W imieniu obrońców ks. Bonieckiego

Jacek Prusak SJ

(fot. "Tygodnik Powszechny")

ZOBACZ TAKŻE | TEGO AUTORA

W swoim "liście" do obrońców ks. Adama Bonieckiego ojciec Dariusz Kowalczyk SJ odniósł się do kilku kwestii, jednostronnie - jego zdaniem - przywoływanych przez osoby krytycznie oceniające decyzję prowincjała marianów. Moja odpowiedź, jako jednego z "obrońców" ks. Bonieckiego nie jest oczywiście bezstronna - zważywszy na to, że współpracuję z nim w "Tygodniku Powszechnym" do redakcji którego zaprosił mnie kilka lat temu. Mój głos proszę więc traktować jako głos Redakcji, który w innej postaci ukaże się także w najnowszym numerze "Tygodnika".

 

Po pierwsze, skoro pomimo licznych protestów, różnych środowisk katolickich, ani redemptoryści, ani biskupi nie "uciszyli" o. Rydzyka, a udało się to "błyskawicznie" zrobić przełożonemu ks. Bonieckiego to pojawia się kwestia, czy w Polsce nie obowiązują zakonników podwójne standardy. Po drugie, "uciszenie" ks. Jankowskiego zostało jasno uzasadnione przez jego ordynariusza. Nic takiego, jak na dzień dzisiejszy, nie miało miejsce w przypadku decyzji w sprawie ks. Bonieckiego. Analogia między postępowaniem arcybiskupa Gocłowskiego a prowincjała marianów nie jest trafna. Można zasadnie spierać się także o to, czy ostatnie wypowiedzi ks. Bonieckiego należy potraktować jako szkodzące Kościołowi, w taki sposób jak te, które publicznie głosił ks. Jankowski. Gdyby to tak źle wyglądało, prowincjał powinien swój zakaz rozciągnąć także na publicystykę ks. Bonieckiego w "Tygodniku".


Po trzecie, w odróżnieniu od ks. Jankowskiego, ks. Boniecki przyjął decyzję przełożonych w duchu posłuszeństwa, a ruch jego "obrońców" pojawił się oddolnie. Ks. Jankowski wykorzystywał zarówno nieswoje pieniądze, jak i swoje kontakty do tego, aby mieć takich "obrońców" wokół siebie i wykorzystywał przestrzeń sakralną do wyrażania swoich kontrowersyjnych poglądów. Po czwarte, choć zakony mają własną autonomię wewnątrz Kościoła, i różnią się między sobą charyzmatami, i strukturą zarządzania, nie oznacza to, że nie obowiązuje ich to samo prawo kanoniczne. Nie chodzi więc o to, żeby prowincjał redemptorystów odpowiadał za zachowanie marianów, a prowincjał marianów za zachowanie redemptorystów. Świeccy katolicy nie składają ślubów posłuszeństwa i nie muszą rozumieć ich sensu, ale jako członkowie Kościoła widzą, że jednych zakonników posłuszeństwo chroni przed odpowiedzialnością za wypowiadane słowa, innych zaś jedynie z nich rozlicza. Tu nie chodzi więc o medialne rozstrzyganie wewnętrznych spraw zakonów, ale o świadectwo o sprawiedliwym traktowaniu. Żadne petycje w sprawie o. Rydzyka nie odniosły skutku, obojętnie na jak wysokim szczeblu były składane. Skąd się bierze tak duża tolerancja dla jego wypowiedzi, i tak mała dla wypowiedzi ks. Bonieckiego, który nawet jeśli mówi rzeczy kontrowersyjne, to nikogo nie obraża, i nie są to wypowiedzi zaprzeczające nauce Kościoła? Można się z nim nie zgadzać, ale nie trzeba się wstydzić, że się jest katolikiem. Po piąte, gdyby o. Kowalczyk zaznajomił się z badaniami nad motywami wystąpień ludzi z Kościoła, albo utraty zaufania do niego, to by się przekonał, że pada w nich nazwisko o. Rydzyka, ale nie ks. Bonieckiego. I nawet jeśli uśrednimy te wyniki, to i tak nie załapie się w nich ten drugi. Łatwo więc ocenić kogo działalność uważa większość Polaków za szkodliwą dla Kościoła i jego wizerunku.
 

Na końcu o. Kowalczyk wchodzi w rolę "duchowego mentora" ks. Bonieckiego, tak jak by miał do czynienia z młodym księdzem, który naraził się nieroztropnymi wypowiedziami swoim przełożonym. Ten paternalizm jest dobry w podejściu do nowicjuszy. Gdyby ks. Boniecki nie kochał swego zakonu i Kościoła, już dawno temu znalazłby sobie miejsce gdzie indziej - a pamiętniki o. Congara sam kiedyś recenzował na łamach "Tygodnika". Nie trzeba mu więc przypominać jego sylwetki. Szkoda, że "punktując" słabości Reformacji, która zakwestionowała sens hierarchicznego i zakonnego posłuszeństwa o. Kowalczyk nie wspomniał ani słowem jako zostało ono wypaczone w Kościele katolickim w przypadku molestowania nieletnich, i do czego doprowadziło. Szukanie błędów u innych zawsze jest łatwiejsze. Ks. Boniecki nie musi również pośmiertnie czekać na jakąś "kościelną nagrodę" - tu i teraz są nią wyrazy solidarności wielu katolików, Chodzi tylko o to, żeby Kościół nie bał się własnego pluralizmu (katolickości), a w przypadku wewnętrznych napięć rozwiązywał je z głową. Jak przypomina o tym Ewangelia i konstytucje zakonne - przełożony ma obowiązek upominać, ale powinien również wiedzieć, jak to robić, i kiedy. Cieszy mnie jednak, że w przypadku oceny obrońców ks. Bonieckiego o. Kowalczyk zachował większą ostrożność, w ocenie samego "zainteresowanego" niż miało to miejsce, gdy pisał "list" do obrońców o. Ludwika Wiśniewskiego. Wtedy też miał za mało danych, ale nie było to wystarczającym hamulcem, żeby się nad nim nie pastwić. To też jest lekcja o tym, jak znosić wewnątrzkościelną krytykę, kochając Kościół! Dodam, że docenił to "Tygodnik".

