Kościół w Polsce wg Dudycza
Artykuł p. Jarosława Dudycza zamieszczony w lutowym numerze „Przeglądu Powszechnego” wywołał u mnie mieszane uczucia. Najpierw mocnego sprzeciwu, a potem próby zrozumienia problemu desakralizacji liturgii. Sprzeciw wzbudziła główna teza autora tekstu, ekstremalnie przerysowana, i niewiele mająca wspólnego z tym, co w istocie dzieje się w polskim Kościele. Próba zrozumienia doprowadziła mnie do kilku wniosków, którymi – polemicznie – pragnę się podzielić.
Czy Kościół w Polsce jest zagubiony?
Przeczytaj tekst Jarosława Dudycza "Destrukcja Liturgii"
Na początek krótkie streszczenie. Jaki jest Kościół w Polsce opisany przez Jarosława Dudycza? Tym co najbardziej go wyróżnia jest polskość. Jego etniczność, która całkowicie zawładnęła i podporządkowała sobie wszystko – teologię, katechezę, kaznodziejstwo a nade wszystko liturgię. Polskość wyrugowała jedno z najważniejszych znamion Kościoła – jego katolickość, powszechność. Nie gromadzi on ludzi różniących się etnicznie, polityczne czy kulturowo tylko jednorodną, narodową, ksenofobiczną i antysemicką wspólnotę. Dla ochrony swoich interesów politycznych funkcjonariusze bożka polskości opanowali przede wszystkim liturgię katolickiej Eucharystii, dokonując jej destrukcji. Nie jest już ona przestrzenią obecności i działania Boga, uobecnianiem misterium śmierci i zmartwychwstania Jezusa, nawiązywaniem mistycznej wspólnoty z Nim. W miejsce Ewangelii i nauki Kościoła pojawiła się mitologia, Jezus z prywatnych objawień, Jezus siostry Faustyny, lukrowany Jezus rozmaitych legend i ludowych obsesji. Najważniejszy jest teraz kapłan, kreator, demiurg, który ma władzę dowolnego używania liturgii niczym modeliny do modyfikowania rzeczywistości sakralnej na własną lub najczęściej narodową modłę.
Konkluzja młodego księdza z zachodniej Polski, z którą autor się zgodził i na której zbudował cały swój wywód, brzmi wyjątkowo pesymistycznie. „Mało kto odprawia mszę jak Kościół przykazał, większość urządza ideologiczną hucpę. To jest największa tragedia Kościoła w Polsce, że on jest strasznie lokalny, upaprany w lokalne spory, w małe rzeczy, i ten szkodliwy lokalny nacjonalizm wnosi do liturgii. Polski ksiądz po prostu musi kochać Polskę i musi to wyrażać w liturgii. Na inną perspektywę bardzo często nie ma miejsca. Choćby ksiądz był najporządniejszy, miał największą wiedzę i wiarę, choćby chciał dać wiernym porządną liturgię, która by im ukazała Chrystusa, to mu nie pozwolą koncelebransi albo sami wierni czy nawet organista. Zawsze znajdzie się ktoś, kto na mszy albo zaśpiewa „Rotę”, albo wniesie sztandary do kościoła, albo powie, kto jest prawdziwym Polakiem, a kto nie”.
I dalej: tak tragiczny stan rzeczy aprobują biskupi, pasterze Kościołów lokalnych. „Ani razu hierarchowie nie występowali przeciw niemu, nie starali się go rozwiązać, niemal wcale nie dostrzegali”. Podobnie postępuje intelektualna elita Kościoła (profesorowie teologii). Nie potrafili oni merytorycznymi argumentami przeciwstawić się zanegowaniu bóstwa Jezusa Chrystusa przez eks – kapłana i profesora teologii. Nie potrafili też przeciwstawić się negatywnym trendom pojawiającym się w kulturze czy filozofii inicjując nowatorskie projekty teologiczne. W domyśle nie dostrzegają też systematycznego procesu niszczenia sfery sacrum i instrumentalnego wykorzystywania liturgii do celów świeckich, politycznych i jemu się nie przeciwstawiają.
Wg autora ten stan „jest już dowodem kompletnego zagubienia Kościoła, zatracenia świadomości wiary, zatracenia tożsamości. Jeśli liturgia ma się kiepsko, trudno, żeby sytuacja pastoralna miała się dobrze. Skoro źródło jest zabrudzone, to i strumienie są niezbyt klarowne, nieczystości rozlewają się na wszystkie sfery kościelnej pracy”.
Mam nadzieję, że oddałem dobrze intencje autora i że taki jest właśnie wg Niego Polski Kościół i że tacy są polscy kapłani. Nieliczne wyjątki, które chciałyby inaczej celebrować liturgię nie mają szans. Inni im nie pozwolą. Nie pozwoli im narodowy sznyt Kościoła w Polsce. Sami zaś są na tyle słabi duchowo, moralnie i charakterologicznie, że nie stać ich na odwagę w stylu św. Piotra i innych Apostołów, którzy Sanhedrynowi, najwyższej władzy Żydowskiej powiedzieli: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5, 29).
Nie znam takiego Kościoła
Czy Kościół w Polsce jest taki, jakim opisał go Jarosław Dudycz? Czy rzeczywiście liturgia sprawowana w kościołach w Polsce to „pogański spęd”? Kościoła opisanego przez Jarosława Dudycza po prostu nie ma. Ja takiego Kościoła nie znam. Nie spotkałem takiej „religijności” ani w Warszawie, ani nigdzie indziej. Zapewne nie oznacza to, że nie zdarzają się wyjątki. Pewnie tak, i to jest smutne a nawet naganne. Przykłady, na które powołuje się Autor są, dzięki Bogu, marginalne. Ja zwróciłbym uwagę raczej na problem pomniejszania czy zawłaszczania świętości i boskości sprawowanej liturgii Eucharystii w innej, bardziej powszechnej, formie. Na przykład kiedy wizytującego parafię księdza biskupa wita się lub żegna pompatycznymi przemówieniami w czasie Eucharystii. Albo kiedy liturgia sprawowana jest niechlujnie, pospiesznie i byle jak. Kiedy „zagaduje się” Mszę Świętą długimi i najczęściej zbędnymi komentarzami, kiedy ogłoszenia parafialne trwają 15-20 minut, w czasie których wyczytuje się, ile dana rodzina dała na remont kościoła (lub czytane są zaraz po Modlitwie Powszechnej, bo po Komunii świętej parafianie wychodzą z kościoła). Albo kiedy ksiądz przed ofiarowaniem zdejmuje ornat i zbiera tacę, po czym ubiera się i dalej kontynuuje liturgię. Kiedy Msza święta traktowana jest jako element uroczystości państwowej, na którą przychodzą niewierzący lub walczący z wartościami chrześcijańskimi parlamentarzyści lub urzędnicy (propagujący aborcję, związki homoseksualne itd.); skonfliktowani ze sobą politycy obecni na Eucharystii, czasem prawie siedzący obok siebie, którzy w ramach przekażcie sobie znak pokoju nie widzą siebie, nie czynią kroku ku przebaczeniu, ale za chwilę idą do Komunii świętej; księża, którzy nie przygotowują się do homilii lub popełniają inne grzechy na ambonie.
W „Więzi” z lipca 1997 roku ukazał się artykuł Bożeny Matuszczyk adiunkta Katedry Języka Polskiego na KUL-u pt.: "Siedem grzechów głównych polskiego kaznodziejstwa". Oto one: negatywizm - narzekanie (nastawienie bardziej na tępienie postaw i wartości nie akceptowanych niż prezentacja pożądanych); normatywizm (nadużywanie wyrażeń typu: trzeba, należy, powinien, musieć itd.) albo moralizowanie, w tym lęk przed wolnością a umiłowanie zakazów i nakazów, także administracyjnych); brak odniesienia egzystencjalnego do codzienności; brak konkretnych wskazań i wzorców postępowania; doktrynalizm (kazanie jako teologiczny wykład lub gorzej jako indoktrynacja z pod hasła Bóg i Ojczyzna); niekomunikatywność oraz brak wyraźnie zarysowanego tematu.
A brudne obrusy, bielizna kielichowa, kiepski, czasem nawet nie liturgiczny śpiew, sztorcowanie ministrantów, wiernych, ubiór wiernych (czasem taki jak na piknik czy nawet plażę), plaga spóźniania się, itd. Czy takie zachowania nie sprawiają, że liturgia traci blask, nie pociąga ku Bogu, nie uskrzydla, nie tworzy z Nim mistycznej więzi? Czy nie gorszą? Dlaczego Autor tekstu o destrukcji liturgii dostrzegł jedynie tę najbardziej marginalną, a pominął milczeniem te najbardziej powszednie, więc tym groźniejsze jej formy?
To właśnie takie „niewinne” zachowania sprawiają, że umniejsza się Boga i Jego świętość. Zamiast otwierać się na Jego Słowo i działanie, zamiast Go adorować i wielbić, dziękować i prosić wkrada się autokreacja, chęć dostosowania Boga do swoich i wiernych potrzeb. Doświadczenie pokazuje, że tam gdzie liturgia jest skracana, odwalana jako kolejny obowiązek urzędnika kościelnego tam zmniejsza się liczba wiernych. I odwrotnie, gdzie jest ona celebrowana z pełnym ceremoniałem, powagą, bez pośpiechu, z dobrym śpiewem, z chwilami ciszy i adoracji tam wiernych przybywa nawet jeśli czasowo jest ona dłużej sprawowana. Wiem to z własnego doświadczenia jako wieloletni duszpasterz akademicki. Wiem to także z rozmów z licznymi osobami, które przyjeżdżają z całej Warszawy i okolic na Eucharystię do Dominikanów na Służewie. Przyjeżdżają, bo tam sprawowana jest ona tak, że staje się prawdziwym spotkaniem z Bogiem.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.09
Liczba głosów:
45
Komentarze użytkowników (35)
Dodaj komentarzKolejny z gatunku "grobów pobielanych".
mieszkam w Angli, w mojej miescowości jest polska parafia, na liturgię przycholdzą Romowie, Slowacy, Litwini również Anglicy i to nie tylko ze względu na mieszane rodziny. Ci z którymi rozmawiałam czują się częscią i parafi i w pełni uczestniczą w liturgi.
Według mnie artykuł p.Jarosława jest bardzo subiektywny.
Głos Ojca Wojciechowskiego w tej sprawie uważam za trafiony w dziesiątkę. Ojciec ujął problem całościowo, rzeczowo i profesjonalnie, a przede wszystkim osadził go w zdrowej nauce Kościoła, zarówno w odniesieniu do KNS, jak też do formacji duchownych i świeckich. Głos jego uważam za sprawiedliwy i obiektywny – nie oszczędził nikogo – ani świeckich, ani duchownych różnych stopni. Gratuluję!
Logowanie
Skok o tyczce
Opowieści z łąki
24.05.2012 15:16
1
4.5
a góry pną się do góry!
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:10
1
5
... czekając na światło
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
4.5
... wracając do domu...
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
1
5
... który jest w niebie.
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
2
5
... który jest w niebie.
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
2
5
... wracając do domu...
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
1
5
a góry pną się do góry!
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:10
1
5
Niektórzy to mają zawsze...
Małe - mniejsze -...
21.05.2012 14:43
1
5
Małe - mniejsze -...
20.05.2012 23:06
1
4.73
... schodząc z...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:17
3
4.72






