Czy zapłodnienie in vitro to droga do szczęścia?

Przegląd Powszechny Sebastian Duda/Przegląd Powszechny

(Fot. sxc.hu)

ZOBACZ TAKŻE

Czy zarodek ludzki ma taką samą godność jak człowiek po urodzeniu? DEON.pl prezentuje najciekawszą dyskusję, jaka miała miejsce ostatnio na temat sztucznego zapłodnienia.

 

W debacie Przeglądu Powszechnego udział biorą: poseł Jarosław Gowin (Platforma Obywatelska), o. Robert Plich OP (Kolegium Filozoficzno-Teologiczne Dominikanów w Krakowie), prof. Jacek Zaremba (Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie), red. Sławomir Zagórski (Gazeta Wyborcza) i red. Sebastian Duda (Przegląd Powszechny, DEON.pl)

 

 

Sebastian Duda: W ubiegłym roku biskupi kilkakrotnie potępili praktykę pozaustrojowego zapłodnienia. Fakt ten wywołał burzę medialną i spory nie tylko na linii wierzący – niewierzący, ale po­dzielił samych katolików. Wielu wierzących dopuszcza in vitro, wiedząc, co o tym myśli Kościół. Zwłaszcza gdy sami zostają do­tknięci dramatem niepłodności. Nie sposób nie brać pod uwagę ich racji, tym bardziej że największy problem – niszczenie niewyko­rzystanych zarodków – można technicznie, choć nie jest to łatwe, ominąć.

 

12 grudnia ubiegłego roku Kongregacja Doktryny Wiary wydała instrukcję „Dignitas personae”, w której podkreślono, że wprawdzie rozwój nauk medycznych jest faktem pozytywnym, ale zasługuje on na ne­gatywną ocenę, gdy zakłada niszczenie istot ludzkich bądź posłu­guje się środkami, które naruszają godność osoby lub są stosowane w celach sprzecznych z integralnym dobrem człowieka. Instrukcja ta negatywnie ocenia zapłodnienie in vitro, gdyż dochodzi do po­częcia dziecka w oderwaniu od intymnej relacji małżeńskiej, jak również prowadzi do niszczenia życia człowieka w fazie embrio­nalnej. Według kongregacji, nie do przyjęcia jest też dalsze wyko­rzystywanie wytworzonych embrionów do celów terapeutycznych, gdyż są one wówczas traktowane jako zwykły materiał biologiczny. Niedopuszczalna jest też diagnoza przedimplantacyjna, polegają­ca na eliminacji słabszych embrionów utworzonych drogą in vitro przed ich wszczepieniem.

 

Zatem wbrew stanowisku wielu katoli­ków, watykańska kongregacja uważa zapłodnienie in vitro za nie­moralne. W Polsce wciąż nie ma regulacji prawnych w tej materii. Ich tworzenie w parlamencie budzi wiele kontrowersji. Na czym one polegają? Przedstawił Pan pewien projekt regulacji prawnych dotyczących in vitro, nie spotkał się on jednak z powszechną apro­batą, nawet w Pana partii.

 
Jarosław Gowin: W Polsce nie ma żadnych regulacji dotyczących wielu zagadnień bioetycznych. Tam, gdzie nie ma prawa i wszystko wolno, dzieją się rzeczy straszne. Można o nich usłyszeć poufnie albo przeczytać w reportażach. Jeżeli wszystko wolno, to znaczy, że w Polsce można tworzyć chimery, hybrydy, można bezkarnie niszczyć ludzkie embriony czy handlować nimi.
Dlaczego mimo to od dwudziestu lat, od kiedy zaczęto w Polsce stosować metodę in vitro, nie ma żadnych regulacji w tej dziedzi­nie?
 
Powód jest prosty – tchórzostwo polityków. Każde zapropono­wane rozwiązanie spotykało się z bardzo ostrą krytyką z różnych stron, dlatego kolejne ekipy rządowe uchylały się od rozwiązania tego problemu, chowając głowę w piasek. W 1997 r. Polska podpi­sała tzw. konwencję bioetyczną, ale do tej pory jej nie ratyfikowano. W 2004 r. wstąpiliśmy do Unii Europejskiej i przyjęliśmy zobowią­zanie, by wprowadzić w życie dyrektywy unijne regulujące pewne procedury związane z zapłodnieniem in vitro. Mieliśmy na to czas do końca kwietnia 2006 r., ale odpowiednie przepisy nie zostały wprowadzone.
 

