Celibat - tylko dla orłów

Stanisław Morgalla SJ

(fot.hoyasmeg/flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

Celibat staje się coraz bardziej czytelny, bo niewątpliwie oznacza znak sprzeciwu wobec współczesnej kultury. Gdy młoda i atrakcyjna osoba decyduje się świadomie i radośnie na celibat, to tym samym prowokuje ludzi do myślenia, bo - nie przymierzając - to tak, jakby popełniała samobójstwo w biały dzień.

 
„eSPe": Co mówi o Bogu osoba decydująca się ze względu na Niego na celibat? Kim jest dla niej Bóg?
 
Stanisław Morgalla SJ: To samo, co wszyscy inni ludzie, tzn. znacznie więcej niż sama jest w stanie pojąć. Robi to tylko bardziej radykalnie, bo ryzykując własną skórą - spójną mową ducha i ciała. Decyzję na życie w celibacie porównałbym do skoku w ciemną przepaść z przekonaniem, że nic złego nam się nie stanie, bo niewidzialna dłoń Boga jednak nas złapie. Bóg w takich decyzjach jawi się jako dobry i troskliwy Ojciec. Ale prawdziwa przygoda zaczyna się dopiero wtedy, gdy dostajemy gwałtownego przyspieszenia, a niewidzialnej ręki jak nie było, tak nie ma. Zapewniam, przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Nierzadko wtedy zaczynają się lamenty podobne do Jeremiaszowych: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść" (Jr 20, 7). Bóg jawi się wtedy jako zupełnie nieprzewidywalny, tajemniczy i nieobecny.
 
I co wtedy: kryzys wiary?
 
Można tak to nazwać, ale jest to raczej próba, bez której trudno w ogóle mówić o wierze. Bóg lubi zaskakiwać i dlatego m.in. budzi w sercu pragnienie rzeczy niemożliwych. Jeszcze do niedawna czymś takim była chęć dorównania ptakom w locie. Dziś latanie nikogo nie dziwi. Szkoda, że nie bierze się pod uwagę, iż to może znaczyć, że inne „niemożliwe" pragnienia mogłyby równie szybko zostać zrealizowane, gdybyśmy tylko więcej nad tym pracowali. Do nich zaliczam miłość do wszystkich ludzi, którą starają się praktykować celibatariusze. Niestety, dzisiaj hasło: „Kochaj i rób, co chcesz!", jest zupełnie opacznie rozumiane.
 
Jak więc rozumieć ślub czystości w obecnej kulturze, która pełna jest odwołań do erotyki?
 
Jako totalne nieporozumienie - ewangeliczny i teologiczny sens czystości nie uległ zmianie, ale czasy tak się zmieniły, że te religijne treści stały się niezrozumiałe. Dziś rządzi seks. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat ze społeczeństwa uważającego go za tabu, staliśmy się społeczeństwem, w którym sprawy seksualne traktowane są z nachalną otwartością, a ostatnie bastiony tabu - np. intymne życie celibatariuszy - padają jeden po drugim. Nieprzypadkowo różnego rodzaju nadużycia seksualne duchowieństwa stają się wiadomością dnia. Jeśli nie wchodzą w konflikt z prawem, to przesłanie brzmi: „Oni są tacy jak my"; jeśli są niezgodne z prawem, przesłanie brzmi: „Są nienormalni, bo żyją nienormalnie". Niedawno znajomi przebywający w USA, którzy doczekali się pierwszego dziecka, zapowiedzieli mi swoją wizytę i związane z tym... potrójne niebezpieczeństwo. Żartobliwie sparafrazowali wypowiedź pewnego amerykańskiego kapłana: „Dziś ksiądz nie może publicznie pokazać się ani z kobietą, ani z mężczyzną, ani z dzieckiem". Fakt, że tego żartu nawet w Polsce nie trzeba specjalnie tłumaczyć, mówi sam za siebie. Dzięki Bogu są to tylko klisze kultury masowej, choć marna to pociecha, bo oznacza, że obowiązują w myśleniu przeciętnego Kowalskiego.
 
Na ile więc zachowanie całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej jest czytelnym znakiem dla współczesnych ludzi?
 
Celibat staje się coraz bardziej czytelny, bo niewątpliwie oznacza znak sprzeciwu wobec współczesnej kultury. Gdy młoda i atrakcyjna osoba decyduje się świadomie i radośnie na celibat, to tym samym prowokuje ludzi do myślenia, bo - nie przymierzając - to tak, jakby popełniała samobójstwo w biały dzień. Znak sprzeciwu odsyła do pierwowzoru: Jezusa Chrystusa. To On pierwszy zgodził się na taką ofiarę z życia, której zwieńczeniem nieprzypadkowo była śmierć w biały dzień na krzyżu. Bez odniesienia do Jezusa i bez całej głębi tego kontekstu czystość nie ma sensu. Dlatego znak sprzeciwu, jakim jest celibat, musi odsyłać do chrześcijańskich korzeni i bez nowej ewangelizacji jest nieczytelny. Tłumaczenie głębokiej wartości „całkowitej wstrzemięźliwości seksualnej" językiem współczesnej kultury masowej nie ma sensu. To jest jak mówienie ze ślepym o kolorach.
 
Czystość zakłada rezygnację z fizycznego rodzicielstwa - czy to nie blokuje rozwoju osobowości przez wyeliminowanie relacji odpowiedzialności za potomstwo?
 
Oczywiście, że nie. I zalecam ostrożność w stawianiu tej sprawy na ostrzu noża. Dojrzałość osobowości nie jest efektem wpływu jednego czy kilku tylko czynników. W tej materii raczej należy unikać determinizmów, zwłaszcza w odniesieniu do spraw podejmowanych w wieku dojrzałym, a do takich powinno należeć życie seksualne i rodzicielstwo. Z drugiej strony, jak wytłumaczyć świadome i dobrowolne unikanie rodzicielstwa, które jest wyraźnym problemem nowoczesnych społeczeństw? To z pewnością jest znacznie bardziej niebezpieczne niż celibat i jego konsekwencje. Ponadto dobrowolnie przyjęta i praktykowana bezżenność, przez odwoływanie się do wyższych wartości, niewątpliwie pogłębia i poszerza horyzonty, a to nie pozostaje bez pozytywnego wpływu na rozwój osobowości.
 
Co stanowi największy problem w przeżywaniu ślubu czystości we współczesnym świecie?
 
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Czasem odnoszę wrażenie, że celibat jest traktowany jak sport ekstremalny: można go trochę pouprawiać, ale nie da się nim żyć. Moi współbracia żartobliwie ukuli nawet termin: „powołanie czasowe do zakonu". Smutną ikoną tego zjawiska może być jeden z byłych jezuitów, który parę lat temu na łamach prasy tak podsumował swoją decyzję o odejściu: „W zakonie było fajnie i teraz też jest fajnie". To jest mentalność użycia, a nie radykalizmu ewangelicznego. W zakonie wcale nie musi być fajnie, ale żeby było ewangelicznie, musi być radykalnie. Nie wolno ukrywać, że celibat jest tylko dla orłów. Nie bez kozery Jezus wyraźnie powiedział: „Kto może pojąć, niech pojmuje" (Mt 19, 12b). I nie chodzi wcale o bystrość umysłu, ale o pojemność serca. Bo do niemożliwych pragnień trzeba wielkiego serca.
 
 

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.51

Liczba głosów:

39

Komentarze użytkowników (43)

Dodaj komentarz
2011-12-12 09:06:57 | Cytuj | Zgłoś
~Wszystko za życie
Celibat jest bardzo wygodną opcją we współczesnym, silnie zindywidualizowanym świecie. Wielu jedynie w nim widzi szansę na obronę swej duchowej tożsamości, ale chyba nie o to chodzi, aby nam było przyjemnie żyć, tylko o prawdę.

Celibat nie jest celibatem, gdy jest jakimś "sposobem" obrony swojej duchowości, niezależności, czy choćby dowartościowania się w swojej samotności.
Nie pojmują ci, którym daleko do orłów, że owa czystość to wolność. Czystość może objawiać się w różnych dziedzinach. W podejściu do spraw materialnych, zdrowia, wieku, własnego wizerunku. Warto zgłębić ten fenomen w naszym światku, w którym nie potrzeba już ludzi żyjących, dla jakiejś idei. Potrzeba tylko tolerujących. Wszelką zgniliznę, dewiację, krzywdę. Bo w naszym światku myślenia nie ceni się, owszem myślenie jest niewskazane.
Człowiek pochłonięty pasją, nawet rodzinną na którą wskazuje kate, wewnętrznie staje wolny, ważniejsze od wszystkiego jest to, czemu chce służyć. Nie ma jakby miejsca i czasu na przeżuwanie braków finansowych, nawet braków uczuciowych. Mało kto pojmuje, że może się liczyć tylko np dobro pacjentów, wygłaszanie rekolekcji trafiających do samego serca, czy niesienie posłania rodzinom uzależnionych albo samym uzależnionym. Wspomniane tu życie rodzinne też może być pasją i paradoksalnie seks małżeński może w tej wspólnej pasji mocno zejść na dalszy plan.ten duch pasjonata, człowieka ożywianego miłością nie ograniczoną do relacji osobowych, okazuje się jakby wolny nawet od swojego wieku. Spotkałem ludzi po 80tce o młodzieńczej werwie, ożywionych, pomysłowych. Zaskakiwali mnie tym, że sprawa dolegliwości fizycznych dla nich prawie nie istniała. Po prostu inaczej funkcjonowali.
2011-12-12 08:41:45 | Cytuj | Zgłoś
~adfa
@ kate
Celibat jest przyrzeczeniem, które składają księża katoliccy, ale zakłada również czystość. Celibatariusze jakich masz na myśli żyją w społeczeństwie, ale nie składają przyczerzenia celibatu i niekoniecznie żyją w czystości. Tytuł jest więc jak najbardziej na czasie :)
2011-12-11 21:09:59 | Cytuj | Zgłoś
~kate
Po przeczytaniu ostatniego akapitu tekstu nachodzi mnie myśl, że autorowi chodziło o tytuł "życie w zakonie - tylko dla orłów", a celibat pojawił się tak obok. Co jak co, ale celibatariuszy mamy nadmiar w społeczeństwie - raczej trzeba ludzi namawiać, aby zakładali rodziny i posiadali dzieci (dopiero to jest Mont Everest!). Celibat jest bardzo wygodną opcją we współczesnym, silnie zindywidualizowanym świecie. Wielu jedynie w nim widzi szansę na obronę swej duchowej tożsamości, ale chyba nie o to chodzi, aby nam było przyjemnie żyć, tylko o prawdę. Współczesnemu człowiekowi zachodniej kultury brak prawdziwego życia. Wszędzie panuje reality show - w małżeństwie i zakonie przede wszystkim
2011-12-11 20:23:35 | Cytuj | Zgłoś
~mc
Ależ skądże znowu, czy autor chce żeby orły wyginęły? Dlaczego mają żyć w celibacie. I tylko one?
2011-12-11 20:12:23 | Cytuj | Zgłoś
~czyścioch
Dajcie już spokój z tą "czystością".

I o taką reakcję, brudasku, chodzi.
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?