Zły rodzic?

Być dla innych

Mój dorastający syn zaczął sprawiać nam duże kłopoty. Teraz są wakacje, ale pierwsze sygnały przyszły ze szkoły. Wagarował, źle odnosił się do nauczycieli, nie słuchał ani mnie, ani męża. Boimy się, co będzie w nowej szkole i jak przetrwamy wakacje. Jest to dla nas prawdziwy szok. Nie wiemy z mężem co mamy dalej robić. Sprzeczamy się, które z nas zawiniło. Moi rodzice stwierdzili, że jestem złą matką. A ja przecież tak bardzo kocham moje dziecko. Mam żal do siebie, ale też mam żal do bliskich, że nie wspierają mnie w trudnym momencie. A jeśli już powiedzieli, że jestem złą matką, to czemu nie powiedzieli nam co dalej?
 

Monika Z.

 

Pani Moniko!
Dziękuję Pani za ten bardzo ważny list. Porusza Pani w nim zarówno problem kłopotów wychowawczych, jakie przeżywacie w związku z Waszym synem, ale także reakcji najbliższych na zaistniałą sytuację. Odniosę się do tego co Pani napisała, ponieważ mam poczucie, że często zajmujemy się kłopotami dzieci troszkę zapominając o tym, jaki wpływ ta sytuacja ma na innych członków najbliższej rodziny. Każdej sytuacji kryzysowej towarzyszy pewna destabilizacja relacji rodzinnych. Nie sadzę, że wynika ona ze złych chęci członków rodziny, ale jest raczej skutkiem niezrozumienia tego co się dzieje, a co za tym idzie wielu zachowań, które wynikają z lęku, niezrozumienia, niepewności, czy też po prostu z bezradności. To tutaj pojawiają się oceny, pretensje i tak mocne słowa: ”jesteś złą matką!”. Według mnie jednak takie pojęcia jak „zły rodzic, złe dziecko, zła rodzina”, to pojęcia, które niebezpiecznie i krzywdząco upraszczają sytuację. W mojej dotychczasowej pracy nie spotkałem bowiem rodziców, którzy chcieli celowo „źle” wychować swoje dziecko. Wręcz przeciwnie: rodzice, których poznałem starali się jak najlepiej wywiązać ze swoich obowiązków i tu dopiero ich przeróżne nieumiejętności, płynące czasami nawet z takich źródeł, jak np. brak pracy, brak czasu na wspólną rozmowę przyczyniały się do tego, że uzyskiwali oni często rezultat odwrotny do zamierzonego. Wszystko to wiąże się z sytuacjami kryzysowymi, konfliktami, dlatego warto pamiętać, że kryzys jest wpisany w rozwój każdego człowieka bez względu na wiek. Jedni przechodzą go łagodnie, a u innych jest on bardziej widoczny. Pani przeżywa opisany problem na swój sposób, trochę inaczej mąż, inaczej też syn, a jeszcze inaczej dalsza rodzina. Pomimo, że problem dotyka Was wszystkich, to w uporaniu się z nim każdy ma inną rolę. Warto skupić się na tym, co należy do Was jako rodziców. Nikt nie zna dziecka lepiej niż rodzic. Znany pedagog, wychowawca młodzieży, Janusz Korczak opisuje sytuację, w której zostaje wezwany jako lekarz do malutkiego dziecka:

 

„- Właściwie dziecko jest, zdrowe, nic mu nie jest. Tylko chciałabym, żeby je pan zobaczył.

Oglądam, daję kilka wskazówek, odpowiadam na pytania. Ależ zdrowe, miłe, wesołe.
- Do zobaczenia.
I tego wieczora lub nazajutrz:
- Panie doktorze, dziecko ma gorączkę.
Matka dostrzegła to, czego ja lekarz nie umiałem wyczytać w powierzchownym badaniu
w ciągu krótkiej wizyty.”


Zawsze warto zwrócić się po pomoc do jakiegoś specjalisty, ponieważ pozwoli to zobaczyć całą sytuację z boku, bardziej obiektywnie, ale niech Pani pamięta o tym, że żaden specjalista, ani też Pani rodzice nie znają Waszego syna tak jak Wy.

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

7

 

 

Komentarze użytkowników (1)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Marek 20:29:11 | 2011-12-04
Pretendowanie do bycia idealnym rodzicem to brak pokory. I realizmu.

Oceń odpowiedz

Facebook @portalDEONTwitter @deon_plYouTube @portalDEONplInstagram @deon_plKontakt

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?