Maryja w ekstazie? Teologia w meandrach estetyki

(fot. youtube.com / Zjazd Gnieźnieński)

Artykuł pt. "Maryja to kobieta. Jaka była naprawdę?" Michaela S. Neubacka opublikowany na portalu Deon.pl wzbudził wiele krytyki, a nawet słów protestu, a niewiele dyskusji. A szkoda, bo jest o czym dyskutować. I nie chodzi tylko o obraz Muncha pt. "Madonna". Ale to właśnie ten obraz - dość przewrotnie - jest najbardziej inspirujący.

 

Z chłopakami o poczęciu


Ale zacznijmy od początku, od genezy tekstu. Autor to nauczyciel literatury angielskiej w amerykańskim, jezuickim liceum dla chłopców. I to jest bardzo ważny kontekst dla zrozumienia artykułu. "Rozmowa na temat Niepokalanego Poczęcia w męskiej klasie wiąże się z pewnymi wyzwaniami" - zauważa autor, i ja jego zastrzeżenia w pełni podzielam. Mówienie o niezwykłej kobiecie, która została poczęta bez grzechu i - co więcej - mimo narodzenia dziecka pozostała dziewicą, łatwe nie jest. Nie jest ono łatwe samo w sobie. Już sama terminologia - a odwołuję się tutaj do języka polskiego - nie jest prosta do przyswojenia. Przymiotnik "niepokalany" dzisiaj jest archaiczny i chyba pojawia się tylko w odniesieniu do Matki Bożej. Takie słowa jak "kalać" - a od tego przecież pochodzi słowo "niepokalana" - czy "zmaza grzechu" domaga się przetłumaczenia na język katechetyczny, adekwatny do mentalności odbiorcy.


Miał rację Czesław Miłosz, który w "Piesku przydrożnym" pisał, że teologia "od wielu stuleci zaokrągla odpowiedzi w gładkie kule, łatwe do toczenia, ale jakby nieprzenikalne". Autor artykułu chciał ów język - i kryjącą się za nim tajemnicę Niepokalanego Poczęcia - przeniknąć, i to w kontakcie z młodzieżą męską, co akurat komplikuje stopień trudności, wszak trzeba "przebić się do wrażliwości, którą nastoletni chłopcy zazwyczaj ujawniają z dużym trudem".

 

Kobiecość - co oczywiste - nie jest doświadczeniem danym im bezpośrednio. Etap rozwoju, na którym się znajdują, czyni kobiecość tak tajemniczą, jak i nieznaną, a postrzeganą przede wszystkim przez perspektywę kształtującej się świadomości seksualnej. To w tym kontekście pojawiają się pojęcia: dziewica, niepokalanie, poczęcie. I nie da się o nich mówić wprost, by nie wywołać niezgrabnego zażenowania, które najczęściej maskuje się śmiechem. Autor wybrał metodę mówienia za pomocą obrazów. Problem w tym, że z tych obrazów zaczęła się wyłaniać Maryja "bardziej ludzka", co akurat niewiele mówi o jej teologicznej "odmienności" wynikającej z Niepokalanego Poczęcia.

 

Ciało Maryi


I tutaj pojawia się drugi problem, już bardziej teologiczny. A jest nim relacja między jej ludzką, człowieczą kondycją kobiety a jej teologicznym statusem niepokalanie poczętej. W wielu komentarzach pojawiały się niejakie upomnienia się o Maryjną człowieczość. I ja te upomnienia rozumiem. Sam już gdzieś pisałem, że ikoniczny, ale także teologiczny obraz Maryi to dla większości jedynie jej "wersja teologiczna" - Matka Boża, i to w dodatku ikonicznie wyobrażana na postawie prywatnych objawień.

 

Mam wrażenie, jakby ich było dwie: ta z Biblii i ta druga - od obrazu biblijnego oderwana "teologiczna" Maryja z objawień (wiem, że to, co piszę, jest bardzo nieostre…). Maryja jednak jest człowiekiem i kobietą przed Bożym macierzyństwem i przed Wniebowzięciem, przed jej "steologizowaniem". Jest, ale - i tu trzeba włączyć dogmat o Niepokalanym Poczęciu - jest jednak owym człowiekiem i kobietą inaczej niż wszyscy. Temu - jeśli się wierzy w dogmat - zaprzeczyć się nie da. Jej człowieczeństwo i jej kobiecość naznaczone są owym stanem "niepokalania": "zachowana jako nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego" - jak głosi dogmatyczne sformułowanie. Jeśli zaś od samego grzechu pierworodnego, to także od jego skutków. I tutaj wkraczam w obszar dogmatyki (mariologii), gdzie specjalistą nie jestem, więc będzie to raczej głośne myślenie niż pozycyjne teologiczne tezy.


