Poznanie ludzkich uczuć - rozważanie
Na pytanie uczonego w Piśmie: Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań? Jezus odpowiedział: Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą (Mk 12, 29-30).
Przykazanie to dotyczy całego człowieka i całkowitej zdolności kochania. Nie odnosi się w pierwszym rzędzie do rytuałów czy poglądów ani nie ogranicza się do ludzkiej woli. Dotyczy najpierw serca, które jako źródło uczuć podlega jedynie ograniczonej kontroli i jednocześnie jest gwarantem autentyzmu.
Jezus mówi o całkowitej miłości do Ojca, która - paradoksalnie - choć przykazana, ma być wolnym wyborem. Gdyby przykazanie dotyczyło jakiegoś prawa tylko, konkretnych działań czy nawet przekonań, człowiek mógłby go racjonalnie wypełnić według własnego planu. Tymczasem przykazanie dotyczy najpierw serca z jego uczuciami, które są przecież złożone, trudno uchwytne i często nie poddają się życzeniom umysłu.
Dlatego już na samym początku rekolekcji stajemy przed biblijnym paradoksem wiary. Mamy odbyć wędrówkę do naszego serca, lecz nie podług naszych zasad i wyobrażeń. Na to potrzebna jest nasza zgoda. Podczas wędrówki będziemy coraz bardziej poznawać siebie i coraz bardziej autentycznie przeżywać więź z Bogiem. Rozpoczynamy ją od rozmowy o sercu, o naszych uczuciach, co w zamierzeniu podkreśla wagę tematu. Temat uczuć jest ważny przynajmniej z kilku powodów.
1. Po pierwsze i poniekąd oczywiste: uczucia mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie, na reakcje, styl zachowania, a nawet percepcję. Dlatego staramy się o dobre, pozytywne uczucia, w tym również uczucia religijne. Ile człowiek jest w stanie zrobić dla dobrego samopoczucia! Tę potrzebę najlepiej wykorzystują reklamy, obiecując satysfakcję, spełnienie, pewność siebie czy poczucie szczęścia, "gwarantując" istnienie związku między upragnionymi uczuciami a posiadaniem konkretnej rzeczy lub skorzystaniem z oferowanej usługi. Również fenomen masowego uczestnictwa w wydarzeniach sportowych, dyskotekach, szaleństwie zakupów oraz poszukiwania "świetnej zabawy" i "superatmosfery" można sprowadzić do niekończącego się starania o to, by dobrze się poczuć.
Uczucia określają nasze relacje z innymi. To, że jednych lubimy, a innych nie, zależy na ogół od obustronnego oddziaływania pozawerbalnego. Czasem jeden incydent czyni z przyjaciela wroga, a kiedy indziej topi wieloletnie lody nieufności. Ile razy robimy coś z litości, ze współczucia, kiedy indziej z poczucia odpowiedzialności, wyrachowania lub by uśmierzyć niepokój? Złożoność i niejednoznaczność naszych odczuć i zachowań wobec innych ludzi nierzadko jest przyczyną wewnętrznego zamieszania i niepewności. Chcąc postąpić uczciwie, człowiek odwołuje się do swoich najgłębszych uczuć jako do ostatniej instancji. W przypadku niepewnego związku ktoś, kto stara się pomóc, pyta: Ale co czujesz wobec tej osoby? Czy ty ją/jego kochasz? Fakt istnienia miłości relatywizuje w tym wypadku inne kontrargumenty, a z kolei jej brak czyni każdą próbę racjonalnej rekompensaty mało wiarygodną.
Uczucia podlegają również modzie. Wiele promowanych i pożądanych dziś zachowań społecznych ma jak najbardziej związek z emocjami i przekonaniem o możliwości wpływania na nie. Przykładem może być chociażby pewność siebie, którą należy demonstrować, co niewątpliwie stanowi kontrast z preferowaną niegdyś skromnością. Również deklaracje bycia otwartym czy tolerancyjnym nierzadko mają emocjonalne podłoże. Wpasowują się w atrakcyjny styl myślenia o sobie, bez brania pod uwagę nie tylko ogólnej złożoności problemu, ale nawet faktycznego stanu własnych uczuć, który mógłby okazać się kłopotliwy.
Uczucia zmuszają nas do modyfikowania opinii na swój temat. Złość i niecierpliwość, którą okazują sobie rodzice i przenoszą je na dzieci, uświadamia im nie tylko napięcie, w jakim żyją, lecz także brak kontroli nad swoimi emocjami. Eksplozja zazdrości, niepohamowane ambicje, pragnienie władzy, żądza zemsty czy notoryczne poczucie niższości to tylko niektóre przykłady dominacji uczuć, która człowieka z odrobiną samokrytycyzmu zdumiewa i często wywołuje łańcuchową reakcję w świecie uczuć, nierzadko poczucie winy, przerażenie sobą czy rozpacz. Poczucie bezsilności wobec własnego lęku, tendencji do agresywnych zachowań czy siły nałogów mogą być bardzo upokarzające, kwestionując deklaracje racjonalności naszych zachowań.
Dramatyzm ludzkich uczuć potęguje się najdotkliwiej w sytuacji cierpienia, śmierci kogoś bliskiego, w przypadku zdrady i odrzucenia. Siła uczuć, która nie daje się uśmierzyć argumentami i domaga się wyjaśnienia, nierzadko wtrąca człowieka w rozpaczliwe poczucie osamotnienia, braku sensu, aż po obłęd i chęć samounicestwienia. Dopiero sytuacje graniczne uświadamiają nam gwałtowność i potęgę natury uczuć.
Lista uczuć, ich przejawów i wpływu na zachowanie jest z pewnością długa. Zamiarem tego artykułu nie jest ich kategoryzacja, ale zwrócenie uwagi na zasadnicze elementy, które charakteryzują świat uczuć i które muszą być brane pod uwagę na duchowej drodze rekolekcji ignacjańskich. Tymi elementami są: złożoność i niejednoznaczność uczuć, ich ogromna siła oraz dominująca rola w życiu przy jednoczesnej nieświadomości lub bezsilności, które widoczne są szczególnie w momentach ulegania manipulacji, w chwilach kryzysu i wszelkich zachowaniach, w których okazujemy się "więźniami uczuć". To właśnie nieprzejrzystość źródłowych motywów czyni nasze zachowania i deklaracje tak zagadkowymi i niespójnymi.
Uczucia mają swoją historię rozwoju, często zapomnianą czy - jeśli są trudne - zepchniętą w nieświadomość. W ten sposób człowiek broni się przed cierpieniem, przed bolesnymi wspomnieniami, które wywołują "demony przeszłości". Jednak droga radzenia sobie z własną trudną przeszłością nie polega na zapomnieniu. Świat uczuć obdarzony jest perfekcyjną pamięcią i jeśli trudna przeszłość nie zostanie uleczona, to da o sobie znać w jakiś inny, ale problematyczny sposób.
Stworzeni jesteśmy tak, by ufać. Dziecko ufa spontanicznie i nie jest przygotowane na to, że może zostać oszukane czy wykorzystane, nie jest przygotowane na zakłamanie. Takie są początki każdego z nas, gdy przekaz rodziców odgrywa wielką rolę. W procesie samopotwierdzania dziecko otrzymuje różne przekazy, nierzadko sprzeczne. Charakter przekazu powinien być pozytywny i czytelny, dzięki czemu lepiej można decydować o tym, w co i komu wierzymy. Zakłamany przekaz wtrąca małego człowieka w niebezpieczny świat dwuznaczności i fałszywej tożsamości narzuconej przemocą. Zranienia w sferze emocjonalnej, traumatyczne przeżycia bolą przez długie lata, a czasem przez całe życie.
W czasie rekolekcji powinniśmy się przyjrzeć naszym emocjom i uczuciom oraz genezie ich rozwoju. To zadanie trzeba potraktować poważnie, by nie zatrzymać się na powierzchni i nie poprzestać na gazetowej psychologii oraz domowych poradach radzenia sobie w życiu. W metodzie rekolekcji nie chodzi o to, by od razu radzić sobie z własnymi uczuciami. Paradoksem życia człowieka jest to, że do pewnych granic potrafi dominować nad przyrodą, technologią czy nad innymi ludźmi, jednak w sferze najbardziej mu bliskiej - sferze uczuć - okazuje się bezradny i zagubiony. Jedną z wcale nierzadkich strategii jest odgrodzenie się od trudnych uczuć, czasem od uczuć w ogóle, rozwijając na przykład sferę intelektualną kosztem emocjonalnej. Można być człowiekiem o wielkiej inteligencji i równolegle wielkiej infantylności emocjonalnej, a co za tym idzie - duchowej. O niektórych ludziach mówimy "zimny typ", "człowiek bez skrupułów", "człowiek bez serca".
Wobec różnorodności uczuć, ich jawnych i ukrytych mechanizmów, wobec doświadczeń ogromnej siły uczuć, która potrafi doprowadzić człowieka zarówno do heroicznych czynów, jak i do samozniszczenia, musimy postawić sobie jedno pytanie: Jak postępować z własnymi uczuciami? Lub inaczej: Jaka jest chrześcijańska odpowiedź na pytanie o ludzkie serce?
Medytacje ignacjańskie prowadzą do odpowiedzi w specyficzny sposób. Św. Ignacy nie proponuje zbioru reguł, lecz duchowe doświadczenie cierpliwej medytacji. Doświadczenie można porównać do przebycia pewnej drogi również dlatego, że rozwiązanie nie leży w bezpośrednim sąsiedztwie naszych problemów. Aby znaleźć odpowiedź na nasze pytania, musimy udać się "w górę rzeki", do jej źródeł, by zobaczyć naturę początku, a także siebie w szerszej perspektywie stworzenia i odkupienia. Odpowiedź jest złożona i głęboko osobista.
2. Po drugie: uczucia są ważne, gdyż każdy z nas - jak należy założyć - szuka większej jasności odnośnie do siebie samego. Choć uczucia nie stanowią całej prawdy o nas, muszą być wzięte pod uwagę, jeśli chcemy odpowiedzieć na pytanie: Jaki naprawdę jestem? lub może nawet: Kim naprawdę jestem? Jest to szczególnie ważne, jeśli wcześniej ktoś inny wyręczał nas w odpowiedzi i sugerował lub wymuszał, jaki "powinienem być". Trzeba sobie uświadomić, że żyjemy w czasach nadmiaru informacji i wielości koncepcji, również odnośnie do tego, kim jesteśmy i co naprawdę jest w życiu ważne.
Na przykład bardzo popularnym pytaniem, które nierzadko staje się nadrzędną zasadą podejmowania decyzji, jest: Czego ja chcę? Zadanie sobie tego pytania może stać się przebudzeniem do świadomego życia (jeśli ktoś wcześniej żył według "scenariusza napisanego przez kogoś innego"). Może też być początkiem życia egoistycznego, jeśli człowiek zacznie konsekwentnie sprowadzać wszystko tylko do logiki swoich własnych potrzeb. Można również spekulować, czy rzeczywiście potrafimy odpowiedzieć na to pytanie. Szczere z pozoru odpowiedzi okazują się często powtarzaniem sloganów z najgłośniejszych reklam czy popularnych koncepcji krążących w naszej sferze kulturowej, a my ulegamy bardziej modzie czy manipulacji niż wymaganiom szczerości.
Nieodłącznym problemem nowoczesnych społeczeństw zindywidualizowanych są niepewność i poczucie zagubienia. Społeczeństwa najbardziej rozwinięte gospodarczo, z największymi możliwościami wyboru stylu życia, cierpią na największy procent ludzi z zaburzeniami psychicznymi.
Nieświadomość tego, kim jestem, stanowi przyczynę największych iluzji, jakie człowiek może stworzyć, poczynając od tych na swój temat. Każdy ma jakąś opinię o sobie, która tworzy podstawę deklaracji: "Jestem uczciwy", "Nikomu nie zrobiłbym krzywdy", "W przeciwieństwie do innych dobrze siebie znam". Stosunkowo często można usłyszeć: "Mówię ludziom prawdę" czy "Nie boję się komuś powiedzieć, co o nim myślę". W niektórych środowiskach taka postawa traktowana jest jak królowa wszystkich cnót. Rzadko jednak zdajemy sobie sprawę z kruchości podstaw takich deklaracji. Dopiero doświadczenie duchowe weryfikuje nasze iluzje.
I tak w przypadku mówienia prawdy, jeśli człowiek sam nie żyje w "prawdzie", nie może komuś innemu powiedzieć "prawdy". Paradoksalnie, jeśli żyje w prawdzie, to nie spieszy się z powiedzeniem komuś innemu "prawdy", która często jest niczym innym, jak popisywaniem się własną rzekomą szczerością, przy braku szacunku dla innych, usprawiedliwioną sakramentalnym "bo tak czuję". Ta "szczerość" dziwnie szybko znika, jeśli trzeba za nią zapłacić, na przykład narazić się w pracy. Nieświadomość czyni nas groteskowymi. Sknera sprzedaje swoje skąpstwo jako cnotę skromności, a "religijne" decyzje mają niewiele wspólnego z miłosierdziem. "Większość z nas kocha całą ludzkość. Jeśli mamy problem z miłością, to wobec sąsiada" (Anthony de Mello SJ).
Rekolekcje, choć nie wprost, stawiają pytanie o to, kim jestem. Z odpowiedzią nie trzeba się spieszyć, a wcześniejszych odpowiedzi nie powtarzać automatycznie. Kiedy badamy świat uczuć, kiedy wypowiadamy się na ich temat, potrzebujemy pokory, by nie wypowiadać się definitywnie. Rekolekcje są najpierw czasem wyciszenia się, otwierania się, tak by odkrywać prawdę, czekać w pokorze na jej objawienie się. Chodzi o to, by się nie okłamywać. W odkrywaniu, w czekaniu, kryje się wiele pasywności.
W Ćwiczeniach duchownych jest też miejsce na aktywność, ale najpierw zaczynamy od postawy pasywnej, by samemu nie tworzyć życzeniowych "prawd", nie tworzyć na przykład mozaiki z najlepszych czy najgorszych elementów, co na tym etapie byłoby zabawą w boga, ale pozwolić przemówić rzeczywistości. Prawda nie jest jednowymiarowa. Hans Urs von Balthasar, szwajcarski teolog, jeden z najważniejszych w XX wieku, pisał o symfonicznym charakterze prawdy. Prawda ma wiele tonów, które składają się na melodię. Jeśli nie harmonizują, to muzyka brzmi fałszywie. Mając wewnętrzny zmysł "muzyczny", potrafimy wyłapać harmonię i fałsz.
Poznawanie siebie rozpoczyna się od zwrócenia uwagi na uczucia, te, które będą dawały o sobie znać w trakcie rekolekcji. Na początku można mieć poczucie chaosu i nieuchwytnej złożoności uczuć. Jednak w miarę postępu duchowego ta początkowa złożoność upraszcza się. Jeśli zaczynamy od chaosu, to z czasem dostrzegamy pewną logikę uczuć, zasady, którym są posłuszne. Podobnie rozpoczynając od wielu problemów, dochodzimy ostatecznie do jednego. Choć odpowiedź jest złożona intelektualnie, to duchowo pozostaje prosta.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.6
Liczba głosów:
10
Komentarze użytkowników (1)
Dodaj komentarzLogowanie
Skok o tyczce
Opowieści z łąki
24.05.2012 15:16
1
4.43
a góry pną się do góry!
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:10
1
5
... czekając na światło
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
4.38
... wracając do domu...
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
1
5
... który jest w niebie.
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
1
5
... który jest w niebie.
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
1
5
... wracając do domu...
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:05
1
5
a góry pną się do góry!
Bliżej nieba ...
24.05.2012 11:10
1
5
Niektórzy to mają zawsze...
Małe - mniejsze -...
21.05.2012 14:43
1
5
Małe - mniejsze -...
20.05.2012 23:06
1
4.73
... schodząc z...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:17
3
4.72






