Cud nad Wisłą

Cud nad Wisłą
(fot. Centralne Archiwum Wojskowe)
Logo źródła: Dziennik Polski Paweł Stachnik / "Dziennik Polski"

Zwycięstwo polskie w 1920 r. odsunęło sowietyzację Europy środkowej i Wschodniej o dwadzieścia lat. Piłsudski powstrzymał proces, który powiódł się dopiero w 1944 r. Dopiero wtedy Moskwie udało się zdobyć kontrolę nad Polską, Finlandią, państwami bałtyckimi, Czechami, Słowacją, Rumunią, Węgrami, itd. Z prof. JANUSZEM CISKIEM, historykiem, badaczem dorobku Józefa Piłsudskiego, dyrektorem Muzeum Wojska Polskiego, rozmawia Paweł Stachnik.

PAWEŁ Stachnik: Panie Profesorze: czy wojna Polski z Rosją Sowiecką musiała wybuchnąć? Czy sytuacja geopolityczna i strategiczna była w tym czasie w tej części Europy taka, że musiało dojść do tego starcia?

prof. Janusz Cisek: Myślę, że ta wojna musiała wybuchnąć, a przyczyny tego stanu rzeczy były dwojakie. Po pierwsze, po I wojnie światowej trudno było wytyczyć granicę pomiędzy Polską a nową Rosją. Granica ustanowiona prowizorycznie 8 grudnia 1919 r. w Wersalu była dla nas trudna do przyjęcia. Z kolei oferty pokojowe ze strony Rosji nie były szczere, dochodziło jednocześnie do koncentracji wojska i aktywnej propagandy komunistycznej zarówno w środku kraju, jak i na kresach. Po drugie, istotny wpływ na to miała sytuacja międzynarodowa: komunistyczna rewolucja na Węgrzech, niepokoje na Słowacji i w Czechach, a także rewolucja w Niemczech. Niespokojna sytuacja była także na zachodzie Europy, szczególnie w Anglii, gdzie Partia Pracy bardzo otwarcie demonstrowała sympatie prokomunistyczne. Wszystko to zachęcało bolszewików do eksportu rewolucji i próby przeniesienia ognia walki na resztę kontynentu.

Jaki był stosunek sił militarnych zaangażowanych stron? Kto miał więcej żołnierzy, czyja armia była lepiej uzbrojona i bardziej doświadczona?

DEON.PL POLECA

Paradoksalnie stosunek sił był mniej więcej równy, obie strony dysponowały około 200 tysiącami żołnierzy. Gdy chodzi natomiast o doświadczenie, to lepiej, jako całość, wypadała armia polska. Armia bolszewicka miała zupełnie niedoświadczonych szeregowych żołnierzy i młodszych oficerów. Dopiero w drugiej fazie wojny jej korpus oficerski został wydatnie wzmocniony przez byłych oficerów carskich, którzy na apel Lenina i Trockiego wstąpili do wojska, by bronić matuszki Rosji. Z jednej strony mieliśmy więc rewolucyjny entuzjazm i zapał w parciu na zachód, z drugiej zaś entuzjazm polskiego żołnierza, który bronił świeżo odzyskanej niepodległości. Pod względem uzbrojenia i wyposażenia obie armie były chyba sobie równe. Wojsko Polskie dysponowało bronią pozostałą po zaborcach, nabywaną na zachodzie, np. we Francji, ale też na Węgrzech, skąd przychodziła do nas w dużym stopniu amunicja. Armia bolszewicka w efekcie trwającej już jakiś czas wojny domowej również wyposażona była w najrozmaitszą broń, choć np. jeżeli chodzi o artylerię czy pociągi pancerne, to jej stan posiadania był całkiem dobry. Generalnie rzecz biorąc w tym obszarze również wskazałbym na remis.

Kogo w starciu Polski i bolszewickiej Rosji popierała międzynarodowa opinia publiczna?

Sytuacja była bardzo skomplikowana. Francuzi rozumieli, że Rosja musi być zastąpiona na wschodzie Europy przez jakiś inny czynnik, ale to przekonanie jeszcze nie do końca zostało skonsumowane. W Paryżu tliła się świadomość o potrzebie wsparcia białego gen. Wrangla. Nawet w sierpniu 1920 r., gdy trwała bitwa warszawska, Francja udzieliła międzynarodowego poparcia rządowi stworzonemu przez niego na południu Rosji. Z drugiej strony część wojskowych zdawała sobie sprawę, że miejsce czynnika szachującego Niemcy od wschodu i sprawiającego, że będą one musiały walczyć na dwa fronty, zajmie świeżo stworzona Polska. Wynikło z tego później dość szybkie podpisanie polsko-francuskiego układu sojuszniczego. Gdy chodzi o Wielką Brytanię, to, owszem, chciała ona niepodległej Polski, ale ograniczonej do granic Kongresówki, ze wschodnią granicą na tzw. linii Cur  zona. A taka Polska nie miałaby szans przeżycia między Niemcami i Rosją. Podczas wojny 1920 r. brytyjski attaché wojskowy gen. Carton de Wiart powiedział nawet, że trudno mu znaleźć sytuację, w której jego rząd sprzyjałby sprawie Polski, nawet tam, gdzie brytyjskie interesy nie byłyby w żaden sposób zagrożone. Anglia ma w tamtym czasie na koncie cały szereg nieprzychylnych naszemu krajowi posunięć. Z kolei w przypadkuStanów Zjednoczonych mamy do czynienia z sympatią ze strony wojskowych i obojętnością ze strony polityków. Wojskowi w osobie płk. Farmana, amerykańskiego attaché wojskowego w Polsce, słali do Waszyngtonu bardzo nam przychylne raporty. Natomiast Departament Stanu wydał słynną notę do posła włoskiego w USA, w której określono amerykańską politykę wobec Polski i Rosji. Polityka ta sprowadzała się do przekonania o konieczności nieuszczu- plania terytorium Rosji, z wyłączeniem etnograficznej Polski i Finlandii. A zatem - podobnie jak w przypadku Wielkiej Brytanii - niewielka Polska, ograniczona od wschodu linią Curzona. Amerykanie bardzo ostrożnie podchodzili też do pomysłów werbunku ochotników do planowanego Legionu Amerykańskiego dla Polski. Jego jedynym elementem stała się słynna lotnicza Eskadra Kościuszkowska, złożona z Meriana C. Coopera, Cedrica Fauntleroya i kilkunastu innych amerykańskich pilotów, która w wojnie 1920 r. odegrała bardzo pozytywną, bohaterską wręcz rolę. Tamtą sytuację można odnieść do dzisiejszej. Mamy wszak pewne poparcie ze strony amerykańskich czynników wojskowych, bo nasze oddziały uczestniczą w trudnych misjach, w których Ameryka potrzebuje sojuszników. Natomiast Departament Stanu odnosi się do nas już znacznie mniej przychylnie, o czym świadczy choćby sprawa wiz. Wspomnijmy jeszcze o Włoszech, uznawanych wówczas za państwo liczące się. Włosi chętnie sprzedawali nam uzbrojenie, np. samoloty. Latały u nas włoskie maszyny Balia, uchodzące za jedne z lepszych. Włochy zachęcały nas do parcia na wschód i przeciwstawiania się bolszewizmowi, ale ograniczały się jedynie do słownych zachęt.

Dlaczego nie powiodła się koncepcja stworzenia niepodległej Ukrainy? Dlaczego poparcie dla atamana Petlury okazało się na Ukrainie tak słabe?

Czynnikiem decydującym był fakt, że przez Ukrainę od sześciu lat przetaczały się rozmaite fronty i armie, a społeczeństwo było mocno zmęczone, materialnie wyczerpane i apatyczne. Proszę pamiętać, że Ukraina jako państwo w rzeczywistości wtedy nie istniała i była podzielona na część zachodnią i wschodnią. Jedna opierała się na Rosji i oczekiwała od niej poparcia, druga spoglądała na Polskę. Tę sytuację również można by odnieść do czasów nam współczesnych. Taki podział nadal tam istnieje i uwidacznia się choćby w sposobie wyborczego głosowania. Wschodni Ukraińcy popierali Janukowycza, zachodni Juszczenkę. Ukraina nadal jest rozdarta: przynależeć do zachodu czy raczej do Rosji.

 

Zdecydowanie tak. Wątek francuski, który pojawiał się w tych sporach, został już wyjaśniony. Opublikowano korespondencję między gen. Weygandem w Warszawie a marszałkiem Fochem w Paryżu. Weygand stwierdza w niej, że poparł plan Piłsudskiego jako jedyny sensowny w danych warunkach. Naniósł jedynie część technicznych poprawek, które usprawnią jego wykonanie. Inną relację podał kard. Kakowski, który w rozmowie z Weygandem powiedział: "Cieszę się, bo plan przygotowany przez szefa sztabu marszałka Focha musi być znakomity". Weygand odparł na to, że plan opracowany został przez polskich oficerów. Takich relacji jest dość sporo i pozwalają one zdecydowanie odrzucić wątek francuskiego autorstwa planu kontrofensywy. Jeżeli natomiast chodzi o przypisywanie autorstwa gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu, to tutaj sprawa także jest jasna. Słynny rozkaz 8358/3 z 6 sierpnia, zakładający koncentrację na linii Wieprza i uderzenie na tyły skoncentrowanych pod Warszawą bolszewickich wojsk, przygotował Józef Piłsudski. Rozwadowski zakładał koncentrację w okolicach Garwolina, bardzo płytką, zaledwie dwadzieścia kilka kilometrów za Warszawą. Myśl podobna, ale niedająca żadnych szans na skuteczny wynik. Poza tym cała odpowiedzialność za prowadzone działania spada na naczelnego wodza, którym był Piłsudski. Gdyby wojna została przegrana, on ponosiłby winę. Ale w sytuacji świetnego zwycięstwa od razu szuka się innych jego ojców. Mówiło się o cudzie nad Wisłą, o nadzwyczajnym wsparciu ze strony Francji, a wreszcie o gen. Rozwadowskim, który był wtedy szefem sztabu. Dziś jednak dla historyków nie ulega wątpliwości, że autorem zwycięstwa był Piłsudski.

Dzięki badaniom Grzegorza Nowika wiemy, że ważne znaczenie dla przebiegu wojny miały działania polskiego radiowywiadu.

Istotnie, oficer Jan Kowalewski złamał szyfr rosyjski, dzięki czemu możliwe stało się odczytywanie depesz wroga. To była jedna część sukcesu. Druga to akcja 8. Brygady gen. Aleksandra Karnickiego, która w Ciechanowie zdobyła radiostację 4. armii sowieckiej. To wszystko dało stronie polskiej dużą przewagę. Trzeba jednak pamiętać, że wywiady zawsze zdobywają jakieś informacje, ale dochodzi do tego kwestia oceny ich wiarygodności i sposobów wykorzystania. Przypomnijmy, że wspomniany wcześniej kluczowy rozkaz Piłsudskiego 8358/3 też wpadł w ręce sowieckie, tyle że Sowieci nie dali mu wiary. Uznali, że to niemożliwe, by armia w takim odwrocie zdołała się przegrupować i wykonać kontrofensywę, wobec czego rozkaz zlekceważono. Tak samo mogło przecież być z odczytanymi przez stronę polską depeszami sowieckimi. Wywiad jest istotny, ale wojnę wygrywają żołnierze na froncie. To oni przesuwają granice, fizycznie zajmują teren, wypierają nieprzyjaciela.

Wojna 1920 r. kojarzy się wszystkim przede wszystkim z bitwą warszawską. A przecież było jeszcze drugie wielkie starcie polsko-bolszewickie: bitwa nad Niemnem, która przypieczętowała zwycięstwo.

Bitwa nad Niemnem jest o tyle interesująca, że nie ma żadnego sporu, co do jej autorstwa. Plan przygotował Piłsudski i był on w zasadzie podobny do schematu bitwy warszawskiej. Starcie nad Niemnem toczyło się w dniach 22-28 września. Na skoncentrowane jednostki sowieckie poszło frontowe polskie uderzenie, a z drugiej strony zagon uderzający na ich bok i tyły od północy. I ten element oskrzydlający zadecydował o dezorganizacji czerwonych wojsk i ich rozbiciu. Ta bitwa przypieczętowała sukces. Po niej niemożliwe już było dla Rosjan wykonanie jakiejś koncentracji i zagrożenie Polsce.

Pojawiały się głosy, że zwycięstwo 1920 r. nie zostało należycie wykorzystane politycznie, a granice uzyskane w Rydze były niewystarczające.

Myślę, że nie. Proszę zwrócić uwagę, że Polska startowała od zera. W 1914 r. w ogóle jej nie było, w 1918 r. trudno było określić jej granice, a w 1921 r., po podpisaniu traktatu ryskiego, mieliśmy granice z drugiego rozbioru, daleko większe niż obecnie. Trudno było aspirować do granic z pierwszego rozbioru ze względu na słabe zaludnienie kresowych terenów, skomplikowaną kompozycję etniczną i trudność obrony tak długiej i rozległej linii granicznej z Rosją. Zresztą po obu stronach, także w Moskwie, uważano, że osiągnięte w Rydze ustalenia są satysfakcjonujące. Na Zachodzie, a i w Polsce, uważa się często, że to, co na wschodzie nie jest polskie, od razu jest rosyjskie. A przecież pomiędzy nami jest jeszcze Białoruś i Ukraina. A w owym czasie struktura etniczna tych ziem była bardzo przemieszana i niejednorodna.

Co by było, gdybyśmy przegrali w 1920 r.?

Warto przypomnieć opinię Michała Sokolnickiego, współpracownika Piłsudskiego i dyplomaty w niepodległej Polsce, który napisał kiedyś, że zwycięstwo polskie w 1920 r. odsunęło sowietyzację Europy środkowej i Wschodniej o dwadzieścia lat. Piłsudski powstrzymał proces, który powiódł się dopiero w 1944 r. Dopiero wtedy Moskwie udało się zdobyć kontrolę nad Polską, Finlandią, państwami bałtyckimi, Czechami, Słowacją, Rumunią, Węgrami itd., itd., z pretensjami nawet do Jugosławii i Grecji. Gdyby nie zwycięstwo pod Warszawą, ten proces mógł rozwinąć się już w 1920 r.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Cud nad Wisłą
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.