Jakie to ma skutki dla jej cielesności i seksualności? Oczywiście, niepokalane poczęcie nie czyni jej ciała aseksualnym, ona wciąż pozostaje prawdziwą kobietą. Pytanie, które trzeba zadać, dotyczy konsekwencji seksualności - jeśli takowe są w stanie niepokalanym? Czy odczuwała pożądanie? Czy o jej ciele można mówić w kategoriach już nie tylko seksualnych, ale także erotycznych? Czy jej ciało podobne było ciału Adama i Ewy sprzed grzechu pierworodnego? I dlatego mogło zostać bezpośrednio wzięte do nieba? Czy była jej udziałem przedgrzeszna "prostota duszy i czystości" - jak to w odniesieniu do raju określił św. Augustyn? Doskonała harmonia duszy i ciała? Jakie to ma konsekwencje dla miłości? I dla wyrażającego miłość ciała?


Benedykt XVI pisze o dwóch jej rodzajach: eros jako określenie miłości «ziemskiej» i agape jako wyrażenie oznaczające miłość opartą na wierze i przez nią kształtowaną. Obydwa pojęcia są często przeciwstawiane jako miłość «wstępująca» i miłość «zstępująca». Są także inne podobne klasyfikacje, jak na przykład rozróżnienie pomiędzy miłością posesywną i miłością ofiarną (amor concupiscentiae — amor benevolentiae), do którego czasami bywa dołączona jeszcze miłość interesowna. W dyskusji filozoficznej i teologicznej te rozróżnienia często były zradykalizowane aż do autentycznego przeciwstawienia: typowo chrześcijańską byłaby miłość zstępująca, ofiarna, właśnie agape; kultura zaś niechrześcijańska, przede wszystkim grecka, charakteryzowałaby się miłością wstępującą, pożądliwą i posesywną, czyli erosem".

 

Czy obie formy miłości były udziałem Maryi Niepokalanie Poczętej? Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Ale oburzenie, które wywołał obraz "Madonna" Muncha byłby potwierdzeniem, że dla bardzo wielu jest to niedopuszczalne przedstawienie - jeśli jest - Maryi. Bo właśnie naznaczone erosem. To nie jest Maria lactans (Matka Boża karmiąca), której nagość byłaby absolutnie naturalna i uzasadniona. To raczej kobieta w erotycznej ekstazie.

 

Od estetyki do wiary


O Munchu wyczerpujący tekst napisał Karol Kleczka (Dlaczego nagość Maryi nie musi gorszyć). Nie ma potrzeby, by do niego wracać. Ale jest kwestia, którą trzeba raz jeszcze podnieść. To problem związku sztuki (religijnej) z dogmatem i kultem. Mając na względzie "Madonnę" Muncha, Neuback w swoim tekście pisze: "Dla mnie takie przedstawienie jest wartościowe i warte celebrowania". Nie znam tekstu oryginalnego, ale rzeczywiście słowo "celebrowanie" wydaje się tutaj chyba jednak nie na miejscu. I to ono stało się powodem protestu. Jeśli miałoby to być bowiem "celebrowanie" w sensie ścisłym, to nie da się obrazu Muncha uznać za kanoniczny, nadający się do kultu. Pisał o tym Kleczka w nawiązaniu do książki-wywiadu Ewy Kiedio z bp. Michałem Janochą ("A piękno świeci w ciemności").


