Rób wszystko, tylko nie grzesz

Andrzej Czerny / artykuł nadesłany
Ks. Jurek jest...
...wyjątkowo...
...i mającym...

Skończył trzyletnią szkołę zawodową jako elektromonter. Później przeszedł do technikum, które ukończył z tytułem technika elektromechaniki. Kiedy, jak sam mówi, zmęczył się elektroniką rozpoczął studia na wydziale fizyki w Uniwersytecie Wrocławskim. Salezjanin, ksiądz Jerzy Gonta pochodzi z Kudowy Zdrój.


Pod koniec szkoły średniej zmarła mu mama. Został sam. Po pogrzebie odwiedził kościół Salezjanów we Wrocławiu. - Tam jest obraz Matki Boskiej Wspomożycielki. Uklęknąłem i powiedziałem: Teraz Ty jesteś moją mamą. Nie masz wyjścia musisz się mną zająć - relacjonuje ksiądz Jerzy. Z ojcem nie mieszkał od siódmego roku życia. - Moje życie trochę się skomplikowało po śmierci mamy. Sam musiałem utrzymać dom. Nie byłem do tego przygotowany - tłumaczy.


Mimo wszystko wiara przyszłego księdza pozostawiała wiele do życzenia. Dopiero w trakcie studiów zaczął odkrywać żywego Jezusa. Pomógł mu w tym kolega. - Zaprowadził mnie do grupy osób, których zachowanie mnie zaskoczyło. W małym mieście, jakim jest Kudowa Zdrój, nikt o czymś takim nie słyszał. Była to grupa charyzmatyczna. Ludzie modląc się tańczyli i śpiewali. Patrzyłem na nich z szeroko otwartymi oczami - dodaje kapłan. We Wrocławiu, w którym studiował, odwiedził kilka podobnych grup. W końcu zaczepił się we wspólnocie DUMPIS, czyli Duszpasterstwie Młodzieży Pilnej i Stabilnej. Była to grupa osób studiujących i pracujących jednocześnie. - Na wspólnotowym wyjeździe w Beskidzie Żywieckim zacząłem się głębiej zastanawiać nad swoją wiarą.

 

Dodatkowo pociągała mnie duchowość salezjańska. Jeden z księży swoim zachowaniem i modlitwą pomagał mi zbliżać się do Jezusa. Do dzisiaj pamiętam adorację Najświętszego Sakramentu. Miałem wówczas bardzo silne przeżycia duchowe: przypomniałem sobie wiele grzechów i wpadek. Jednocześnie czułem, że Bóg mi to wszystko wybacza. Zadałem sobie wówczas pytanie: czy ja nie mógłbym tak jak ten ksiądz? - opowiada Jerzy Gonta. Był to jeden z ważniejszych momentów jego życia, który spowodował, że zakochał się w kapłaństwie.


Nie rozstawał się z Pismem Świętym i codziennie modlił się liturgią godzin. W końcu zdecydował, że zostanie księdzem. Swoją decyzję postanowił do końca trzymać w tajemnicy. Jednak w tym samym czasie spotykał się z koleżanką. Spędzali razem mnóstwo czasu. Jej mama odnosiła się do niego jak do syna. - Wiele osób uważało, że mam dziewczynę. Ja traktowałem ją jak przyjaciółkę. Kiedy dowiedziała się, że zamierzam zostać księdzem chciała o mnie walczyć. Stwierdziła jednak, że nie będzie rywalizować z Panem Bogiem. Bardzo lubiliśmy się z jej mamą. Miałem wrażenie, że widzi we mnie przyszłego zięcia. Nie czułem się z tym dobrze. Nie chciałem jej oszukiwać - zaznacza. Kiedy zdradził swoją tajemnicę okazało się, że matka koleżanki o wszystkim wiedziała. - Byłem zaskoczony. Zobaczyłem wówczas, że istnieje coś takiego jak miłość bliźniego, gdzie, dając, nie oczekuje się niczego w zamian i są ludzie, którzy robią coś dla kogoś bezinteresownie. Byłem wychowywany w ubogiej rodzinie. Uczono mnie, żebym pilnował swojego, bo sam mam mało - tłumaczy zakonnik.