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

3.07

Liczba głosów:

273

Komentarze użytkowników (242)

Dodaj komentarz
2011-11-14 14:07:37 | Cytuj | Zgłoś
~marta
pytam kto nas do niego ma prowiadzić? skoro księża mają "śliskie buty"

Ty naprawdę chcesz, żeby księża zaprowadzili Cię do nieba? Aż tak słaba jesteś, żeby nie wziąć spraw zbawienia w swoje ręce i na własną odpowiedzialność tylko trzymać się sukienki? Po śmierci będziesz się usprawiedliwiała proboszczem?

jeśli czegos nie rozumiesz to nie wysmiewaj. Jaka rolę twoim zadniem pełni ksiądz w KK? Dla ścisłości ksiądz nie nosi sukienki tylko sutenne. Na reszte,szkoda mi czasu
Tako rzecze nawrócony GW, TP i ks. Bonieckim na lucyferiańskie światełko apostata braciszek mniejszy robocik


No, komentarz dodałeś, teraz umyj ręce i biegnij na mszę bo wierni czekają.
2011-11-13 10:45:21 | Cytuj | Zgłoś
brat_robot
pytam kto nas do niego ma prowiadzić? skoro księża mają "śliskie buty"

Ty naprawdę chcesz, żeby księża zaprowadzili Cię do nieba? Aż tak słaba jesteś, żeby nie wziąć spraw zbawienia w swoje ręce i na własną odpowiedzialność tylko trzymać się sukienki? Po śmierci będziesz się usprawiedliwiała proboszczem?

Tako rzecze nawrócony GW, TP i ks. Bonieckim na lucyferiańskie światełko apostata braciszek mniejszy robocik


No, komentarz dodałeś, teraz umyj ręce i biegnij na mszę bo wierni czekają.
2011-11-13 10:43:55 | Cytuj | Zgłoś
brat_robot
Ale problem jest taki, że za mało słyszę o sumieniu. Czy polscy biskupi zapomnieli już, że każdy człowiek ma coś takiego i nawet najbardziej złote zdanie z ich ust nie jest ważniejsze niż osobiste, intymne rozważanie we własnym hm sercu?


Powiedział Hannibal Lekter z "Milczenia owiec" zagryzając łapczywie wątróbkę...


A właśnie, sprawdź czy Twoja żona na pewno wróciła do domu.
2011-11-13 05:27:06 | Cytuj | Zgłoś
~ciekawy
Ks. Boniecki, czyli telewizyjne rozgrzeszanie zła…
Obserwując ataki na Kościół, na Krzyż, na moherów i na Ciemnogród, w której to bitwie „postępowe” media odgrywają kluczową rolę, warto się zapytać: po co zapraszani są przed kamery telewizyjne wybrani przez „postępowe” media tacy księża jak ks. Boniecki i biskup Pieronek? A dlaczego nie jest zapraszany do telewizji ks. Isakowicz-Zaleski, albo biskup Głódź lub Mering, skoro wszędzie zapewnia się o pluralizmie wypowiedzi ? Odpowiedź jest oczywista. Bo tylko ksiądz Boniecki lub bp. Pieronek najlepiej nadają się do publicznego rozgrzeszania zła, które się dzieje na naszych oczach. Jeśli w tych telewizyjnych spektaklach wypychania ludzi z Kościoła uczestniczą wybrani przez media przedstawiciele Kościoła – utrwala się przekonanie, że głos ks. Bonieckiego i bp. Pieronka ( a przedtem ś.p. bp. Życińskiego) – to oficjalny głos całego Kościoła, który popiera ten cały „postęp” – czyli budowę współczesnej Sodomy i Gomory.
Zatem stwórzmy KK na obraz i podobieństwo tych, którzy nawrócenia, żalu za grzechy i pokuty za swe uczynki dokonać nie chcą ! A Bóg Miłosierny przecież resztę załatwi ! Czyżby stąd też ma swoje źródło tak popularne obecnie zjawisko praktykujących, a niewierzących ?
W swej istocie rozdział państwa od KK, to rozdział prawa stanowionego od prawa naturalnego ! Zatem tam gdzie prawo naturalne i dekalog nie są źródłem prawa stanowionego, tam nigdy nie ma bluźnierstwa, dyktatury i żadnej wynikającej z niej nikczemności i zbrodni. Co nas wówczas uchroni przed agresją stanowionego kłamstwa ?
2011-11-13 05:15:11 | Cytuj | Zgłoś
~amen
Ale problem jest taki, że za mało słyszę o sumieniu. Czy polscy biskupi zapomnieli już, że każdy człowiek ma coś takiego i nawet najbardziej złote zdanie z ich ust nie jest ważniejsze niż osobiste, intymne rozważanie we własnym hm sercu?


Powiedział Hannibal Lekter z "Milczenia owiec" zagryzając łapczywie wątróbkę... 
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?