Sytuacja zmieniła się późną jesienią 2007 r. Wtedy minister zdrowia Ewa Kopacz, a potem premier Donald Tusk zapowiedzieli wprowadzenie częściowej bądź całościowej refundacji zabiegów zapłodnienia in vitro. Pod wpływem kontrowersji, jakie wywołała ta zapowiedź, premier powierzył mi zadanie stworzenia zespołu, który opracuje raport na temat warunków, jakie trzeba spełnić, by ratyfikować konwencję bioetyczną.

 

Jednocześnie od pewnego momentu z inną grupą ekspertów rozpocząłem prace nad przygotowaniem szczegółowej ustawy re­gulującej kwestie bioetyczne, także – chociaż to margines tej ustawy – in vitro. Na tle ustawodawstwa europejskiego są to regulacje restrykcyjne. Z jednej strony przewidują dopuszczalność procedu­ry zapłodnienia in vitro, ale z drugiej strony, objęcie możliwie mak­symalną opieką ludzkich embrionów, zwłaszcza zakaz tworzenia tzw. embrionów nadliczbowych. Proponują też zakazać selekcji embrionów, tzw. zapłodnienia heterologicznego (do którego używa się gamet osób trzecich), a także zakaz klonowania – nie tylko re­produkcyjnego, ale i terapeutycznego.

 
Projekt wywołał spory w Platformie Obywatelskiej, która jest partią różnorodną światopoglądowo. Skrytykowały mnie też nie­które środowiska katolickie. Najsilniejszy atak wyszedł jednak ze strony organizacji feministycznych i lewicowo-liberalnych. Przodo­wała w tym „Gazeta Wyborcza”, która przypisała mi miano „ajatol­laha polskiej polityki”, a redaktor Sławomir Zagórski opublikował artykuł „Gowin ignorant”.
 
Sławomir Zagórski: Mój pierwszy tekst w „Gazecie” nosił ty­tuł „In vitro – ostrzegam!” Ostrzegałem, że – niestety – w Polsce szykuje się złe prawo, które pan poseł Gowin firmował. Jeśli zaś chodzi o tekst „Gowin ignorant”, zezłościły mnie dwa występy me­dialne Pana posła: najpierw duży wywiad w „Dzienniku”, a potem rozmowa w programie Tomasza Lisa. Mówił Pan rzeczy z gruntu nieprawdziwe.
W programie „Tomasz Lis na żywo” w TVP 2 powiedział Pan, że z zarodkami ludzkimi dzieją się rzeczy straszne, np. że używa ich przemysł kosmetyczny. Nigdy o czymś takim nie słyszałem. Jeśli Pan wie, że ktoś faktycznie robi u nas kremy z ludzkich embrio­nów, powinien Pan zawiadomić prokuraturę.
 
Powiedział Pan również, że Niemcy mrożą komórki jajowe i że jest to metoda dobra, wydajna, rodzi się w jej wyniku tak samo dużo dzieci, jak w przypadku in vitro. To nieprawda. Mrożenie komórek jajowych jest zupełnie marginalną techniką. Stosuje się ją tylko wtedy, gdy np. kobieta jest chora na nowotwór i mrozi się fragmen­ty jajnika bądź komórki jajowe po to, by ewentualnie umożliwić jej macierzyństwo, gdy wyzdrowieje. Nie jest to przyjęta metoda leczenia bezpłodnych par. W Niemczech ustawa zabrania mrożenia embrionów dwu- pięciodniowych, bo zarodki ludzkie można do piątej doby hodować poza ciałem matki. Wolno mrozić tylko świeże komórki jajowe połączone z plemnikiem, zanim jeszcze materiały genetyczne ojca i matki się połączą.
 
Zaatakowałem Pana w swoim tekście, ponieważ uważam, że pańskie stwierdzenia są szkodliwe. Nie był to atak personalny, choć może to Pan tak odbierać. Uważam, że źle się stało, że to Pan stanął na czele komisji powołanej przez premiera, ponieważ od po­czątku miał Pan bardzo sprecyzowane konserwatywne poglądy. Po­nadto nie wziął Pan do komisji ani jednej osoby, która by się znała na in vitro. Z piętnastu jej członków dziesięciu ma poglądy konser­watywne, a pięciu liberalne – i wiadomo, że ich głos się nie będzie liczył, oni od początku mówili, że mają odrębne zdanie. Pana rolą, jako przewodniczącego, było doprowadzenie do kompromisu. Nic takiego ostatecznie nie osiągnięto. Powstały dwa skrajne stano­wiska, z czego media przedstawiały tylko jedno, konserwatywnej większości. Nikt nawet nie wiedział, że istnieje alternatywa.
 
Uważam, że udało się Panu to – co jest wielką zasługą – że wszyscy członkowie komisji, z konserwatystami włącznie, doszli do wniosku, że kwestie in vitro powinno się uregulować prawnie, a Polska powinna ratyfikować konwencję bioetyczną.
 
W Polsce działa 55 klinik in vitro. Zgadzam się, że panuje wolna amerykanka i bardzo potrzebujemy prawa. Działające kliniki są pozbawione kontroli, a tych przyzwoitych, które podają rzetelnie swoje rezultaty, jest kilkanaście. Możemy przypuszczać, że w po­zostałych standardy są znacznie niższe. Ale trudno mi uwierzyć, by nawet w tych gorszych klinikach zgadzano się na niszczenie zarodków, spokojne wylewanie ich do zlewu.
 
Na marginesie: obserwowałem podobną dyskusję w Anglii. Działo się to dużo wcześniej niż u nas. W Anglii w 1978 r. urodzi­ła się Luisa Brown, pierwsza dziewczynka pochodząca z in vitro. Już w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych w Anglii odbyła się ogromna debata społeczna. Zanim zabrano się do tworzenia prawa, wypowiedziały się 563 stowarzyszenia po­zarządowe, rozmawiano kilka lat, w tym czasie technika in vitro ewoluowała, lekarze mrozili coraz mniej zarodków, i ostatecznie przygotowano prawo, które było wynikiem wielkiego kompromi­su; potem ono ewoluowało, bo i nauka nie stoi w miejscu. W Polsce do takiej debaty nie doszło. Była pseudodebata i powstało marne prawo. Proces ten trafnie opisał w „Gazecie Wyborczej” Kazimierz Bem, student teologii Uniwersytetu Yale, szykujący się na pastora kalwińskiego.
 
1 2 3 4 5 6  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.68

Liczba głosów:

28

Komentarze użytkowników (36)

Dodaj komentarz
2009-12-30 19:55:05 | Cytuj | Zgłoś
~leszek
leszek
\"Ale przede wszystkim, jest coś takiego jak społeczność lokalna oraz szkoła dla danej społeczności. Jak dana społeczność uzna (i przegłosuje) że w ich szkole nie będzie żadnych symboli religijnych albo że będzie tylko np. półksiężyc, to jak się to komu nie podoba niech wybierze inną szkołę. Jak katolicy chcą/muszą mieć w klasie krzyż to niech się zorganizują i niech założą sobie własną szkołę i jak się komu nie będzie podobał krzyż to niech sobie idzie do innej szkoły.\"

jadwiga
Dzieci w podstawówce posyłane sa do najblizszej szkoły. Ze wzgledu na to aby mogły same bezpiecznie do niej dojsc.Wiec pojscie do innej szkoły gdzie jest daleko  lub  np mała miejscowosc gdzie jest tylko jedna podstawówka jest nierealne.

Przecież napisałem wyraźnie, że: jak dana społeczność lokalna uzna i przegłosuje
Żadna podstawówka nie jest na księżycu ale funkcjonuje w społeczności lokalnej, i to ta społeczność lokalna powinna decydować, a nie jakieś pojedyncze osoby!
Każdy musi sam zdecydować co mu bardziej nie odpowiada: czy szkoła położona blisko czy szkoła mająca/nie-mająca ukochanych/znienawidzonych symboli religijnych.
To nie może być tak że pojawi się jakiś ateista żądający pozdejmowania krzyzy w szkole katolickiej bo do szkoły bez krzyży jest mu za daleko...
Ale nie może też być tak że pojawi się jakiś katolik i zażąda powieszenia krzyży w szkole dla ateistów bo mu z kolei daleko do szkoły katolickiej.


Prawde mówiac zupełnie nie zrozumiałam Twoich wywodów dotyczacych potworniaka. Ja z kolei lekarzem nie jestem i temat tez znam ogólnikowo.

Nie da się mówić o czymś o czym się nie ma pojęcia bo się zna ogólnikowo. Tak jak jest różnica pomiędzy duchem puszczy a widmen bohru, podobnie jest różnica pomiedzy zarodkiem, potworniakiem i rakiem. A więc jeszcze raz...
Mówiąc w skrócie chodzi o to, że jak zapłodniona komórka zaczyna się rozwijać to przy prawidłowym rozwoju rozwija się w zarodek, embrion i płód, a przy nieprawidłowym w potworniaka. Potworniak to nie \"zarodek-potworek\". Ani zarodek ani embrion nie przemieniają się w potworniaka. Potworniak to coś co rozwinęło się ZAMIAST zarodka/embrionu. A potworniak to nie zawsze rak. W potworniaku może ale nie musi rozwinąć się rak.


Sadze takze ze w chwili obecnej stwierdzenie czy to płód z rakiem czy juz sam rak - na obecnym etapie badan jest to nie za bardzo mozliwe.

Czy uważasz że w przyszłości, przy odpowiednim postępie medycyny da się powiedzieć czy to mężczyzna/kobieta z rakiem czy już tylko sam rak a więc można będzie zaprzestać leczenia i zabić go?!? Wg mnie to bzdura, a Tobie się coś takiego marzy...

Jezeli juz tak dyskutujemy o rakach nalezałoby tez zastanowic sie czy matka - chora na raka powinna zaprzestac leczenia i urodzic dziecko. Tak jak opisywana Agata Mróz. Wg ostatnich badan komórki rakowe przenikają przez łozysko i wnikają do płodu. Dzieci urodzone przez  - takie dla nas heroiczne matki - niestety zapadaja na identycznego raka jak ich matki.  Czy moralne jest wiec zaprzestanie przez matkę leczenia i taki \"prezent\" dla dziecka w postaci raka?

Nie bardzo wiem co masz na myśli mówiąc, że dzieci urodzone przez takie matki zapadały na identycznego raka jak ich matki. Ale pierwsze słyszę coś takiego.
Obawiam się jednak że znowuż mieszasz pojęcia :-(
Jaki prezent?!? Uważasz że gdyby ich matki leczyły się to ich dzieci nie zapadłyby na raka?!? A co ma jedno do drugiego?!? Chyba tylko tyle, że nie miałyby szans dostać raka bo kuracja matki by je uśmierciła :-(
Ale jeżeli chodzi o samą kurację antyrakową ciężarnych, to popatrz sobie w ulotki od jakichś zwyczajnych leków. Zobaczysz w większości z nich pozycję: stosowanie w ciąży. A w nich zalecenie, że lekarz powinien rozważyć czy przeważają korzysci czy zagrożenia. I podobnie jest z wszelkimi kuracjami! Kobieta i noszony przez nią płód są dwiema RÓWNOPRAWNYMI istotami ludzkimi! A więc przy wszelkich działaniach należy brać pod uwagę obie te osoby! I OBIE powinny być leczone i ratowane!
Pytasz z podtekstem czy wolno uśmiercić nienarodzone dziecko jeśli mialoby zakażać matkę... a czy nigdy nie przyszedł Ci do głowy problem odwrotny?!? Czy wolno uśmiercić matkę jeśli miałaby zakażać nienarodzone dziecko?!?
2009-12-30 17:06:44 | Cytuj | Zgłoś
Jadwiga
leszek

"Ale przede wszystkim, jest coś takiego jak społeczność lokalna oraz szkoła dla danej społeczności. Jak dana społeczność uzna (i przegłosuje) że w ich szkole nie będzie żadnych symboli religijnych albo że będzie tylko np. półksiężyc, to jak się to komu nie podoba niech wybierze inną szkołę. Jak katolicy chcą/muszą mieć w klasie krzyż to niech się zorganizują i niech założą sobie własną szkołę i jak się komu nie będzie podobał krzyż to niech sobie idzie do innej szkoły."

Dzieci w podstawówce posyłane sa do najblizszej szkoły. Ze wzgledu na to aby mogły same bezpiecznie do niej dojsc.Wiec pojscie do innej szkoły gdzie jest daleko  lub  np mała miejscowosc gdzie jest tylko jedna podstawówka jest nierealne.

anonim

Prawde mówiac zupełnie nie zrozumiałam Twoich wywodów dotyczacych potworniaka. Ja z kolei lekarzem nie jestem i temat tez znam ogólnikowo.
Niestety płodu z rakiem który rosnie i sie rozsiewa nie umiemy jeszcze skutecznie leczyc zatem jest usuwany. Moze za xx lat bedzie to uleczalne. I takie dziecko jako zdrowe sie urodzi.

Równiez moze za xxlat ciaza pozamaciczna bedzie mogła byc przeniesiona tam gdzie byc powinna zamiast usuwana. Jak narazie to tylko marzenia.

Sadze takze ze w chwili obecnej stwierdzenie czy to płód z rakiem czy juz sam rak - na obecnym etapie badan jest to nie za bardzo mozliwe.

Jezeli juz tak dyskutujemy o rakach nalezałoby tez zastanowic sie czy matka - chora na raka powinna zaprzestac leczenia i urodzic dziecko. Tak jak opisywana Agata Mróz. Wg ostatnich badan komórki rakowe przenikają przez łozysko i wnikają do płodu. Dzieci urodzone przez  - takie dla nas heroiczne matki - niestety zapadaja na identycznego raka jak ich matki.  Czy moralne jest wiec zaprzestanie przez matkę leczenia i taki "prezent" dla dziecka w postaci raka?
2009-12-30 16:38:15 | Cytuj | Zgłoś
anonim
leszku, zgadzam sie z Tobą. Tyle ze jest jeszcze mnóstwo spraw do wyjaśnienia.

OK Tak się domyślam, że mamy zbieżne poglądy. I napewno jest jeszcze do wyjaśnienia całe mnóstwo różnych spraw związanych z tematem.

Np istnieje cos takiego jak \"potworniak\".Oczywiscie moze to byc zwykły rak usytuowany gdziekolwiek, ale zdarza sie tez ze  embrion lub płód, przeistoczył sie w tkankę raka-potworniaka, która rozsiewa sie po organizmie matki.
I teraz - cos takiego sie natychmiast usuwa. I pytanie - kiedy płód zaczyna byc potworniakiem do usuniecia? Kiedy ma 50 komórek rakowych czy 500? A moze 5000? Kiedy przestaje byc człowiekiem a zaczyna byc rakiem, bo rozsiewa sie chyba od poczatku?
Dylemat. Albo zabijemy dziecko poczete ( które i tak dzieckiem
nigdy nie bedzie) albo pozostawimy w macicy rozsiewajacego sie raka.


I znów dylemat - od jakiego momentu przestaje byc dzieckiem, człowiekiem by go mozna usunac?



To co prawda w tym przypadku mniej istotne, ale nie bardzo mi odpowiadają mylące sformułowania typu embrion/płód przeistoczył się w tkankę raka-potworniaka. Po prostu są różne etapy rozwoju zarodka i w pewnym momencie może okazać się, że rozwój poszedł w niewłaściwym kierunku, i wskutek niewłaściwego namnażania się powstał tzw potworniak a nie zarodek. A może nawet być i tak, że w potworniaku rozwinie się rak. Wolałbym jednak mówić, że do rozwoju embrionu/płodu nawet nie doszło bo powstała z zaplemnienia komórki jajowej zygota rozwinęła się w potworniaka, a nie w zarodek. Albo że w potworniaku rozwinął się rak.
Trochę chyba zamieszałaś z tym potworniakiem-rakiem, bo nie każdy
potworniak wiąże się z rakiem, a jeżeli tak, to jednak i tak jest to
potworniak, a nie rak, tyle że potworniak mający raka.
No i jeszcze ten płód rozsiewający raka...
Razi mnie, i wręcz absolutnie jest dla mnie nie do przyjęcia stwierdzenie, że człowiek przestał być człowiekiem a zaczął być rakiem! Mam wątpliwości czy w ogóle doszło do rozwoju człowieka, bo może to tylko potworniak z rakiem. Ale jeżeli to jednak płód z rakiem, to ten człowiek nadal jest człowiekiem a nie rakiem! Człowiek chory na raka nie przestaje być człowiekiem nawet jak jego ciało wskutek przerzutów jest jednym wielkim rakiem!

A wracając do meritum. Nie ma dla mnie nic dziwnego w tym, że potworniaki się usuwa. Coś takiego - jak napisałaś o potworniaku -  to nie zarodek/embrion, więc nic dziwnego, że się go usuwa. Ale usuwanie zabijanie embrionu czy płodu z rakiem to zupełnie inny, osobny problem. Ale nie chodzi w nim o to kiedy płód/dziecko przestaje być człowiekiem/dzieckiem, bo NIGDY nie przestaje być! Można jedynie pytać czy kiedykolwiek i ewentualnie kiedy dopuszczalne byłoby zabicie płodu/dziecka/człowieka... A taka sytuacja zachodzi np w przypadku ciąży pozamacicznej, gdyż takie dziecko nigdy nie będzie mogło dojść w rozwoju do etapu samodzielnego życia, a istnienie i rozwój tej ciąży stanowi bezdyskusyjne zagrożenie dla życia matki...
Jednak w każdym innym przypadku, gdy urodzenie dziecka jest możliwe, w żaden sposób nie jest dopuszczalne zabicie tego dziecka. Nawet gdy spodziewamy się że ciąża czy poród może stanowić pewne zagrożenie dla życia matki, nie wolno prewencyjnie zabijać nienarodzonego dziecka.
2009-12-15 14:52:55 | Cytuj | Zgłoś
~leszek
leszku piszesz
Rozumiem że prawo świeckie nie powinno nakazywać np. wieszania krzyży w szkołach, ale aby było neutralne nie może również zakazywać ich wieszania. A niektórzy neutralność rozumieliby właśnie jako zakaz wieszania.

To prawda. Ale weź pod uwagę, ze symboli religijnych różnych wyznań jest mnóstwo. Zatem cała klasa mogłaby być obwieszona rozmaitymi krzyżami.Wtedy toczyła by się awantura, który krzyz jest na centralnym miejscu a który na mniej wyeksponowanym, który większy a który mniejszy.

Wiec może lepiej by było aby jednak tych krzyży w miejscach publicznych nie było.
Nie może być przeciez aby z symboli i zachowan religijnych robiono sobie przysłowiowa \"szopkę\" jak było w sejmie parę lat temu z modlitwą o deczsz - podaję link
http://www.youtube.com/watch?v=fCBt21orGnE

Tak, nie można z symboli czy zachowań rligijnych robić sobie przysłowiowej szopki.
Ale... dla mnie wcale nie wynika z tego że symboli religujnych typu krzyż ma nie być w miejscach publicznych. Równie dobrze jakiś ateista mógłby zażądać usunięcia krzyży z cmentarzy jako obrażających jego poglądy i uczucia, krzycząc jednocześnie że jest dyskryminowany i gnębiony za przekonania gdyby mu odmówiono pochówku na cmentarzu katolickim...

A z tą całą klasą obwieszoną krzyżami to nie należy demonizować! Ileż to w Polscie jest religii czy wyznań? Jak duża różnorodność wyznaniowa może być w jednej szkole?!?
Całe chrześcijaństwo to tylko dwa krzyże (tylko prawosławie inny krzyż niż katolicki), judaizm to jedna gwiazda, islam to półksiężyc, no jeszcze buddyzm (powiedzmy że uznamy to roboczo za religię) chyba co najwyżej posążek buddy. Co jeszcze dodasz? A czy oni wszyscy będą w jednej szkole i klasie?!?
Rozmiary symboli można zrobić jednakowe, np. wszystkie dające się wpisać w taki sam okrąg czy prostokąt, a miejsca cyklicznie zmieniać. Ale przede wszystkim, jest coś takiego jak społeczność lokalna oraz szkoła dla danej społeczności. Jak dana społeczność uzna (i przegłosuje) że w ich szkole nie będzie żadnych symboli religijnych albo że będzie tylko np. półksiężyc, to jak się to komu nie podoba niech wybierze inną szkołę. Jak katolicy chcą/muszą mieć w klasie krzyż to niech się zorganizują i niech założą sobie własną szkołę i jak się komu nie będzie podobał krzyż to niech sobie idzie do innej szkoły. Ale nie może być tak, że jak muzułmanin zapragnie chodzić do katolickiej szkoły to ma prawo żądać aby usunięto krzyż z katolickiej szkoły bo to obraża jego uczucia! Albo że jak katolik zapragnie chodzić do szkoły w której nie ma krzyży to będzie żądał aby krzyże powieszono wbrew woli reszty bo on nie może żyć bez krzyża.
2009-12-15 11:13:12 | Cytuj | Zgłoś
~Jadwiga
leszku piszesz
Rozumiem że prawo świeckie nie powinno nakazywać np. wieszania krzyży w szkołach, ale aby było neutralne nie może również zakazywać ich wieszania. A niektórzy neutralność rozumieliby właśnie jako zakaz wieszania.

To prawda. Ale weź pod uwagę, ze symboli religijnych różnych wyznań jest mnóstwo. Zatem cała klasa mogłaby być obwieszona rozmaitymi krzyżami.Wtedy toczyła by się awantura, który krzyz jest na centralnym miejscu a który na mniej wyeksponowanym, który większy a który mniejszy.

Wiec może lepiej by było aby jednak tych krzyży w miejscach publicznych nie było.
Nie może być przeciez aby z symboli i zachowan religijnych robiono sobie przysłowiowa "szopkę" jak było w sejmie parę lat temu z modlitwą o deczsz - podaję link

http://www.youtube.com/watch?v=fCBt21orGnE
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?