 

Po drugim roku Jerzy Gonta przerwał studia z fizyki. Roczny nowicjat odbył w Kopcu pod Częstochową. Później były dwuletnie studia filozoficzne w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Salezjańskiego w Krakowie. Dwa lata asystencji spędził w Lubinie koło Legnicy w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa. Święcenia kapłańskie zakończyły czteroletni okres studiów teologicznych w Krakowie - Zawsze mi się wydawało, że to ja dokonywałem życiowych wyborów. W trakcie zajęć w seminarium jeden ksiądz powiedział nam, że do nowicjatu przyprowadziła nas Matka Boża Wspomożycielka. Przypomniałem sobie wówczas moją modlitwę po śmierci mamy - wspomina ksiądz Jerzy.

 

W salezjańskim seminarium duchownym oprócz wykładów obowiązujących wszystkich kleryków jest mnóstwo przedmiotów psychologicznych i pedagogicznych. Brakuje jednak czegoś bardzo ważnego. - Jeden z biskupów stwierdził kiedyś, że w seminarium doskonale przyswoił sobie teologię natomiast duchowości nauczyła go mama. Seminarium nie uczy duchowości. Zacząłem ją poznawać po pierwszym roku święceń. Wówczas dotarło do mnie jakie mamy w tej kwestii duże zaległości - podkreśla kapłan.
Przez długie lata seminarium do przyszłego księdza Jurka przylgnął pseudonim Duchacz. Do tej pory nie wie dlaczego ponieważ, co podkreśla, nigdy nie praktykował modlitw w formie w jakiej odbywają się w grupach Odnowy w Duchu Świętym. W tą duchowość wszedł głębiej dopiero wówczas gdy został socjuszem współpracownikiem mistrza nowicjatu.

 

Z mistrzem nowicjatu wyjechali na zaproszenie proboszcza parafii św. Jana Bosko w Lubinie, żeby przeprowadzić rekolekcje. Pojechali tam z kilkoma nowicjuszami. Pewnego dnia wybrali się na spotkanie grupy charyzmatycznej. - Dla tych nowicjuszy to był szok. Zwłaszcza gdy po raz pierwszy doznali spoczynku w Duchu Świętym. To było dla nich ogromne przeżycie - zauważa zakonnik. W tym samym czasie po modlitwie nad młodym księdzem Jurkiem pewien kapłan opowiedział mu swoją wizję. Zobaczył zakonnika, który chodził po pustyni i szukał źródła. Obok niego szedł Jezus, a on wciąż szukał. Nie potrafiąc samodzielnie zinterpretować tego obrazu, ksiądz Jerzy postanowił poprosić o wyjaśnienie jakąś grupę charyzmatyczną. Pojechał do Częstochowy.

 

- Wybrałem się bez koloratki w cywilnym ubraniu. Tłumy ludzi ustawiały się w kolejki do grup modlitewnych. Czekając modliłem się liturgią godzin. Kiedy zrobiło się bardzo późno chciałem wyjść. Wcześniej jednak postanowiłem poprosić Ducha Świętego o wyjaśnienie tej wizji. Otworzyłem brewiarz i przeczytałem: Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy: to jest bowiem Ciało Moje, które za was będzie wydane. (…) Bierzcie i pijcie z niego wszyscy: to jest bowiem kielich krwi Mojej nowego i wiecznego Przymierza, która za was i za wielu będzie przelana na odpuszczenie grzechów. Zrozumiałem, że źródła szukałem wszędzie tylko nie w Jezusie, który był zawsze przy mnie. Kapłaństwo jest dla mnie darem, a sprawowana przeze mnie Eucharystia jest łaską wyproszoną dla mnie przez Maryję. Na drugi dzień, kiedy w małej kapliczce sprawowałem Eucharystię, nie mogłem dokończyć słów konsekracji, tak mocno płakałem. Uświadomiłem sobie, że zmarnowałem kawał życia na poszukiwanie różnych bzdur, dzięki którym chciałem zabłysnąć. Przez całe dotychczasowe życie gdzieś w środku odczuwałem tęsknotę, której nie mogłem zaspokoić. Szukałem tam, gdzie nie powinienem był szukać - zaznacza ksiądz Jerzy. Od tego momentu zaczęło się wiele zmieniać w jego życiu. Odbył kilka rekolekcji z grupą charyzmatyczną. Modlił się z egzorcystami nad osobami zniewolonymi i opętanymi, przez co Bóg pokazywał mu moc swojego działania. Pogłębiał wiarę i nabierał wprawy w służbie Jezusa. Bóg przygotowywał go do posługi, którą pełni obecnie.