Nie miejsce tutaj, by przedstawiać skomplikowaną historię wzajemnych relacji między religią a sztuką - zainteresowanych odsyłam do książki - dość powiedzieć, że doświadczenie świętości (sacrum) w sztuce przesunęło się z porządku obiektywnego do porządku subiektywnego. Hans Belting mówi, że dzisiaj istnieją "obrazy o dwojakim obliczu". Kiedyś - w tzw. erze obrazu - obraz miał jedno tylko oblicze: teologiczne i był poddany teologicznej kategorii piękna, co do dzisiaj wyraża się w kanonie ikony. Obraz, który był dotychczas przedmiotem czci, został przemieniony w dzieło sztuki, a teologiczne reguły interpretacyjne zostały zastąpione (uzupełnione) estetycznymi. W odniesieniu do tego samego dzieła może współistnieć przeżycie estetyczne i religijne.


Już w XVI w. pisał Gabriele Paleotti: "Dzielimy naszą materię na obrazy święte i świeckie. […] Rozgraniczenie między obu tymi rodzajami dokonuje się i w samych dziełach, i w osobie obserwatora. Możliwe jest, że obraz […] należy do obrazów świętych, a przecież w umyśle widza przesuwa się do innego porządku. […] W ten sposób jeden i ten sam obraz przedstawia się całkiem inaczej w zależności od wyobrażeń, które wytwarzają sobie o nim widzowie".

 

Dodać jeszcze należy: możliwe jest, że obraz należy do obrazów świeckich, a w umyśle widza przesuwa się do innego porządku - religijnego, sakralnego. O tym, co jest, a co nie jest sztuką religijną (sakralną?), rozstrzyga dzisiaj indywidualny akt wiary odbiorcy. Ten cały wywód potrzebny jest po to, by móc nie wykluczyć, iż dla kogoś (wielu?) "Madonna" Muncha może stać się - w jego odbiorze! - obrazem religijnym albo przynajmniej religijnie inspirującym, bo stawiającym teologicznie ważne pytania. Może, ale nie musi. Dla wielu pozostanie jednak wyłącznie estetyką, a wprowadzenie w obszar kultu - czymś niedopuszczalnym, by nie powiedzieć - bluźnierczym.

 

Szantażyści


I tutaj wrócę do mojego postu na FB, gdzie upominałem się o prawo "dewotów" do odrzucenia obrazu Muncha. Subiektywizm w odbiorze obrazów o religijnej tematyce czy inspiracji ma też takie konsekwencje, że zobowiązuje do wzajemnego poszanowania zróżnicowanych wrażliwości odbiorców. Stąd moje zrozumienie dla tych, którzy ten obraz odrzucili. I moje niezrozumienie dla tych, którzy wobec odrzucających Muncha wyrażali się z poczuciem wyższości i pogardą, zaliczając ich do ciemnych "dewotów", co to na sztuce współczesnej się nie znają. Nie każde przeżycie estetyczne staje się doświadczeniem religijnym.


Na koniec zacytuję Marcina Lutra z jego kazania wygłoszonego w Wielki Post 1522 roku: "Zdaje się, iż nie ma w ogóle człowieka lub takich ludzi jest bardzo mało, którzy nie rozumieją, iż krucyfiks, który tam stoi, nie jest Bogiem, albowiem Bóg mój jest w niebie, lecz że jest on tylko znakiem. [...] musimy przyznać, iż są ludzie, którzy nie doszli jeszcze do takiego przekonania i którzy nadal potrzebują obrazów, acz nie jest ich może tak wiele. Mimo to nie możemy potępiać i nie powinniśmy potępiać czegoś, co jakiś człowiek gdzieś może potrzebować".

 

Miał w sobie Luter dużo pedagogicznej empatii. Bo choć był przekonany do swojej teologicznej tezy, to jednocześnie miał świadomość, że jest wielu takich, co "potrzebują obrazów". I nie pozwalał ich potępiać. Dobrze byłoby się tego od Lutra uczyć: że pewność co do własnego zdania nie odbiera innym prawa do zdania odmiennego. I nie daje prawa do potępiania. Szantażyści zdarzają się po obu stronach.

 

ks. Andrzej Draguła - ksiądz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Dr hab. teologii, prof. Uniwersytetu Szczecińskiego, kierownik Katedry Teologii Praktycznej na Wydziale Teologicznym US, prof. Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu, kierownik Katedry Komunikacji Religijnej PWT, Publicysta, członek Rady Naukowej Laboratorium "Więzi" i redakcji "Więzi". 

 

 


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.1

Liczba głosów:

836

 

 

Komentarze użytkowników (55)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

MR 18:06:40 | 2017-12-09
      Te wątki na Deonie przypominaja mi powszechne dziś w mediach wścibstwo, chęć powiedzenia czegoś "nowego", zajrzenia za każda zasłonę,  obalenia każdego "tabu" (przydało by się obalaczom  zrozumienie czym są tabu).
      Woody Allen powiedział, że każdy może być sławny porzez 15 minut. I tyle są warte te rozważania. Wartość Maryi nie leży dla mnie w tym, że miała piersi, długie czy krótkie wlosy, zgrabne, czy krzywe nogi, czy towarzyszyła Jej  akuszerka.
      Mam nadzieję, że nie musimy sobie tu wyjaśniać w czym leży Jej wartość i wielkość.   

Oceń 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

gombrel 12:56:43 | 2017-12-06
Logicznie czegoś tu nie rozumiem, bracia i siostry katolicy: dlaczego ja zadając pytanie dostaje same minusy, a ktoś inny odpowiadając na moje pytanie dostaje same plusy???,
Aktualnie studiuję zatem pojęcie księdza Wiosna Stryczek "katolicy-złośnicy", :)

Oceń 4 27 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

gombrel 18:27:46 | 2017-12-05
8 grudnia jest święto Niepokalanego Poczęcia Maryji.
Jest to dogmat, który oznacza całkowity brak winy wynikłej ze grzechu pierworodnego i osobistego Maryji.
Równocześnie nie oznacza to wolności od kar doczesnych np. cierpienia.
Aczkolwiek oznacza to wolnośc od cierpień agonii i rozkładu ciała w grobie.
Dogmat mówi, że Maryja nie umierała w bólach (Zaśnięcie i W-niebo-wzięcie).
W ST mamy, że po grzechu pierworodnym ludzie będą umierac w cierpieniach i kobiety będą rodzic w bólach.
Natomiast wypowiedzi Magisterium Kościoła w sprawie bóli porodowych Najświetszej Maryji Panny nie znam.
Czy były te bóle i w jakim nasileniu?
Trudno jest mi to samemu okreslic.
I na przykład czy była jakaś akuszerka wtedy do pomocy?
Nie słyszałem, żeby w kościele jej dziękowano za tę pomoc albo pomodlono się za tą osobę. Tej ewentualnej akuszerki.
Nie wiem też czy czasem Augustyn z Hippony teraz mi kibicuje czy się trochę gniewa na mnie?

Oceń 2 33 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

MAGDALENA 12:41:11 | 2017-12-05
Przestańcie odzywać sie do przedstawicieli diabła. Zobacz jak grombrel celowo wyciągnął ten temat ( jego pierwszy wpis) aby kontynuować dalej znieważanie Maryji Matki ziemskiej Pana Jezusa Chrystusa.
Zobacz jak ta szatańska trójca w typach ''grombrel'', ''trubadur1'' i ''Manuel Vetró'' nagle się pojawiła.

Jeśli chcecie aby nagle odeszła to przestańcie do nich się odzywać.

Zobacz jak sprytnie ze sobą współpracują :
''Manuel Vetró 18:35:50 | 2017-12-04
Przyznam, że dzisiejsza dyskusja bardzo mi się podoba. Trafiają też do mnie Wasze argumenty. Tuszę , że potrafimy jednak rozmawiać, mimo różnic jakie nas dzielą. Dziekuję.''

Bylebyście podtrzymywali ich wypowiedzi szkalujące nie tylko Maryję.


Przestańcie z nimi rozmawiać bo im właśnie o to chodzi aby święte rzeczy w błoto obracać.

Oceń 9 3 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

gombrel 11:21:37 | 2017-12-05
Otóż jeśli Niepokalane Poczęcie miało ochronic Maryję przed cierpieniami agonii (Zaśnięcie) to czy ochroniło też przed bólami porodowymi?
Czy takie pytanie to atak na cześc Osoby Maryji?
Oczywiście NIE.

Oceń 2 34 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Patricius 23:13:55 | 2017-12-04
Już sobie wyobrażam ten ‘religijnie inspirujący’ obraz Muncha na ścianie u mojej babci, zaraz obok obrazów Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi, które wiszą u niej w pokoju. Wyglądałoby to co najmniej niesymetrycznie. Deon.pl błagam was - przestańcie w ten sposób pisać i obrażać moją ukochaną Matkę!

Oceń 38 6 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

no_name 22:18:53 | 2017-12-04
"Ten cały wywód potrzebny jest po to, by móc nie wykluczyć, iż dla kogoś (wielu?) "Madonna" Muncha może stać się - w jego odbiorze! - obrazem religijnym albo przynajmniej religijnie inspirującym, bo stawiającym teologicznie ważne pytania."

Nie jest istotne, że się mówi, ale wyłązcnie co się ma do powiedzenia.
Ks. prof. raczej nie miał za wiele, w mojej opinii cały ten wywód to jakaś pseudointelektualna papka.
Matka Boża nie jest Bogiem, jednak powoływanie się i zachwalanie jakichkolwiek obrazów takich jak "Madonna" Muncha wyłącznie uwłacza Maryi. Tu nie ma i nie może być żadnych dywagacji odnośnie przeznaczenia samego obrazu. Zupełnie nie jest istotne kto go malował (katolik/protestant), oraz czy może/powienien być użyty do kultu, czy też nie.
Najlepiej będzie, jeśli weźmiemy przykład z islamu. Prorok Mahomet także nie był Bogiem, ale niechby ktokolwiek próbował dopuszczać się znieważania jego imienia, czy postaci.
"Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść." (1Kor 6:12) pisał św. Paweł i miał rację. Jaki jest cel rozpowszechniania tego typu obrazów, dyskutowania o nich w kółko i ponownego nagłaśniania?
Ktoś wie?

Oceń 29 6 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

bonaventura 19:23:57 | 2017-12-04
Według katolickiego kapłana, księdza Andrzeja Graguły należy zrozumieć, że ci biedni chłopcy uczniowie jezuickiej szkoły, prawdopodobnie katolicy, nie byli w stanie pojąć, że Maryja była niepokalanie poczęta, nie byli w stanie uwierzyć, że dziewica urodziła Boga.
To ciekawe jak ja mam- według tegoż katolickiego kapłana - uwierzyć, że Bóg jest przedwieczny i stworzył świat z niczego ?
Jak mam uwierzyć, że Jezus był Przedwiecznym Synem Bożym ? Jak mam uwierzyć, że człowiek był Bogiem a Bóg człowiekiem ?
Skoro ze zrozumieniem podchodzimy do problemów biednych chłopców , którzy nie mogą pojąć, że dziewica urodziła Syna to jak,  proszę katolickiego księdza mam uwierzyć, że Jezus trzeciego dnia zmartwychwstał ??? Czy ksiądz rozumie co znaczy słowo WIARA ?
 Dziewica nie mogła urodzić a Jezus mógł wyjść z grobu ?

A najlepsze jest powoływanie się na bandytę Lutra.

Oceń 69 11 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Manuel Vetró 18:35:50 | 2017-12-04
Przyznam, że dzisiejsza dyskusja bardzo mi się podoba. Trafiają też do mnie Wasze argumenty. Tuszę , że potrafimy jednak rozmawiać, mimo różnic jakie nas dzielą. Dziekuję.

Oceń 8 45 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 17:37:35 | 2017-12-04
Wielu artystów wyznawało zasadę: „nieważne jak mówią, byle mówili”, do takich artystów należał również Munch. Zatytuowanie obrazu: "Madonna" było dobrym chwytem marketingowym.
Było być może prowokacją, ale czy ten obraz przysparza chwały Maryi? Nie, nie można Matki Bożej przedstawiać w ten sposób.
Nie można malować lub fotografować aktów żadnej kobiety bez jej zgody. A Maryja była Matką Boga, czczoną przez chrześcijan i nie tylko. Była również zwykłą kobietą, ale czy obraz Muncha przybliża nam Maryję jako zwykłą kobietę, jak sugerują autorzy artykułów?
Nie, przecież to jest tylko wizja artysty, który namalował erotyczny obraz kobiety. Nigdy zresztą nie powiedział, że malował Matkę Boską, w dodatku wiemy, że był niewierzący. Dla mnie obraz Muncha nie przedstawia Maryi, podobnie uważa wielu historyków sztuki.
A przede wszystkim wizja artysty jest tylko jego wizją, dlaczego mamy się nią zajmować, jeśli jej nie podzielamy, a nawet się z nią nie zgadzamy?

Oceń 25 2 odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook