Ateusze i Wielkanoc

Ateusze i Wielkanoc
Jacek Siepsiak SJ

Potrzebujemy gestów. Są często wymowniejsze niż słowa. Łatwiej przebijają się do ludzkiej świadomości

Jak świętować z ateuszami, z tymi wszystkimi, którzy nie wierzą lub wierzą inaczej, a których często kochamy, są nam bliscy? Można się oczywiście tylko ograniczyć do rodzinnego spotkania i poplotkowania przy stole, ewentualnie do polania wodą. Ale wtedy pokazujemy, że Wielkanoc nie ma dla nas większego znaczenia, że wcale nie jest "dobrą nowiną", jaką mamy do przekazania.

W czasie tych "wielkich" dni i wielkiej nocy słychać z ambon wiele o zbawieniu. To trudne słowo. A jednocześnie słowo, do którego bardzo się przyzwyczailiśmy, tak bardzo, że nie wiemy, jak je "wytłumaczyć". Gdy nie potrafimy swoimi słowami wyrazić jakiegoś terminu, to najczęściej oznacza, że go nie rozumiemy. Podobnie jest z gestami. Gdy nie potrafimy przekazać ich znaczenie w inny sposób, to znaczy, że wpadliśmy w rutynę.

Jednak potrzebujemy gestów. Są często wymowniejsze niż słowa. Łatwiej przebijają się do ludzkiej świadomości. Od kilku lat w mediach "najmocniejszym" newsem z Wielkiego Tygodnia jest obmywanie nóg przez papieża Franciszka. Gdzie to zrobił (np. w więzieniu), komu (muzułmance) i dlaczego właśnie tym osobom, co chce podkreślić? To są pytania o znaczenie znaku. Ktoś jednak mógłby powiedzieć: to tylko gesty, puste gesty. Rzeczywiście to tylko gesty, liturgiczne gesty, ale zaowocowały np. tym, że papież teraz ucałował stopy politykom z Południowego Sudanu. I to już nie była liturgia. To wpłynęło na negocjacje pokojowe.

DEON.PL POLECA

Ten konkretny znak przemówił tak mocno, bo był przygotowany przez stopniowe zmienianie wymowy znaku liturgicznego. Przedtem obmywano nogi "godnym poszanowania" mężczyznom. Papież zaczął robić to wobec ubogich, odrzucanych, wypychanych poza społeczeństwo… Ale na tym nie koniec. Potem obmywał nogi i wrogo nastawionym, będącym w konflikcie ze społeczeństwem… Dlatego teraz mógł ucałować stopy polityków, którzy wcale nie są aniołkami. Są współodpowiedzialni za śmierć wielu ludzi. Do tej pory ich paliwem politycznym była zemsta. A teraz mają szukać pojednania i pokoju.

To całowanie stóp już nie może być traktowane jako "medal za zasługi". Papież nas od tego odzwyczaił w Wielkie Czwartki. Jest to sposób na rozładowanie napięcia, agresji, na zburzenie muru wrogości… na zbawienie dla ludzi z Południowego Sudanu. To jest konkretne mówienie o zbawieniu. Taki "język" rozumieją i ateusze.

Franciszek całując stopy "brzydkich" polityków, mówił: ja was bardzo proszę… Czy ta scena nie pokazuje, jak kapłani mogą być apolityczni, a jednocześnie bardzo polityczni, jak to, co się dzieje w kościołach, może być apolityczne, a jednocześnie wpływać na całe polis złożone z "różnie wierzących".

Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe". Tekst ukazał się pierwotnie w Gazecie Krakowskiej

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ateusze i Wielkanoc
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.