 

W 2007 roku trafił do parafii Nawrócenia św. Pawła Apostoła w Dąbrowie Górniczej. Przyjechał tu razem z innym księdzem. Jedyną grupę młodzieżową, jaką zastali, była schola prowadzona przez proboszcza pełniącego swoje obowiązki od roku. Postanowił zorganizować charyzmatyczną grupę młodzieżową. Na początku było ciężko. Młodzież nie bardzo chciała przychodzić. Zapraszał młodych ludzi, przygotowujących się do bierzmowania. Udało się zebrać kilka osób. W małym gronie zagrali pierwszą scenkę teatralną. Potem zachęcił ich do udziału w zespole muzycznym. Było to trudne ponieważ, sam nie gra na żadnym instrumencie. - Pół roku temu doszliśmy z młodzieżą do wniosku, że nie powinna to być tylko grupa młodzieżowa ale wspólnota rodzin. Nawrócenie musi przyjść do całej rodziny nie tylko do młodego człowieka - mówi ksiądz. W tej chwili stałych członków wspólnoty Świadectwo jest 35. Sympatyków jest dużo więcej. Z prośbą o modlitwę wstawienniczą do wspólnoty przyjeżdżają ludzie nie tylko z aglomeracji śląskiej. Niedawno, razem ze znajomymi, przyjechała osoba ze Szwecji z prośbą o modlitwę.

 

Ksiądz Jerzy Gonta jest wesołym, charyzmatycznym i energicznym człowiekiem. Młodzież czasami dosłownie wchodzi mu na głowę. Kiedyś dla zabawy szamotał się z nastolatkiem, co skończyło się lądowaniem na kamiennej posadzce. Z drugiej jednak strony jest bardzo radykalny. - Zawsze powtarzam, że chcę być czystym i przezroczystym narzędziem w rękach Jezusa. Dla Salezjanina podstawą jest Jezus Chrystus odkrywany w radości. Radość płynąca z wnętrza ma pokazywać, że człowiek nie ma dążyć do Boga w smutku ale w radości. Cały czas do tego dążę. Radość ma towarzyszyć przy wychowaniu młodych ludzi. Z drugiej strony nie widzę sprzeczności pomiędzy radykalizmem i radością. Można jej samemu doświadczyć wówczas, gdy będzie się kroczyło tą drogą, którą wybiera Jezus. Pójdziesz nią a zobaczysz pełną radość i będziesz się nią cieszył. Ksiądz Bosko powiedział tak: Rób wszystko, tylko nie grzesz - podsumowuje ksiądz Jerzy Gonta.

dodał(a): Jedrek
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.58

Liczba głosów:

19

Komentarze użytkowników (2)

Dodaj komentarz
2012-04-21 20:05:24 | Cytuj | Zgłoś
~as
Prawidziwie Boży człowiek:)
2012-03-21 22:23:39 | Cytuj | Zgłoś
~Patryk
Ten ksiądz pozostawia wiele do życzenia miałem nieprzyjemność poznania go i jak większość z początku byłem nim oczarowany ale wiara to nie ksiądz i jego poczucie bezpośredniego kontaktu z Bogiem. Pomyliłem się co przypłaciłem upokorzeniem przez jakiś czas. Dlatego ostrzegam wszystkich przed tym księdzem i jego postrzeganiem wiary który już skrytykowało kilku księży diecezji sosnowieckiej.
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?