Biedny to też człowiek

Dariusz Piórkowski SJ

(fot. Nwardez/flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE | TEGO AUTORA

„Pan okazuje moc swego ramienia, rozprosza pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia” (Łk 1, 51-53).

 
W okresie Bożego Narodzenia radośnie śpiewamy kolędy. Polska tradycja jest w tej materii szczególnie bogata. Współczujemy Maryi, Józefowi i małemu Jezusowi, który narodził się w stajni. „Gdy liszki mają swe jamy i ptaszki swoje gniazdeczka, dla Ciebie brakło gospody, Tyś musiał szukać żłóbeczka”. Nasz Jezus „płacze z zimna, bo Matula nie dała Mu sukienki”, a stajenka jest „tak mizerna i licha”, że tylko czeka na większy podmuch wiatru, żeby się zawalić. Nadto Syn Boży musiał opuścić ucztę w niebie, gdzie jadł „kukiołki z carnuską i miodem”, a tu się zasilać musi tylko „samym głodem”. Słowem, bidna ta nasza boska Dziecina.
 
Dobrze, że okazujemy taką wrażliwość i sympatię z ubogim Jezusem. Jednakże narodziny w grocie mają również głębszy wydźwięk teologiczny. Bóg w Jezusie solidaryzuje się z całą rzeszą ubogich tego świata, odepchniętych, prześladowanych i zmarginalizowanych. Chrystus podkreśla to wyraźnie w scenie Sądu Ostatecznego, utożsamiając się z „najmniejszymi braćmi”, którym nie okazano miłosierdzia.
 
Jednakże zdaje się, że według najstarszej kolędy świata, czyli hymnu Magnificat, który Maryja zaśpiewała w domu Elżbiety, ktoś inny znajduje się w jeszcze gorszym położeniu i powinien martwić się o swój los. Chodzi o tych, którzy przyczyniają się do wzrostu biedy, uciskają ubogich, podchodzą do nich z obojętnością, a nawet z pogardą. Bo według tej pieśni, to Bóg zaburza porządek ustalony przez ludzi i decyduje, kto jest na górze drabiny, a kto na jej samym dole. I to Bóg ostatecznie określa, kim są zwycięzcy, a kim przegrani.
 
Elżbieta Tarkowska w tekście „Bieda i nietolerancja” słusznie zauważa, że „w społeczeństwach tradycyjnych ubóstwo zaliczane do sfery sacrum, było akceptowane i pozytywnie oceniane. Współcześnie jest postrzegane i oceniane negatywnie, jako stan niepożądany, przeciwieństwo sukcesu, świadectwo niepowodzenia bądź niezaradności”.
 
W dzisiejszych krajach bogatych i rozwijających się często „nie ma miejsca w gospodzie” nie tylko dla Chrystusa, lecz również dla ubogich. Dlaczego? Etyka pracy i filozofia sukcesu wrzuca wszystkich biednych do jednego worka, bo tak jest wygodniej. Wielu ludzi w ogóle nie kwapi się, aby zauważyć, że przyczyny i formy ludzkiego ubóstwa są wielorakie. Często wszystkich ubogich utożsamia się z darmozjadami, nierobami, obdarciuchami. („Jeśli mnie się powiodło, to dlaczego jemu nie? Widocznie nie chce mu się pracować”). Osoby, którym się „ułożyło”, ulegają z kolei pokusie, aby obarczać winą jedynie samych biednych za ich los.
 
Myli się Henryka Bochniarz twierdząc w tekście „Dialog społeczny warunkiem rozwoju Polski”, że „rynek nieuchronnie prowadzi do społecznego podziału na wygranych i przegranych”. I że w sumie nie mamy innego wyjścia, bo bieda to skutek uboczny przejścia od gospodarki socjalistycznej do kapitalistycznej. A sukces odnoszą ci, którzy „przyjmują strategie bardziej skuteczne” i w ten sposób uczą mniej zaradnych, jak wykorzystać ich uśpiony potencjał. Myślę jednak, że ubóstwo nie zależy jedynie od poszczególnych jednostek, lecz w niemałym stopniu od niesprawiedliwych struktur, od nierówności społecznych, czy od niezawinionej poważnej sytuacji egzystencjalnej.
 
Kiedy Jezus wyrzucał ze świątyni przekupniów i sprzedawców zwierząt, przeciwstawił się niecnemu procederowi, który tam się dokonywał. Według Prawa żydowskiego, każdy mężczyzna musiał co roku płacić podatek świątynny. Ale na terenie świątyni tylko żydowskie monety były dopuszczane do obiegu. Pielgrzymi, którzy posiadali rzymskie denary z wizerunkiem Cezara, musieli je wymienić. Oczywiście, za tę transakcję bankierzy pobierali pokaźną prowizję, sięgającą nieraz 50 procent. Podobnie działo się z handlem zwierzętami składanymi w ofierze. Jeśli kapłani uznali, że owca przyniesiona na ofiarę nie była „bez skazy” (jakże łatwo tu o stronniczość), Izraelita musiał na miejscu kupić „odpowiedniego” baranka. I tak interes się kręcił. Nie dziwi więc, dlaczego Jezus oskarża zebranych na krużganku świątyni, że uczynili z domu modlitwy jaskinię zbójców (Por. Mk 11,17), czyli złodziei i ciemiężycieli ubogich.
 
W Polsce najgorsza bieda często nie jest widoczna. Najubożsi wstydzą się pokazywać na ulicy, lękają się o przyszłość i spotykają się ze społeczną pogardą. Jeśli ktoś przychodzi do urzędu w połatanym swetrze i poszarpanych spodniach, będzie inaczej potraktowany. Przyzwyczailiśmy się do tego, aby biednych utożsamiać jedynie z włóczęgami, żebrzącymi i pijaczkami. Ale bieda nie oznacza tylko braku chleba i innych koniecznych środków do godnej egzystencji. Co z tymi, którzy nie mają równych szans w dostępie do edukacji, kultury i rozrywki? Co z osobami, które mimo licznych prób, nie mogą znaleźć pracy, bo są za stare lub brakuje im doświadczenia? Co z mieszkańcami popegeerowskich osiedli, zostawionymi na lodzie? Jak tu nie współczuć osobom (zwłaszcza tuż przed emeryturą), które boją się zaprotestować przeciwko nadliczbowym godzinom w pracy i niskim zarobkom, bo pracodawcy szantażują ich i grożą im zwolnieniem? Jak spojrzeć na kasjerów w supermarketach, którzy otrzymują marny grosz za stanie przy kasie po 10 godzin dziennie? Jak rozumieć ogromne dysproporcje między przychodami zwykłych pracowników i szefów firm?
 
Pracując ze studentami w Opolu, przeszczepiliśmy na tamtejszy grunt inicjatywę „Szlachetna Paczka”, zapoczątkowaną przez Stowarzyszenie „Wiosna” z Krakowa. Całe przedsięwzięcie polega na wyszukaniu potrzebujących w mieście, a następnie na dostarczeniu im paczek przygotowanych przez darczyńców. Wolontariusze muszą najpierw pójść do mieszkań i domów uboższych rodzin, by zrobić wstępne rozeznanie, czego im najbardziej potrzeba. Pamiętam, że kiedy studenci zakończyli ten pierwszy etap akcji, z głębokim przejęciem, a nawet wstrząsem, opowiadali o tym doświadczeniu. Wbrew stereotypom, w większości wypadków nie zetknęli się z ubóstwem spowodowanym przez alkoholizm i nieróbstwo, lecz przez katastrofalnie niskie zarobki, przez brak zatrudnienia, chroniczną chorobę, niskie renty, wysoki czynsz i inne opłaty, konieczność zakupu drogich lekarstw. Spotkali samotne wdowy z dziećmi, które stawały na głowie, by nakarmić dzieci. Rozmawiali z osobami w starszym wieku wydanymi na pastwę losu. Dla studentów (i dla mnie również) był to obraz współczesnej groty betlejemskiej.
 
W naszej tradycji wieczerzy wigilijnej zachowaliśmy piękny zwyczaj pozostawienia pustego nakrycia przy stole dla niespodziewanego gościa. Często zapraszamy również na ucztę osoby samotne z naszej rodziny, z sąsiedztwa, z domów opieki społecznej. Ten gest ludzkiej solidarności jest symboliczny. Wyraża postawę serca, która nie dotyczy jedynie Bożego Narodzenia, lecz w takiej czy innej formie powinna nam towarzyszyć przez cały rok. Wigilijny „niespodziewany gość” może żyć obok nas, będąc w materialnej lub duchowej potrzebie. Patrząc na Dziecię w żłobie, musimy pamiętać, że równocześnie spoglądamy w Nim na twarze naszych braci i sióstr. Okazując im dobroć każdego dnia, adorujemy samego Boga.

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.43

Liczba głosów:

21

Komentarze użytkowników (24)

Dodaj komentarz
2010-12-23 15:40:56 | Cytuj | Zgłoś
~joanna
Brak ustawy reprywatyzacyjnej też nie jest jedynym przykładem zaniechania ustawowdawcy. W kontekście sytuacji ludzi młodych można np. się spierać, czemu miało służyć wyeliminowanie możliwości wstąpienia w stosunek najmu przez wnuków po dziadkach (art. 691 k.c. w nowym brzmieniu).

Velario, mieszkania socjalne, komunalne są dla biednych. Oczywiście, że wnuki nie powinny dziedziczyć po dziadkach, bo nie wiadomo czy są biedne. To jest pomoc dla najbardizej potrzebujących a nie majątek rodzinny.
A poza tym własnie Twoje wypowiedzi mniej wiecej oddają stosunek generalnie w państwie do problemu bezdomności. Nie chcę tu rozwijać wątku ekonomicznego, ale mieszkanie niewygodne, a bezdomność to ogromna roznica. Zauważa się tylko problemy tych, którzy dostali kiedyś za darmo aby mieli lepszy byt, bo chyba problem aby pracujący mogli kupić za zarobione pieniądze jest zbyt trudny do podjęcia. wiem, że trzeba najuboższym, niepracującym, niezaradnym, wielodzietnym nie z wyboru pomagać, ale nie może być tak, że ostatecznie mają lepszą sytuację od pracujących na siebie.
2010-12-23 14:13:06 | Cytuj | Zgłoś
velario
Joanno - to co napisałem nie oznacza, że nie dostrzegam problemów ludzi młodych i ich zagrożenia biedą. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że sytuacja jest bardziej złożona, niż by się to mogło wydawać wyłącznie na podstawie Twoich postów.
W sytuacji eksmisji otrzymanie lokalu zamiennego należy do rzadkości. Jeżeli już, sąd orzeka najczęściej o prawie do lokalu socjalnego - który, jak stanowi sama ustawa o ochronie praw lokatorów - należy do lokali "o niższej kategorii". W praktyce oznacza to, że np. może w nim nie być wc, łazienka może być wspólna na cały korytarz, a lokal jest ogrzewany przy pomocy pieca węglowego. Można oczywiście powiedzieć, że lepsze to niż nic, ale takie braki będą bardziej uciążliwe właśnie dla człowieka starego niż młodego (np. wniesienie codziennie wiadra węgla na 4. piętro).

Brak ustawy reprywatyzacyjnej też nie jest jedynym przykładem zaniechania ustawowdawcy. W kontekście sytuacji ludzi młodych można np. się spierać, czemu miało służyć wyeliminowanie możliwości wstąpienia w stosunek najmu przez wnuków po dziadkach (art. 691 k.c. w nowym brzmieniu). 
2010-12-23 10:02:29 | Cytuj | Zgłoś
~joanna
Anonimie, bardzo Ci dziękuję, ale sytuacja jest inna. Nie jesteśmy już młodą rodziną. Początki były też w akademiku, potem w hotelu, a potem w pewnym sensie bezdomność- tułanie się po wynajętych mieszkaniach. Chyba w każdym banku już bylismy, niestety, do kredytu się nie kwlaifikujemy, pomimo że nie mieliśmy bardzo małych pensji. Topiliśmy płacąc za wynajmowanie które nie rozwiązuje problemu i przeprowadzki. W naszym przypadku nie pojawiła się szansa- jak piszesz- na chociażby małe mieszkanko chociaż pracujemy i zarabiamy i dłużej kształciliśmy się od wielu którzy je mają. Teraz wyjechaliśmy z Polski- tutaj nie ma jakichś cudów, ale na pewno bardziej równe traktowanie i wiecej szacunku dla chłowieka dla wykształcenia., ale oczywiście też problemy nie roziwązują się w mig, szkoda, że wcześniej nie wyjechaliśmy.  Ale ogromny żal pozostaje.
2010-12-23 09:20:10 | Cytuj | Zgłoś
anonim
Do Joanny,
Z Twoich postów wnioskuję, że jesteś osobą młoda borykajacą się wieloma problemami. Zarówno mieszkaniowymi jak i finansowymi. Domyslam się, że ciężko Ci z tym i nie za bardzo widzisz jakąś nadzieję, ale pomimo wszystko nie trać jej. Nigdy nie wiesz co przyniesie przyszłość. Ja swoje dorosłe życie zaczynałam w akademiku potem hotelu. Czasy stanu wojennego. Wszyko wrtedy wydawalo się być przeciwko nam młodym. W hotelu mieszkalismy z mężem 8 lat. Tu też urodziła się nasza córka. I nagle pojawiła się szansa na maleńkie mieszkanko. Tak, że miej nadzieję. Wszystkiego dobrego na Świeta. Zatrzymaj się na chwilkę przy żłóóbku i stań się u-boga. Tzn zawierz wszytko Temu, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych.
2010-12-23 01:54:02 | Cytuj | Zgłoś
~joanna

Od ponad 20 lat Państwo Polskie nie jest w stanie zdobyć się na uchwalenie sensownej ustawy reprywatyzacyjnej, w której w jakiś sposób zapewniono by ochronę najemcom lokali w budynkach zwracanych byłym właścicielom. Bezczynność polityków jest tu wręcz oburzająca.

Nie, Velario, nie jest teraz najwazniejsze aby ciagle mysleć o tych, którzy dostlai za darmo. Czas pomyśleć o tych, którzy kształcą się i ciężko pracują aby za pensję mogli zpaewnić rodzinie najskromniejszy dach nad głową, nie uważasz?
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?