła go przy każdej okazji. „Gośka?” – myślał Marek tańcząc z Renatą w sylwestrową noc. – „Fajna jest... Ale co ja z nią osiągnę, jak się pokażę z nią przy Kubie czy Przemku? Ona nawet magistra nie zrobiła...”
 
Ale długo nie musiał myśleć – Renata pocałowała go gorąco i zapomniał o wszystkim.
 

Trzecia łopata

 
Marek pojechał do Gdańska odwiedzić Renatę. Przygotowała romantyczną kolację przy świecach. Jedzenie nieszczególnie mu smakowało, kotlety były przypalone, a sałatka z kaszą i serem twarogowym wyglądała cokolwiek dziwnie. Ale nie to było najważniejsze. Bardziej martwiło go, że Renata przygotowywała posiłek z wyraźnym zniecierpliwieniem. Przyglądał się swojej wybrance i zastanawiał się, skąd się tu w ogóle wziął. Ale ona po chwili usiadła mu na kolanach... i nawet się nie spostrzegł, a budzik wybił ósmą rano. Leżał koło „szefowej” w łóżku i znów zaczął zastanawiać się, skąd się tu wziął. Nawet przeraził się tym, co zrobił: „Przecież ja tego wszystkiego nie chcę”. Renata wymruczała wystudiowanym głosem: „No, misiu... Teraz żegnaj, bo lecę do firmy”. „Kocham cię” – powiedział ktoś głosem Marka, a w jego głowie zakrólował strach i pojawiła się myśl: „Teraz muszę się z nią związać”.
 

1 2  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Rozczarowany 22:46:29 | 2010-01-07
Wybory, nie zawsze właściwe, konsekwencje... rozczarowanie... odpowiedzialność czy pragnienia... Proza  życia.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook