Abp Ryś: młodzi ludzie widzą w Taizé, że wspólnota ludzi inaczej myślących jest możliwa

(fot. youtube.com/maskacjusz)

Co jest dzisiaj prawdziwym zagrożeniem dla człowieka, a co ogromną szansą dla niego? Na te pytania oraz inne, o sens dialogu i obecność Boga w świecie opowiedział abp Grzegorz Ryś w wywiadzie udzielonym Rzeczpospolitej.

 

- Na koniec tegorocznych wakacji pojechałem na cztery dni do Taizé. I byłem pod niesłychanym wrażeniem przybywających tam młodych ludzi, którzy z reguły są w wieku naszych gimnazjalistów. Otrzymują dwa bezcenne doświadczenia. Pierwsze to doświadczenie ciszy i medytacji nad Słowem. Drugie to jest doświadczenie słuchania, tam są słuchani - mówi abp Grzegorz Ryś. Hierarcha uznaje za ogromny paradoks współczesności, że tak bardzo rozwinęliśmy narzędzia komunikacyjne, ale nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Nie ma dialogu, jest jedynie wymiana racji i mówienie o sobie. Takie przekazywanie informacji widać codziennie wśród młodych ludzi na przystankach, którzy wymieniają się jedynie informacjami za pomocą smsów, a nie potrafią prowadzić dialogu. Doświadczenie Taizé budzi w arcybiskupie ogrom nadziei "Wydaje mi się, że odradza się w nas tęsknota za relacją bezpośrednią"

 

W czym tkwi siła oddziaływania tej wspólnoty z małej francuskiej wioski na ludzi młodych? - To element świadectwa braci. Młodzi doskonale wiedzą o tym, że Taizé jest wspólnotą chrześcijańską, ale wielowyznaniową. Co więcej, widzą uchodźców, których bracia przyjęli i razem z nimi żyją. Młodzież, patrząc na braci, widzi, że jest możliwa wspólnota ludzi nie do końca myślących identycznie, a szanujących swoją odrębność. Odnajdujących jedność tam, gdzie jest ona im już dana - mówi arcybiskup. Zauważa też, że młodzi potrzebują utwierdzenia, że w swojej różnorodności są akceptowani i szanowani, mało tego, że ta różnorodność w spotkaniu może zaowocować ubogaceniem, przez co odkryją swoją tożsamość. Pytanie o nią jest bardzo ważnym elementem dorastania do dojrzałego człowieczeństwa. Młodzi dzisiaj są szczególnie zagubieniu i nie wiedzą kim są, dokąd zmierzają.

 

- Najważniejszym "laboratorium ekumenizmu" są małżeństwa mieszane. Choć na poziomie prawa kanonicznego różnica w wierze czy wyznaniu była i jest traktowana jako problem, jako przeszkoda do zawarcia małżeństwa, wymagająca dyspensy biskupa - mówi arcybiskup. Nie tyle chodzi o posiadanie o sobie wiedzy, ale o prawdziwą wymianę darów między nami i właśnie małżeństwo to pokazuje.

 

Abp Grzegorz Ryś mówi, że pragnienie dialogu jest wpisane w bycie człowiekiem, który jest stworzony, by być podobnym do Boga. - Interpretacja, że w Bogu jest owa predyspozycja do rozmowy, jest bardzo inspirująca. Absolutna, pełna gotowość do rozmowy. Zawsze On zaczyna rozmowę z człowiekiem, bo człowiek jest grzesznikiem, a nierzadko głupim grzesznikiem. W dialogu chodzi o relację. Niektórym wydaje się, że chodzi w nim najpierw o poznanie jakiejś prawdy. W takiej sytuacji Bóg nie potrzebowałby z nikim rozmawiać - stwierdza. Dlatego tak ważna jest codzienna modlitwa, która uczy słuchać. Przyszły metropolita łódzki definiuje w swoim życiu przyjaźń jako relację, w której "nie boję się milczeć" i tego właśnie szukają młodzi.

 

Na pytanie Tomasza Krzyżaka o przykład, jaki dociera do nas z polityki, abp Ryś stwierdza: "Każdy wydaje tylko oświadczenia. Zasadniczo nie wypowiadam się politycznie, bo nie mam takiego zwyczaju". Nie chce również recenzować życia społeczno-politycznego. Wspomina tutaj sytuację, gdy kilka miesięcy temu prowadził rozważania nowenny przy okazji jubileuszu trzechsetlecia koronacji obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Najdłużej zmagał się z kazaniem, którego tematem była "Królowa Polski": "nie chciałem, by ktokolwiek w tym słowie poczuł się napiętnowany i wykluczony, uznany za przeciwnika".

 

Zdaniem arcybiskupa każdy ma prawo do posiadania opinii i jej wypowiedzenia, należy jednak pamiętać, że prawo to działa w dwie strony na dwóch płaszczyznach. - Jeśli on ma prawo do wypowiedzenia opinii, ma też prawo do tego, bym ja jej wysłuchał. Tam, gdzie można doświadczyć bycia słuchanym, ludzie zaczynają się masowo pojawiać - mówi. Zauważa też, że właśnie Taizé jest na to dowodem.

 

- Miałem tam kilka spotkań z młodymi i zaczynały się one nie od tego, że ktoś mówił im o mnie. To oni najpierw mówili o sobie, pokazywali, kim są. Ten, który ma do nich mówić, wie, do kogo mówi, jakoś ich już poznał. Oni mają poczucie, że są ważni, że ten człowiek przyjechał do nich, a nie tylko szuka audytorium - tak właśnie młodzi porzucają życie w wirtualnym świecie dla pragnienia prowadzenia dialogu.


 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.76

Liczba głosów:

21

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Facebook