Rodzice wzorcowi

Dziennik Polski

W pokoju - przedpokoju stoi okrągły stół. Można przy nim jeść, można rozmawiać, można rozmyślać. Obok stołu jest wejście na antresolę. Do sypialni.


Zbyszek: - Trochę się baliśmy, trochę nie. Raczej nie. Upewniliśmy się przecież, że choroba Karolka nie jest wynikiem genetycznego uszkodzenia dziedzicznego.


Ania: - Gdybym wiedziała, że nasze kolejne dzieci mogą rodzić się chore - nie wiem czy podjęłabym ryzyko. Ale tego nie można rozważać teoretycznie. Przecież o tym, że Karolek urodzi się uszkodzony wiedzieliśmy od początku, od pierwszego USG, a czekaliśmy na niego. Bo był i jest nasz. I wiem, że on to czuje, choć jeszcze nie powiedział - mama. I nie powiedział - tata.


Zbyszek: - Ale na pierwsze USG Zośki poszliśmy spięci. Zostało w nas to, co usłyszeliśmy od lekarza, gdy szliśmy na USG z Karolem. Wtedy chcieliśmy poznać płeć dziecka. Przez myśl nam nie przeszło, że coś może być nie tak. A było.


Teraz płeć była najmniej ważna.


Ania: - Lekarz nas pamiętał i od razu mówił to, na co czekaliśmy. Same dobre rzeczy. Nie wiem dlaczego, ale nie byłam zaskoczona.


Czasami Ania piecze ciasto. Ma kilka sprawdzonych przepisów, które gwarantują kulinarny sukces. Zapach ciasta sprawia, że w domu jeszcze bardziej pachnie domem.


Zbyszek: - Odkąd jest Zośka, nasze życie nabrało tempa. A właściwie zagęściło się.


Ania: - Zastanawialiśmy się, jak sobie poradzimy. Zbyszek przecież pracuje w domu, tłumaczy, a nasze mieszkanie to raczej mieszkanko. O skupieniu się przy dwójce dzieci nie ma mowy. A tu jak zwykle rozwiązanie przyszło samo.


Zbyszek: - Rano zabieram Karolka do przedszkola i pracuję w czytelni na Rajskiej. Mam swoje siedem godzin na skupienie. Potem odbieram synka i wracamy do domu, do dziewczyn. Czasami przyjeżdża do nas babcia Basia.


Ania: - To nasz anioł stróż. Jest na każde wezwanie, chociaż przecież nie przyjeżdża z sąsiedniej ulicy, ale aż z Zawiercia. Chodzi na spacery, cieszy się i Karolkiem, i Zosią. Jest kochana.
W domu Ani i Zbyszka często bywa pani rehabilitantka, czasami wpada pielęgniarka środowiskowa i pani doktor Małgosia Musiałowicz z domowego hospicjum "Alma Spei" żeby rzucić okiem na Karola. - Zbyszek jest wzorcowym ojcem - mówi z uznaniem.


Zbyszek: - Czuję się dziwnie, gdy słyszę, co doktor Małgosia o mnie mówi. Nic w tym dziwnego, że ojciec jest przy rodzinie, że zajmuje się dziećmi, ma z nimi kontakt. A karmienie, przewijanie, usypianie - to sama przyjemność.


Może dlatego, że ja zawsze chciałem mieć dzieci. One są sensem życia. Tak myślę.


Ania: - Tak myślimy.


Zbyszek:
- Zośka to nasza śmieszka. Wystarczy, że zobaczy człowieka, a już macha wszystkimi rączkami oraz nogami i rozpromienia jej się buzia. Z Karolkiem jest więcej pracy, ale ona też daje owoce. Nasz synek już sam je, potrafi pić, prawie chodzi. Miał być roślinką, a wciąż się rozwija. Czy można chcieć czegoś więcej?


Ania: - Nie mówię, że jest nam łatwo. Że zawsze starcza cierpliwości, że nie padamy ze zmęczenia. Ale to właśnie jest życie. Składa się z chwil i tak naprawdę od nas zależy czy są one szczęśliwe czy nie. Szczęście to czułość, ale też kubek herbaty wypity wspólnie po ciężkim dniu. To plany na jutro, to marzenia...


Zbyszek: - Więc marzymy, ale nie czekamy, by one nam się same spełniały. Modlimy się do Pana Boga o to, żeby nie stracić wiary w sens tego, co dla nas przeznaczył. I robimy swoje. A potem okazuje się, że coś się udaje, choć przecież na zdrowy rozum nie powinno. Choćby nasz wyjazd do Włoch z malutkim Karolkiem. Mały oddychał przez respirator, a my mieliśmy auto z dziurawą podłogą. Ale cały splot szczęśliwych okoliczności sprawił, że eskapada się udała. Tak po prostu miało być.


Ania: - Teraz marzy nam się dom za miastem. Nie mamy żadnych racjonalnych podstaw, że by snuć takie marzenia, ale marzymy. I robimy swoje.


Zbyszek: - Chcę jeszcze powiedzieć, że nie byłbym wzorcowym tatą, gdyby mama też nie była wzorcowa, gdyby nie to, że jesteśmy razem. Ania to mądra kobieta. Powtarza, że najważniejsze, co rodzice mogą dać dzieciom w posagu, to wzajemny szacunek. Jeśli dobrze żyją, wspierają się, są przy sobie w szczęściu i nieszczęściu - to rodzina ma się dobrze. To jest właśnie budowanie więzi. Miałem szczęście, że na swojej drodze spotkałem Anię. Żonę wymarzoną.


Zosia wciąż śmieje się od ucha do ucha. Co jakiś czas spogląda na brata, który na nią nie patrzy wcale. Niebieski dźwig jest o wiele ciekawszy.


Ania: - Postanowiliśmy, że zrobimy wszystko, żeby nie obarczać Zosi odpowiedzialnością za los Karola. Nie chcemy, żeby nasza córka dorastała w przeświadczeniu, że musi czuwać nad braciszkiem. Zośka ma swoją drogę, a Karol swoją. Pewnie, że o Zośkę mogę być bardziej spokojna, a o Karolka mniej. Ale nie będziemy zapewniać mu bezpieczeństwa kosztem jej życia.


Zbyszek: - Dlatego chcielibyśmy, żeby Karol osiągnął wszystko to, co jest w jego zasięgu. Żeby był maksymalnie samodzielny, może samowystarczalny? Kto wie, co w nim jeszcze drzemie?


Ania:
- A jeżeli dzieci będą samodzielne, jeżeli będą miały odwagę żyć na własny rachunek, to będzie nasz sukces. Mój i Zbyszka.
 


Źródło: Rodzice wzorcowi, www.dziennikpolski24.pl
 

  1 2
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?