Powyborcza eklezjofobia
Zaskakujący sukces wyborczy Ruchu Palikota sprawił, że Kościołowi zaczęto przypisywać główną rolę w jego wypromowaniu. Wśród komentatorów obwieszczających, że bez polskich biskupów ten wynik byłby niemożliwy pojawiły się również głosy wzywające Episkopat do konkretnych kroków. Jednym z nich jest przeniesienie religii do salek katechetycznych, bo "najkrótsza droga do dechrystianizacji Polski prowadzi przez nauczanie religii w szkole".
Ponieważ badania OBOP pokazały, że najwięcej głosów poparcia otrzymał Palikot w najmłodszej grupie głosujących mieszczących się w przedziale wiekowym 18-25 lat, stąd zwolennicy tej tezy uważają, że "w nowoczesnym społeczeństwie chrześcijaninem się nie tyle rodzisz, ile się nim stajesz - poprzez akt wolnej decyzji, a nie szkolne nauczanie religii czy organizowane przez szkołę rekolekcje". To jednak nie wszystko, Jarosław Makowski, szef Instytutu Obywatelskiego uważa, że w dobie kryzysu "potrzebujemy chrześcijaństwa bez kościelnych instytucji", i nie bez egzaltacji - oceniając wyniki wyborów - obwieścił: "Przegrał Kościół, wygrała Dobra Nowina" ("GW", 15-16 października).
W swoich diagnozach Kościoła Makowski myli się podwójnie. Po pierwsze, z faktu, że Palikot pociągnął do siebie najmłodszych wyborców nie wynika, że odpowiedzialny jest za to Episkopat domagający się zachowania katechezy w szkole, bo te same szkoły kończyli także ludzie oddający głosy na zwycięskie partie. I nie wykluczone, że pomogła im w tym szkolna katecheza. To nie obecność w szkole religii zasila ruch Palikota, tylko podatność młodych ludzi na manipulację, której nie są w stanie w mądry sposób przeciwstawić się katecheci. To oczywiście działa jak sprzężenie zwrotne. Katecheci zrażający do siebie młodych, zrażają ich do Kościoła, a na rynku czeka gotowa antyklerykalna oferta. Więc nie sama katecheza, ale "katecheci Palikota" stanowią tutaj problem. Katecheci, którzy nie potrafią rozmawiać ze współczesną młodzieżą, i swój klerykalizm mylą z wiernością Kościołowi. Nie jest jednak "infantylizacją młodych ludzi" stwierdzenie faktu, że ich walka z Kościołem jest przejawem buntu przeciwko figurze Ojca, którzy w świadomości społecznej reprezentuje wyłącznie Kościół katolicki. Wyniki ostatnich wyborów pokazują, że katecheza nie sprawdza się w populacji uczniów pogimnazjalnych, których protest przeciwko "wszystkiemu i wszystkim" łatwo skanalizować jako antyklerykalny. Rację ma więc biskup Wojciech Polak, że "trochę mitologizujemy rolę katechezy szkolnej (…) okazuje się bowiem, że najsłabszym ogniwem jest katecheza rodzinna" ("Rz", 25 października).
Warto więc podkreślić dwie rzeczy. Potrzebna jest reforma nauczania religii w szkole, żeby nie odpływała z niej młodzież. W tym celu musi dojść do powołania "katechetycznego okrągłego stołu", o który dopomina się autorytet w dziedzinie socjologii religii ks. prof. Janusz Mariański badający nastawienie Polaków do Kościoła i młodzieży do katechezy (zob. Katolicyzm Polski - Ciągłość i Zmiana, WAM, 2011). Zwolennicy przeniesienia katechezy z klasy do salki muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, jak zaradzić rosnącemu brakowi zaangażowania matek w socjalizację religijną dzieci. Skoro im coraz mniej na tym zależy, to i salka katechetyczna nie pomoże.
Wystarczy wziąć do ręki badania nad zachowaniami prospołecznymi, aby się przekonać, że nie tylko w czasach kryzysu, ale i ekonomicznej prosperity to właśnie osoby religijne najczęściej angażują się społecznie i działają solidarnie. To co ich motywuje i wiąże, to nie partyjne szyldy, ale wiara przeżywana wewnętrznie i instytucjonalnie. To Kościół jest największym, po państwie, społecznym usługodawcą. Nie działa on jednak na zasadach wolnego rynku, ani nie jest stowarzyszeniem. Ponieważ kontemplacja zbawczych zdarzeń w Chrystusie, który stał się Kościołem, wymaga dodatkowej wiary i modlitwy, eklezjofobia nie jest remedium ani na antyklerykalizm Palikota i potknięcia Episkopatu, ani właściwą drogą do dojrzałego formowania katolików. Dyskutujmy o Kościele, bo tego wymagają czasy, ale nie zapominajmy, kto nim kieruje - jeśli swoje diagnozy formułujemy z pozycji osób wierzących. Badania pokazują, że odejście od praktyk religijnych w imię buntu czy rozczarowania instytucją kończy się najczęściej osłabieniem wiary, które prowadzi do praktycznego ateizmu. Nie można być chrześcijaninem w pojedynkę, bo Ewangelie nigdzie nie mówią o "odkościelnionym chrześcijaństwie"! Jeśli w czasie tych wyborów wygrała Dobra Nowina, to nie mógł przegrać Kościół. Wie o tym każdy, kto dobrze studiował teologię.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.63
Liczba głosów:
19
Komentarze użytkowników (3)
Dodaj komentarz1. łatwa dostępność pornografii, 2. pisma pornograficzne, 3. swoboda działania sekt, 4. nieobecność treści etycznych i religijnych w mediach ( zobaczcie program TV prywatnych , ale i państwowych w mediach w największe święta religijne, jakie tam proponują filmy, które są przecież najpopularniejszą formą przekazu), 5. że to nie popularyzacja aborcji , eutanazji, środków antykoncepcyjnych, 6 . że to nie wmawianie młodym ludziom luzu , aktywności seksualnej w wieku 12,13 lat , 7. konsumpcyjnego życia, zwracania uwagi na ubiór tylko i modę ( patrz pisma dla dzieciaków 12,13 letnich Popcorn, BravoGirl, Dziewczyna, w telewizji MTV i różne nowele), 8. okazuje się, że to nie wulgarne filmy z karczemnym językiem i profanacją prawdziwej miłości, 9 że to nie publiczna popularyzacja różnych zboczeń, 10. że to nie skomasowana propaganda antyreligijna, w tym masowe pojawienie się pseudokatolickich programów, mediów, 11. że to nie „utwory” twórców kultury, a więc nie „występy: nergala, czy „artystki” Kozyry wieszającej genitalia na krzyżu, 12. To nie zmasowana akcja wyrzucenia krzyża z przestrzeni publicznej, 13. To nie szydzenie z krzyża w różnych mediach, 14. to nie wyśmiewanie w mediach dla dzieci i młodzieży rodziców i osób starszych, a więc obniżanie ich autorytetu, 15, że to nie mętne wypowiedzi nieodpowiedzialnych księży-postępowców nie widzących niczego złego w powyższych patologiach, itd. To wszystko nie jest przyczyną odchodzenia młodzieży i letnich wierzących od religii i Kościoła. Twierdzi się , że to walka Kościoła z tymi patologiami jest przyczyną odejść. Czyli niech powyższe patologie sobie kwitną a będziemy mieli pełne Kościoły? Czy istnieje chociaż jedna naiwna osoba, która w to uwierzy?






