"IKC" - ojciec "Dziennika Polskiego"

Dziennik Polski

"Dziennik Polskiego", który od 4 lutego 1945 zaczął schodzić z maszyn, ukazuje się do dziś  już w innym wydawnictwie, ale pod tym samym adresem z tym samym szyldem opracowanym przez dawnego grafika "IKC-a" Tadeusza Olszewskiego. Jest więc w jakimś sensie "Dziennik Polski" ostatnim - choć pogrobowcem i z nieprawego łoża - najmłodszym dziecięciem największego koncernu prasowego w dziejach polskiej prasy. 

 

"IKC", niepostrzeżenie z bulwarowego pisemka przepoczwarzył się w ogólnopolski opiniotwórczy dziennik. Miał 6 mutacji terenowych, kilkanaście monotematycznych dodatków...


Nie spoczywamy nigdy...
Białe snują się papieru wstęgi
w paszczy maszyn bez końca... bez końca;
Gmach zanosi się hymnem potęgi
Zda się ściany w kawały roztrąca
Zda się chaos wiruje zamętem
W blasku gwarów i świateł powodzi
Jednak wolą jedną wszystko spięte
I myśl jedna wszystkim przewodzi.


Wiersz ten nie jest zapewne poezją najwyższego lotu, ale wyjątkowo trafnie oddaje nastrój grudniowych dni 1935 roku, gdy "Ilustrowany Kurier Codzienny" obchodził swe srebrne gody - jubileusz 25 lat obecności na rynku prasowym. Ów gmach, siedziba koncernu, Pałac Prasy przy Wielopolu, istotnie "zanosił się hymnem potęgi", a jego właściciel, Marian Dąbrowski, założyciel i naczelny redaktor "IKC-a" odbierał hołdy mogące dziś budzić zdumienie i zażenowanie. Główne uroczystości odbyły się 18 grudnia, dokładnie w 25. rocznicę ukazania się pierwszego numeru gazety i połączone zostały z 35-leciem pracy dziennikarskiej Dąbrowskiego. Na jego cześć w westybulu na II piętrze współpracownicy wmurowali marmurową tablicę, chór pracowników odśpiewał "Gaude Mater Polonia" i skomponowany przez Bolesława Wallek-Walewskiego hymn "IKC-a": "Idziemy naprzód życia heroldowie, my przednia straż i ariergarda, nie spoczywamy nigdy...".


Można by tę czołobitność wobec szefa objaśniać koniunkturalizmem. Jednak gdy w 1958 roku Dąbrowski w ubóstwie i zapomnieniu zmarł na Florydzie, nic chyba, poza daniem świadectwa prawdzie, nie dyktowało poniższych słów skreślonych w pośmiertnym wspomnieniu przez jednego z dawnych współpracowników: "Dla nas, którzy pracowaliśmy z Dąbrowskim jako dziennikarze, pozostanie on w pamięci jako twórca największego przedsiębiorstwa wydawniczego w Europie Wschodniej - przedsiębiorstwa, które zbudował dosłownie z niczego! Mógł tego dokonać, ponieważ posiadał wyjątkowe znawstwo ludzi, umiejętność dobierania sobie utalentowanych współpracowników i dar zjednywania ich sobie poprzez zalety swego charakteru. Nie był żadnym publicystą i sam chyba sklecił w życiu kilka zaledwie artykułów. Za to nosił w sobie olbrzymi dynamizm dziennikarski, posiadał świetne wyczucie redakcyjnego materiału, wspomagane rzadką intuicją wyłapywania najbardziej atrakcyjnych tematów i tworzenia z nich "sensacji dnia".


U progu swej kariery Dąbrowski imał się rozmaitych zajęć, był instruktorem krakowskiego "Sokoła" i nauczycielem gimnastyki w jednym z gimnazjów krakowskich, redaktorem sportowym w "Przeglądzie Gimnastycznym", próbował belferki, handlu. Po plajcie "Przeglądu Gimnastycznego" związał się z tygodnikiem "Ilustracya Polska" Ludwika Szczepańskiego, jednej z najciekawszych osobowości krakowskiego środowiska dziennikarskiego. Ludwik Szczepański w latach 1897-1900 wydawał tygodnik "Życie" od którego zaczęła się Młoda Polska. Pisali do niego Przybyszewski, Miciński, Tetmajer, oprawą graficzną pisma zajmował się Stanisław Wyspiański. "Ilustracya Polska" wychodziła w latach 1901-1904 i nie miała większego powodzenia. Gdy padła, Szczepański otworzył gazetę codzienną "Nowiny dla wszystkich". Gazetę jakiej dotychczas w Krakowie, poza nielicznymi efemerydami, nie było; miała duży nakład, niską cenę i licznych, choć niezbyt wykształconych czytelników. Była gazetą popularną, bulwarową czy, jak kto woli, brukową. Jakkolwiek by ją jednak nazwać, była już gazetą nowej generacji, nadchodzącej epoki kultury masowej. Gazetą o wszystkim, dla wszystkich, tanią, powszechnie dostępną.

 

Dąbrowski stosunkowo krótko terminował u Szczepańskiego, ale okazał się uczniem pojętnym. Postanowił usamodzielnić się, zostać wydawcą, kreować podobną gazetę wedle własnej wizji. Pierwsze podejście było mało fortunne. Niewielkie oszczędności i posag żony wystarczyły, by zostać udziałowcem endeckiego "Głosu Narodu". Jednak pozostali akcjonariusze okazali się oporni wobec reformatorskich zapędów nowego wspólnika. Po dwóch latach Dąbrowski wycofał udziały w "Głosie Narodu" i postanowił uruchomić własne wydawnictwo.

 

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook