40 h - czyli pomysł na Post
Piotr Żyłka
Po ubiegłorocznej akcji "Zrób się na post" i adwentowej inicjatywie "Podaj mnie dalej", krakowscy studenci związani z dominikanami po raz kolejny pokazują, że wystarczy trochę chęci, dobry pomysł i kreatywność, by stworzyć wydarzenie, które może zachęcić wielu ludzi do sensownego przeżycia Wielkiego Postu.
W Kościele rozpoczął się okres Wielkiego Postu. Wszyscy wierzący zdają sobie sprawę z wagi tego czasu. Chcemy się nawracać (a przynajmniej powinniśmy chcieć) i dobrze przygotować do przeżycia najważniejszego święta w kalendarzu liturgicznym i wspomnienia najważniejszego wydarzenia w historii świata - Zmartwychwstania Chrystusa.
Co roku szukamy sposobu, by Wielki Post przeżyć owocnie. Kościół od bardzo dawna proponuje nam na ten czas trzy skuteczne narzędzia - post, modlitwę i jałmużnę. I tak jedni postanawiają ograniczyć swoje nałogi (np. palenie) albo - tak jak znany warszawski duszpasterz - poszczą w starym stylu i jedzą tylko warzywa. Inni podejmują decyzję, że będą codziennie uczestniczyć we Mszy świętej lub odmawiać różaniec. Pomysłów jest wiele. Zresztą nie rodzaj podejmowanego przez nas postanowienia jest najważniejszy, tylko jasno określony cel, którym powinna być świadoma odpowiedź na wołanie Jezusa: "Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!".
Inna jałmużna
Chyba najmniej popularną praktyką wielkopostną jest jałmużna. W Katechizmie Kościoła Katolickiego jest ona zaliczona do uczynków miłosierdzia co do ciała, które polegają zwłaszcza na tym, by: "głodnych nakarmić, bezdomnym dać dach nad głową, nagich przyodziać, chorych i więźniów nawiedzać, umarłych grzebać. Spośród tych czynów jałmużna dana ubogim jest jednym z podstawowych świadectw miłości braterskiej; jest ona także praktykowaniem sprawiedliwości, która podoba się Bogu".
Błogosławiony Jan Paweł II podkreślał, że "jałmużna jest środkiem nadania konkretnego wyrazu miłości przez dzielenie się swoimi dobrami z tymi, którzy ponoszą skutki ubóstwa". Z kolei św. Augustyn wymienia różne rodzaje jałmużny: "Nie tylko ten, kto daje łaknącemu pokarm, pragnącemu napój, nagiemu odzienie, podróżnemu gościnę, jeńcowi wykupienie, słabemu wspomożenie, smutnemu pocieszenie, błądzącemu drogę, wątpiącemu radę i potrzebującemu, co jest mu konieczne, lecz także kto daje przebaczenie grzeszącemu - jałmużnę daje [...] ponieważ miłosierdzie wyświadcza".
Jednak warto zastanowić się, czy o jałmużnie powinniśmy myśleć tylko i wyłącznie w kontekście ubogich albo przebaczenia. Może jest tak, że współcześnie potrzeba nam poszerzenia rozumienia tej praktyki?
Życie zaczyna się po 40h
Próby odkurzenia jałmużny podjęli się w tym roku młodzi ludzie z Grupy Ewangelizacyjnej Refidim.
"W Wielkim Poście 2012 postanowiliśmy mieć trochę czasu i dać go ludziom, obok których żyjemy. 40h to jałmużna z tego, czego nam brakuje - czasu dla rodziny, przyjaciół, znajomych ze studiów i pracy. Nie poświęcamy im uwagi, nie pamiętamy o tym, że możemy zadzwonić" - czytamy na stronie promującej wielkopostną inicjatywę.
"40h" to akcja wielkopostna, do której pomysłodawcy zapraszają wszystkich bez względu na to, czy już wybrali dla siebie postanowienie, czy nie. To zachęta, żeby w trakcie 40 dni spędzić 40 godzin z tymi, którzy są nam bliscy i z tymi, z którymi nam nie po drodze. "Dla jednych i dla drugich najczęściej nie mamy czasu. Z niektórymi po prostu trudno nam rozmawiać" - podkreślają organizatorzy. Na stronie 40h.pl zamieszczono specjalny licznik, który sumuje cały czas, jaki wszyscy, którzy zaangażują się w akcję, oddadzą innym ludziom.
Po ubiegłorocznej akcji "Zrób się na post" i adwentowej inicjatywie "Podaj mnie dalej", krakowscy studenci związani z dominikanami po raz kolejny pokazują, że wystarczy trochę chęci, dobry pomysł i kreatywność, by stworzyć wydarzenie, które może zachęcić wielu ludzi do sensownego przeżycia Wielkiego Postu.
Ktoś może powiedzieć, że to jest tylko reklama albo kreowanie medialnego wydarzenia. Komuś może się ten pomysł w ogóle nie podobać, bo przecież trwa Post i to nie czas na nabijanie internetowych liczników jałmużny, a na poważne nawracanie się. Może i jest w tym trochę prawdy, ale zanim się zaczniemy oburzać, pomyślmy raczej, ile dobra można osiągnąć, włączając się w tę akcję.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.82
Liczba głosów:
33
Komentarze użytkowników (11)
Dodaj komentarzmysle, ze wszystko zalezy od podejscia... a ufam, ze ludzie, ktorzy wlacza sie w tą inicjatywe beda miei dobre intencje, tj. nie bedą mieli na celu "odfajkowywania" jakichs sztucznych spotkan i rozmow, ale beda chcieli po prostu znalezc czas, ktory ostatnio bylo im trudno wygospodarowac dla pewnych osob, byc moze bardzo dla nich waznych.... i wierze, ze to nie ma sluzyc tylko osiagnieciu wyniku 40h w ciagu 40 dni, ale na stalym wprowadzeniu jakiejs zmiany w swoje zycie, byc moze zbyt zabieganego, byc moze zbyt skoncentrowanego na sobie....
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=530&werset1=5&werset2=7#W5
Gdyby Jezusowi chodziło tylko o pełnienie dobrych uczynków, to by nie przestrzegał przed spełnianiem ich na pokaz. Bo niektórym dobroczyńcom chodzi właśnie o poklask.
Gdyby Mu zależało tylko na jałmużnie, to by nie mówił o obłudnikach. Bo są tacy, co kochają innych z miłości do siebie.
Gdyby Mu chodziło tylko o modlitwę, to by nie mówił o hipokrytach. To właśnie oni rozmawiając z Bogiem, myślą zawsze o ludzkich opiniach.
Gdyby Mu wreszcie chodziło tylko o post, to by powiedział: "Nieważne jak pościcie. Ważne, że wam się w ogóle chce pościć".
Jezusowi chodzi o jedno: jak coś robisz dla Boga, to rób to w ukryciu. To jest najlepsza gwarancja, że ci chodzi naprawdę o Niego."
http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/slowo-na-wielki-post-2012/art,1,o-co-wlasciwie-nam-chodzi.html






