Feminizm w Kościele. Moda czy realna potrzeba?

Przegląd Powszechny "Przegląd Powszechny" 5/2010

(fot. Viljami Salminen/flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

Jeżeli będziemy mówili do współczesnej, wykształconej, dynamicznej kobiety, która dobrze zna swoje prawa, a przy tym nieźle zarabia: bądź cicha, pokorna i podporządkowana, to myślę, że w dłuższej perspektywie takie kobiety zaczną odpływać z Kościoła. A jeśli odpłyną kobiety, to niedługo potem odpłyną również ich mężowie, synowie i córki, ponieważ, nie zapominajmy o tym, w polskim Kościele to jednak kobieta jest zazwyczaj pierwszą nauczycielką re­ligii, to ona uczy znaku krzyża, to ona uczy modlitwy „Ojcze nasz” - zapis debaty zorganizowanej przez Centrum Myśli Jana Pawła II.

 

 

PIOTR KAZNOWSKI: Jan Paweł II jako pierwszy w Kościele katolickim użył słowa „feminizm” w pozytywnym sensie. Jeśli cho­dzi o kwestię kobiety, to jego pontyfikat kojarzy nam się z takimi sformułowaniami jak „nowy feminizm” z encykliki „Evangelium vitae”, „geniusz kobiety”, który się pojawia w liście apostolskim „Mulieris dignitatem”, „teologia ciała”, która była wykładana przez lata podczas katechez środowych. Być może tak się stało, że pojęcia te zostały oderwane od swojego pierwotnego kon­tekstu, zostały przyjęte przez różnych teologów, publicystów, aż w końcu dotarły do nas w formie trochę odmienionej, niż papież by mógł sobie tego życzyć. O odpowiedź na to pytanie poproszę naszych panelistów. Proszę, by najpierw spróbowali państwo przybliżyć nam kontekst tych koncepcji Jana Pawła II. Skąd się w ogóle wziął pomysł, aby zająć się kobietą? Czy wcześniej była jakaś refleksja teologiczna, która by zainspirowała dzieła papieża? Czy Jan Paweł II chciał zareagować na coś, co już się dokonywało, czy może chciał poprowadzić Kościół zupełnie nowymi ścieżkami? Jak to mogło wyglądać?
 
ANETA GAWKOWSKA: To, o czym pisze papież, jest tylko przypo­mnieniem tego, co było od zawsze w Kościele, z tym że może nie było dostatecznie pokazane i rozwinięte, nie dotarło do wszystkich. Przytoczę tutaj wypowiedź św. Grzegorza z Nazjanzu, wypowiedź feministyczną, jak nazwał ją o. Jacek Salij w swoim zbiorze cytatów z Ojców Kościoła. Otóż Grzegorz z Nazjanzu mówi tak: „Mężczyźni ustanowili zasady prawa, nic więc dziwnego, że prawo zwrócone jest przeciw kobietom, że synów powierzano opiece ojca, a o córki nie troszczono się. Nie w ten sposób jednak postępuje Bóg”. I tłumaczy dalej, jak postępuje Bóg: „Zważcie na równość tego prawa. Jeden jest Stwórca mężczyzny i kobiety, z jednej gliny oboje, dla obojga jeden Obraz, jedno prawo, jedna śmierć, jedno zmartwych­wstanie. Zarówno mężczyźnie, jak i niewieście zawdzięczamy urodzenie. Jeden dług należy się od dzieci obojgu rodzicom”. To jest coś, o co pewnie większość z nas nie podejrzewałaby Ojców Kościoła. Papież nawiązuje do tego dziedzictwa, chce pokazać, że mężczyzna i kobieta stworzeni są jako równi, ale też jako różni, i w związku z tym są komplementarni. Chyba można śmiało powiedzieć, że pytanie o to, dlaczego Bóg stworzył człowieka w dwóch różnych płciach, jako kobietę i mężczyznę, było dla Jana Pawła II jednym z głównych problemów w teologii.
 
Karol Wojtyła zajmował się tymi zagadnieniami podczas wykładów z etyki seksualnej na KULu, które zaowocowały wydaniem w 1960 r. książki „Miłość i odpowiedzialność”.
 
W następnych latach, a szczególnie między 1979 a 1984 r. papież rozwijał tę tematykę. Teologia ciała, bo tak zwykliśmy nazywać te rozważania, była niejako komentarzem do nauczania kościelnego na temat ciała i seksualności wyrażonego choćby przez Pawła VI w „Humanae vitae”, nauczania, które – jak podkreślano – nie dotarło do znacznej liczby ludzi Kościoła, zostało źle zrozu­miane, bo nie miało jeszcze tak dobrego komentarza, jakiego wymagało. Tego komentarza do „Humanae vitae” i do podejścia Kościoła do etyki seksualnej dostarczył dopiero Jan Paweł II. I może dobrze, że nie dostarczył tego wcześniej, tylko dopiero wtedy, gdy został głową Kościoła – przesłanie to zostało wypowiedziane z bardziej wysoka.

MARTA SZYMCZYK: Skoro odwołujemy się tutaj do Ojców Kościoła, to należałoby wspomnieć, że Grzegorz z Nazjanzu był wśród nich wyjątkiem, jeśli chodzi o kwestię kobiet. Zacytujmy np. Klemensa Aleksandryjskiego: „Każdą kobietę powinna napawać obrzydze­niem sama myśl o tym, że jest kobietą”. To nie wymaga chyba większego komentarza. Z kolei Tertulian na przełomie II i III w. mówi tak: „Z jaką łatwością przywiodłaś do zguby mężczyznę, stworzo­nego na obraz i podobieństwo Boga. Za twoje grzechy Syn Boży umrzeć musiał. Ty jesteś komnatą diabła”. Oczywiście tu też mowa o kobiecie.
 
Wiele podobnych wypowiedzi nieprzychylnych kobiecie możemy znaleźć także u innych myślicieli chrześcijańskich, choćby u św. Tomasza. Jeśli więc mówimy o tym, czy Jan Paweł II coś od­nawia czy też nie, to ja przychylałabym się do opinii, że papież dokonuje radykalnego zerwania z tradycją, która, niestety, dość mocno zakorzeniła się w Kościele – z tradycją myślenia o kobiecie jako o istocie niższej.
 
Warto zauważyć, że takie pojmowanie statusu kobiety było za­przeczeniem postawy samego Jezusa. Jeśli weźmiemy pod uwagę kontekst społeczny, w jakim działał Jezus, to okaże się, że Jego przesłanie dotyczące równości wszystkich ludzi, w tym kobiet i mężczyzn, było, jak na owe czasy, czymś więcej niż rewolucyjnym. W świecie judaistycznym kobieta miała bardzo niską pozycję, nie liczyła się społecznie. Nauczanie Jezusa oraz Jego postawa (Jezus chętnie z kobietami przebywał, nauczał je, szanował) wywracało porządek tamtego świata do góry nogami. Najbardziej dobitnie po­stulat równości ujął św. Paweł, mówiąc, że nie ma ani kobiety, ani mężczyzny, ani Żyda, ani poganina, ani człowieka wolnego, ani nie­wolnika. Innymi słowy, w Jezusie Chrystusie jesteśmy wszyscy jed­no bez względu na płeć, pochodzenie czy też inne uwarunkowania.
 
1 2 3  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.75

Liczba głosów:

4

Komentarze użytkowników (11)

Dodaj komentarz
2010-07-02 09:49:55 | Cytuj | Zgłoś
brat_robot
brat_robot: "Przez to ksiądz wypowiadający się z pozycji autorytetu o sprawach małżeńskich (nie tylko seksu) nigdzy nie będzie dla mnie w 100% przekonywujący."

Czy musisz być wcześniej narkomanem, żeby wiedzieć i mówić innym, że narkotyki są złe?



Nie. Ale gdyby ktoś przekonywał mnie do odwyku, to bardzie przekonywujący byłby ten, kto sam to przeżył a nie profesor prawa opowiadający o narkomanii ex cathedra.
2010-07-02 09:45:10 | Cytuj | Zgłoś
m0cna
I oczywiście w kazaniu nie pojawiło się ani razu odniesienie do żony jako żony, a nie jako matki (kobieta jest kobietą wyłącznie w kontekście macierzyństwa). Jak rozumiem te kobiety, które nie mogą mieć dzieci, nie są w pełni kobietami?

No i właśnie problem macierzyństwa. Ono jednak jest w ów "geniusz", czy może lepiej powidzieć - charyzmat - kobiety wpisane. Ale biologiczne macierzynstwo jest tylko konkretnym przejawem tego co głębsze. Macierzyństwo to noszenie, pielęgnowanie, podtrzymywanie życia. Jak głębiej rozumieć życie?
"Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem" J 6,63
"Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem." J 11,25
"Ja jestem drogą i prawdą, i życiem" J 14,6

Noszenie, pielęgnowanie, podtrzymywanie tego co Boże, Jego Słowa. Myślę, że to jest właśnie charyzmat kobiety. Mężczyzna zasiewa słowo (ojcostwo), kobieta je pielęgnuje, daje mu wzrost (macierzyństwo).
2010-07-02 09:32:49 | Cytuj | Zgłoś
m0cna
W tej dyskusji najbliższy jest mi sposób patrzenia pani Marty Szymczyk. Z jej podsumowania:
Dlaczego to obraz pokornej Ma­ryi jest w polskim katolicyzmie tak usilnie przedkładany nad obraz Maryi – kobiety silnej i zdecydowanej?

No właśnie. Ja miałam przez wiele lat duży kłopot z "maryjnością". Obraz słodkiej Panienki do mnie nie przemawiał, a wręcz wzbudzał niechęć. Dopiero głębsze spojrzenie na osobę Maryi, otworzyło mi oczy na Jej ogromną siłę, osobowość. To była kobieta z charakterem. Jaką trzeba mieć siłę by stać pod krzyżem Syna? Jaką odwagę by Go posyłać w Misję (Kana)? O. Kubiak przywołał litanię loretańską - to dobra wskazówka - zawołania tej litani nie są zawołaniami do słodkiej, ukwieconej Panienki, ale do osoby pełnej mocy.
2010-05-27 06:21:50 | Cytuj | Zgłoś
OlaA
brat_robot: "Przez to ksiądz wypowiadający się z pozycji autorytetu o sprawach małżeńskich (nie tylko seksu) nigdzy nie będzie dla mnie w 100% przekonywujący."

Czy musisz być wcześniej narkomanem, żeby wiedzieć i mówić innym, że narkotyki są złe?
2010-05-26 07:47:08 | Cytuj | Zgłoś
brat_robot
Tutaj właśnie chyba pojawia się problem, na który zwracałem uwagę jakiś czas temu w jednym z komentarzy: są granice zrozumienia przez duchownych relacji małżeńskich. Oni mają po prostu inną perspektywę. I nie chodzi tu o doświadczenie seksualne (które notabene część z nich posiada, jak pokazują badania) czy jakieś brednie o konieczności zlikwidowania celibatu. Raczej o pozostawanie w stałej relacji z kobietą, która nie jest relacją matka-syn i brat-siostra. Przez to ksiądz wypowiadający się z pozycji autorytetu o sprawach małżeńskich (nie tylko seksu) nigdzy nie będzie dla mnie w 100% przekonywujący.
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?