Cicha akceptacja przemocy

Szymon Żyśko
(fot. shutterstock.com)

Ta historia pokazuje jak łatwo jest manipulować naszymi emocjami. Dwugłos, jaki się pojawił uczy młodych, że są bezkarni - a społeczeństwo jednocześnie oswaja z myślą, że "klaps to nie problem". W perspektywie czasu wyhodujemy sobie pokolenie, które przemoc będzie uważało za jeden z argumentów w dialogu.

 

Jeden z łódzkich dzienników podał informację, że ksiądz uderzył ucznia podczas rekolekcji. Rodzice zgłosili sprawę na policję. Ludzie w sieci są podzieleni w tej sprawie. Tak jak w wielu innych sprawach zauważają tylko dwa kolory - biały i czarny. Ksiądz za swoje zachowanie przeprosił, ale to dla jednych i drugich nie ma znaczenia. Strony sporu zatraciły gdzieś zdrowy rozsądek.

 

Strona pierwsza: oskarżyciele. Słusznie oburzeni zachowaniem księdza, ale zatrzymani w czasie. Nie widzą nic poza samym zdarzeniem, skupieni na krzywdzie, jakiej doznało dziecko. Już zapowiadają, że ksiądz będzie winny odejściu z Kościoła chłopca, jego rodziny, połowy szkoły, osiedla i miasta. W tych komentarzach Kościół jest siedliskiem wszelkiego zła. Tam, gdzie występuje konflikt na linii duchowny - osoba małoletnia, od razu wyciągany jest temat pedofilii, znęcania w bursach prowadzonych przez zakonników i wszelkie inne podobne sprawy. Wykorzystują chłopaka do walki o swoje poglądy.

 

Strona druga: obrońcy. Podkreślają fakt, że zaszła reakcja łańcuchowa. Spotkać można wiele komentarzy, że chłopakowi "po prostu się należało". Bardziej radykalne i bezczelne komentarze wymieniają, kto jeszcze powinien "oberwać" za ten stan rzeczy, zaczynając od dyrekcji szkoły, a kończąc na rodzicach małoletniego. Panuje święte oburzenie, bo jak to matka mogła podać księdza do prokuratury? Wiele osób tęskni za dawnym wychowaniem w szkołach, według którego rodzice powinni jeszcze raz ukarać syna w podobny sposób. Większość ludzi z tej grupy deklaruje się jako katolicy.

 

Wielka szkoda, że mało kto, na czele z mediami, zadaje sobie trud przemyślenia całej sprawy i wybrania trzeciej drogi - rozsądku. Z tej sytuacji płynie dla nas wszystkich ważna lekcja o życiu społecznym.

 

Żaden ksiądz nie ma prawa uderzyć dziecka, tak jak nikt nie ma tego prawa, nawet rodzic. Nie ma żadnego prawa pozwalającego stosować kary cielesne wobec kogokolwiek. Kapłan jako osoba wykształcona (pedagog, teolog) powinien przyjąć dojrzalszą postawę. Jako duszpasterz mierzy się z różnymi trudnymi sytuacjami, które nie powinny wyprowadzać go z równowagi, a nawet gdy tak się dzieje, to bacznie obserwując swoje zachowanie, powinien im przeciwdziałać. Jest wiele metod wychowawczych, które w danej chwili mógł zastosować. Ten konkretny ksiądz przeprosił. I dobrze, że przeprosił - a co za tym idzie - przyjął swoją winę.

 

Ta sprawa pokazuje jednak jeszcze jeden obraz przemian, jakie zaszły w naszym społeczeństwie. To raczej pewna diagnoza ogólna niż odniesienie do wydarzeń z Łodzi. Pamiętam głupoty, jakie chodziły nam po głowie, gdy mieliśmy po kilkanaście lat. Wydaje się jednak, że z każdym kolejnym pokoleniem jest gorzej. Świadkiem tego bywam choćby w komunikacji miejskiej.

 

Skąd to się bierze? Niestety argumenty otrzymują najczęściej we własnym domu wraz z pewną śmiałością. Dzieci słuchają, jak rodzice negatywnie odnoszą się do świata, ludzi, Kościoła i duchowieństwa, w jaki sposób mówi o nich telewizja, obserwują pewną pogardę dorosłych, którymi sami chcą się stać jak najszybciej. Do tego dochodzi jeszcze presja środowiska, żeby być akceptowanym w grupie. Zapalnik otrzymują najczęściej do ręki w domach, ale detonacja jest już efektem życia w grupie rówieśników.

 

Nie wiem, jak było w tym konkretnym przypadku, bo znam tylko relację "naocznych, anonimowych" świadków. Podobno młodzież zachowywała się jak "bydło". To obraźliwe określenie opisuje zapewne brak kontroli i moralnych hamulców nastolatków. Szacunek należy się każdemu człowiekowi, niezależnie od tego, co myśli i kim jest np. księdzem. I pewnym zasadom wyznawanym przez każde cywilizowane społeczeństwo. To nie jest kwestia wiary i tego, czy zgadzamy się z kimś, a zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

 

Ta historia jest dla mnie jedynie pretekstem, by pokazać, jak łatwo manipulować naszymi emocjami. Jak katolik może opowiadać się za jakąkolwiek przemocą i usprawiedliwiać jej użycie? Jak ludzie mogą być tak ślepi, by nie zauważać problemu agresji i braku szacunku wśród młodzieży? Taki dwugłos wychodzi na jaw przy każdej podobnej sytuacji i uczymy młodych, że są bezkarni - a jednocześnie społeczeństwo oswajamy z myślą, że "klaps to nie problem". W perspektywie czasu wyhodujemy sobie pokolenie, które przemoc będzie uważało za jeden z argumentów dialogu.

 

Ogrom komentarzy przywołujących wszelkie przypadki przemocy i pedofilii w Kościele jest nadużyciem wobec tej sprawy, ale dają mi do myślenia w innej ważnej kwestii. To, w jaki sposób Kościół rozwiązuje i bada przestępstwa duchownych, jest niewystarczające, budzi w ludziach niepokój i brak zaufania. Procesy są prowadzone zbyt wolno, raczej sprawiają wrażenie oswajania ludzi z tymi tragediami i wyciszania ich niż poczucie sprawiedliwości. Będę to powtarzał do znudzenia - nadszedł czas na rozliczenie Kościoła ze zła, jakie popełniają jego wierni, uwolnienia od tych grzechów. W zasadzie jesteśmy już spóźnieni z tym. Pokora i rozeznanie, na które tak często powołują się hierarchowie, powinny objawić się w oczyszczeniu, a tego nie zrobimy bez przyjęcia winy. Jeżeli Ewangelia, w którą wierzymy, jest prawdziwa, to nie mamy się czego obawiać. To nie będzie koniec Kościoła, ale jego odrodzenie w Duchu Bożym. Inaczej te sprawy będą ciągnęły się za nami przez wieki, będą wyciągane przy każdym innym konflikcie, nie pozwolą głosić Ewangelii. W efekcie nie tyle my tracimy na wiarygodności, co sam Bóg. Początek laicyzacji ma swoje źródło w Kościele.

 

Natomiast wszyscy, którzy wieszczą liczne odejścia z Kościoła przez tę sytuację, niech mają odwagę przyznać, że czekali na taki argument. Kościół nie jest produktem, nie można o nim myśleć "płacę, więc wymagam". Kościół to my i musimy go zmieniać od środka, wpływać na duszpasterzy. Protesty i odejścia mogą zmusić Kościół do myślenia o problemie, ale go nie rozwiążą, bo trzeba ludzkich rąk, by przeprowadzić proces przemiany. Nie próbujmy ukarać Boga za ludzkie błędy.

 

Uczestnikom tego zajścia szczerze współczuję i życzę, by rozwiązali tę sprawę z wzajemnym szacunkiem. Cała reszta niech weźmie na wstrzymanie i prosi Ducha Świętego o dar roztropności.

 

Szymon Żyśko - redaktor DEON.pl, grafik, prowadzi autorskiego bloga "Pudełko NIC"

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

1.63

Liczba głosów:

390

 

 

Komentarze użytkowników (119)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

TomaszL 10:49:28 | 2017-04-04
Widzę pewien problem z moimi tutaj napisanymi opiniami w szczególności wyrywanymi z kontekstu konkretnego wątku, wiec gwoli jasności. Jestem zwolennikiem „klapsa” jako jednego z elementów wychowawczych. Adekwatnego do sytuacji i będącego ostatecznością. Co oczywiście nie oznacza katowania dzieci i inne bzdury wypisywanie przez ideologię wychowania bez przemocy. Tak jak pisałem, klaps jest lepszy niż np. półgodzinne, czy godzinne umoralnianie słowne prowadzone przez rodzica.

Natomiast osobiście nie wierze, iż normalni ludzi w ciągu tych kilkunastu lat wychowania dziecka choć raz nie użyli przemocy fizycznej czy psychicznej wobec niego. Oczywiście przyznanie się do tego jest trudne, bo odbiera się całkiem naturalne zachowania jako porażkę wychowawczą. I tutaj pisałem, każdy ma słabszy dzień, jakieś inne problemy i po prostu nie wytrzymuje i sięgnie albo po klapsa, albo po krzyk. Co jest gorsze – szczerze nie wiem, to winni wiedzieć ideolodzy bezprzemocowego wychowania.

I taka jedna uwaga na koniec mi się nasunęła – czy współczesny problem z emocjami, wzruszeniami wśród młodych mężczyzn niedojrzałych do założenia i utrzymania własnej rodziny nie jest wynikiem współczesnych błędów wychowawczych. Tak się ostatnio mówi iż przemoc rodzi przemoc, co wiec rodzi problem z podejmowaniem decyzji i zaryzykowaniem całego swego życia? Czemu młodzi mężczyźni nie walczą o swoje małżeństwa wybierają rozwody? Czemu młodzi mężczyźni bajdurzą o prawie swych żon do aborcji?

Oceń 36 210 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~WDR 22:40:23 | 2017-04-02
Dziwi mnie to jak wielu myślących ludzi daje się wodzić za nos lewakom i łapać na tanie chwyty. Jeżeli ktoś nie chce rezygnować za klapsa jako metody wychowawczej - ostatecznej (w innym wypadku nie działa) to po co się tłumaczy z tego, że jest przeciwko przemocy. Po co się tłumaczyć, że nie jest się wielbłądem?

Oceń 197 421 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Agamemnon 15:13:40 | 2017-04-02
Z cyklu: postulaty współczesnej myśli pedagogicznej


Kontrakty nauczyciela z uczniem, ucznia z nauczycielem


Nauczyciel i uczeń podpisują umowę o świadczenie nauczania i wychowania. Umowa ta może być rozwiązana przez obie strony w trybie natychmiastowym. Nauczyciel otrzymuje określoną gratyfikację za pracę edukacyjną i pedagogiczną z uczniem.

Za osiągnięcia ucznia po ukończeniu jego edukacji, nauczyciel powinien otrzymywać dodatek do emerytury. Przez sukces ucznia można uważać: osiągnięcie przez niego wyższego wykształcenia, założenie udanej rodziny, brak nałogów, postawa społeczna ( np. czy chodzi na wybory) itp.

Agamemnon


Filozofia w poezji (spotkania w gaju Akademosa) IVRP

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 00:09:48 | 2017-04-02
Zdumiała mnie wypowiedź poniżej, że najlepszym sposobem, aby dziecko nie grzebało w gniazdku jest klaps......
Potencjalni przyszli ojcowie, którzy wypisujecie takie bzdury nie mając pojęcia o roli i odpowiedzialności rodziców oraz o wychowaniu dzieci, wbijcie sobie do głowy, że najlepszym sposobem, aby dziecko nie grzebało w gniazdku jest zabezpieczenie gniazdka tak, aby małe dziecko nie miało do niego dostępu!
A jeśli rodzic nie zadba o takie podstawowe bezpieczeństwo, to kara należy się rodzicowi, a nie dziecku!

Oceń 148 34 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

misjonarzm 23:32:29 | 2017-03-31
Jestem ratownikiem wodnym a i nauczycielem z wykształcenia :-) i z małej praktyki. O ile w gimnazjum to "mi trochę włazili na głowę", to już na basenie tak "w kaszę dmuchać sobie nie dam". Oczywiście, że nie wszyscy są rozrabiakami, ale upominać trzeba, bo nadmierne emocje młodzieży i dzieci na basenie to groźba poważnego wypadku a nawet, niestety ale i poważniejszych spraw. Tak więc co chwilę upominam dzieci i młodzież i wystarczy moje - "nie biegaj" ! (muszę krzyczeć, inaczej by nie usłyszeli :-), chociaż nie zawsze tak jest ) wystarczy, czasem wystarczy mój wzrok :-) i już się uspokajają :-). Nie wiem, ale większość mnie słucha, chociaż oczywiście w czasie mocniejszego sezonu, trudniej jest nad tym wszystkim zapanować i tak biegają :-), ale nie tylko, inaczej też rozrabiają. Pomimo wszystko, gdy coś zauważam, to od razu reaguję i jest spokój. To zabezpiecza przed większą ilością wypadków - urazów a gdy się jakieś pojawiają, to idzie to ogarnąć. Idzie to ogarnąć, tylko trzeba pilnie obserwować i reagować
 Gdybym był w tym kościele, to po prostu wyprosił bym tego chłopaka lub większą grupę z kościoła i musieli by posłuchać !!!, wystarczy, żebym na nich popatrzył :-), bo ja patrzę groźnie, ale też z troską. No tak, gdy ktoś rozrabia na basenie, to krzywo się na niego patrzę, ale to jest troska o bezpieczeństwo jego i innych ludzi. Ano właśnie, potrzebna jest troska a troska może być surowa, lub surowsza.

Oceń 14 24 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

lleszek 21:50:09 | 2017-03-31
Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla przemocy, przemoc ze strony pedagoga czy wychowawcy to porażka. Ten ksiądz poniósł porażkę, ale też trzeba dojrzeć, że przyznając sie do błędu podniósł się z upadku. Nie jest wcale prawdą, że:
-----------
Wydaje się jednak, że z każdym kolejnym pokoleniem jest gorzej. Świadkiem tego bywam choćby w komunikacji miejskiej.
-------- 
A niby na jakiej podstawie taki wniosek ? Skąd wiadomo, że teraz "jest gorzej" niz bylo 5 czy 10 lat temu ? Narzekanie na "dzisiejszą młodzież" jest stare jak świat, a nawet jeszcze starsze. Tylko, że odzwierciedla raczej percepcję dorosłych, a nie obiektywną rzeczywistość. Porównując szkołę z moich czasów szkolnych (późny Gomułka i Gierek) i porównując ze szkołą z czasów moich dzieci to przecież niebo a ziemia. Zas moich czasów przemoc w szkole to była norma. I owszem, brutalny nauczyciel miał spokój na swojej lekcji, nawet największe zawadiaki siedziały jak trusie, nikt nie miał ochoty oberwać linijką po łapach czy być targanym za włosy. Tyle tylko, że te same zawadiaki odgrywały sie na przerwach i po lekcjach na słabszych od siebie, niestety, ale jako urodzony w grudniu zawsze byłem najmłodszy i najsłabszy, więc coś o tym wiem. Ale absolutnie sobie nie przypominam takich wzorców za czasów, gdy moje dzieci chodziły do szkoły. Gdy jakis chłopak pchnął w złości mojego syna na przerwie że się przewrócił, to wybuchła awantura, dyrektor natychmiast wezwał do szkoły rodziców tego chojraka i  ten mało nie wyleciał za szkoły. Na szczęscie nie doszlo do tego i nigdy więcej z nim problemów nie było.

Oceń 131 103 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Bazyli 15:28:21 | 2017-03-31
A mnie zastanawia dlaczego Ci uczniowie znaleźli się na rekolekcjach? Oczwiście każdy katolik odpowie, że pytanie jest bez sensu bo przecież to naturalne, że uczniowie tam byli.
Ale powinniśmy się serio nad tym zastanowić. Na rekolekcjach (uczestnictwo w nauce religii jest dobrowolne) część młodzieży wyraźnie się nudzi, nie interesuje ich co ksiądza ma do powiedzienia, uczestnictwo mają gdzieś .... więc po co? 
Może dlatego, że zostali zmuszeni? np. wymagają tego od nich ich rodzice, albo uczestniczą bo inni uczestniczą. A może dlatego, że chcą w przyszłości wziąć ślub kościelny? 
Czy to są poważne powody by ci uczniowie tam byli? Skoro nie interesuje ich uczestnicwto w rekolekcjach to chyba powinni móc zdecydować aby tam nie być. Jeśli sami nie mogą zdecydować to takie spotkanie nie tylko nie ma sensu, ale też może zamienic się w zabawę, popisywanie, żarty itd. itd. 
Niestety ala rodzice, ksiądz oraz katechci boją się przyznać, że część młodzieży jest osobami niewierzącymi, i wierzącymi się nie staną. Wolą utrzymywać fikcję aby nie musieć przyznać, że religia przestaje mieć znaczenie dla tej części młodzieży. 
Stosowany jest przymu bo np. bedzie miał niższy stopień z religii gdy nie przyjdzie na rekolekcje. 
Gdyby treść rekolekcji była interesująca to nawet mogłanby być interesująca dla niewierzących. Niestety najczęściej rekolekcje to powtarzane naiwne, nudne historyjki. 
Wieć z jednej strony zmuszanie niewierzących, z drugiej strony nic interesującego w przekazie rekolekcji .... więc nuda tórą trzeba wytrzymać . Alternatywa to zrobić sobie zabawę.

Oceń 10 24 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Oriana 11:58:12 | 2017-03-31
„Rodzice mnie bili, a jednak wyrosłem na porządnego człowieka.”
Osoby, które popierają kary cielesne, były same bite i uważają, że to jest właściwy sposób wychowania dzieci. Nie jest to zdrowe podejście, lecz  defekt na psychice nazywany syndromem sztokholmskim polegający na tym, że ofiara broni prześladowcę.

„Jeśli jesteś dorosłym, który wierzy, że dzieci należy bić, gdy nie spełniają oczekiwań dorosłych, to zdecydowanie nie wyrosłeś na porządnego człowieka, mój przyjacielu. Wyrosłeś na skrzywdzonego człowieka, ponieważ to właśnie skrzywdzeni ludzie krzywdzą ludzi. Klaps nie jest wychowywaniem. Klaps jest krzywdzeniem. Kropka.”
L. R. Knost

Dzieci można wychować na porządnych ludzi bez bicia. Należy im stawiać granice, wymagać, uczyć odpowiedzialności i szacunku do siebie oraz innych, ale przemoc fizyczna lub psychiczna jest niedopuszczalna.

Jestem matką, która wychowała porzadnych ludzi bez bicia.

Oceń 139 31 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Zgłoś do moderacji

andrzej_a 19:25:59 | 2017-03-30
A może proces wychowania bezstresowego trzeba poddać raz jeszcze próbie faktów i weryfikacji?

Dzisiaj bezstresowi np Szwedzi,i Norwedzy... bardzo często w chwilach życiowych dramatów targają się na swoje życie. Nie potrafią przyjąć zmasowanych przeciwności losu, nie potrafią zmierzyć się i przegrać z rzeczywistością tego świata, skonfrontowaną z ich marzeniami o życiu.

Co jakiś czas widzę sfrustrowane dzieciaki na przystanku lub w innych miejscach publicznych, które robią raban ^3.
Mam ogromne obawy, że tolerancja ich rodziców wymknęła się im spod ich kontroli i chcąc dobrze dla swojego dziecka tak naprawdę niszczą go.

Takie dzieci, gdy dorosną, w przypływie nienawiści bedą mogły zrobić krzywdę innemu człowiekowi i powiedzą "bo mu się należało", bez odrobiny skruchy czy wyrzutów sumienia.

Właśnie teraz w Polsce wychowuje się takie zepsute pokolenie.

Skąd to wiem?

Sam jako dziecko cierpiałem na dużą nadpobudliwość dzisiaj nazwaną adhd. No i byłem czasem bity, gdy zasłużyłem.

Z perspektywy wielu lat życia, wiem że niektóre dzieci potrzebują "kagańca" który utrzyma je na właściwych torach życia, inaczej się wykoleją z tych torów i staną się przestępcami.

Zaznaczam, że nie twierdzę iż dzieci należy bić. Nie!
Jednak w niektórych przypadkach dzieci, za uczynione przez nie z premedytacją zło powinien być conajmniej jakiś klaps. Gorzej jest jak klaps nie wystarcza, wówczas muszą być zastosowane inne bodźce  psychiczne. Ale to już jest wyjątkowy temat na wyjątkowe przypadki.

Oceń 21 102 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

zbyszeks 16:52:47 | 2017-03-30
3. Totalitaryści zawsze chcą dobrze. Autor też chce dobrze. Nie biorą pod uwagę dwóch spraw. Po pierwsze nie biorą pod uwagę AUTONOMII innych ludzi i ich społeczności.

Autor nie bierze pod uwagę autonomii rodziny, tylko zabiera się za to, co tam członkowie rodziny między sobą robią. Jest to postawa typowo totalitarna.

Autor nie bierze pod uwagę, że może się mylić. Generalnie zestaw sądów na temat konsekwencji zachowań czy wychowania, to są opinie, trudne do rzetelnego zweryfikowania. Totalitarna władza nigdy nie ma wątpliwości, co do tego, czy może się mylić. Rozsądny człowiek, zawsze je ma i to dodatkowo powstrzymuje go przed wtrącaniem się w cudze sprawy i wygłaszaniem "z ambony" przekonań, jak inni powinni żyć czy wychowywać własne dzieci.

Oceń 32 114 Pokaż odpowiedzi odpowiedz

Pokaż więcej komentarzy

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook