Najgłębszy fundament ojcostwa
Józef Augustyn SJ
(fot. kwanie/flickr.com)
Praca nad sobą i dochodzenie do coraz głębszej świadomości siebie nie ogranicza się bynajmniej do wymiaru psychologicznego: do analizowania nastrojów, przeżyć, pragnień emocjonalnych. Poza i ponad wymiarem psychologicznym istnieje w nas wymiar Ducha - studnia artezyjska, z której bije strumień wszelkiej kreatywności. To właśnie wymiar Ducha decyduje o naszej ludzkiej egzystencji. Zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże (Rdz 1, 27) i to, co jest najgłębsze w nas, jest „podobne” do Stwórcy.
Nie wstydzić się swojej duszy
Żyjąc powierzchownie, zewnętrznie, w codziennym zagonieniu mężczyzna pozbawia się możliwości dotarcia do źródła własnego ojcostwa. Pozbawia się tym samym czerpania ze studni artezyjskiej, picia ze źródła wody żywe] (por. J 4, 14). Popioły powierzchowności (Tomasz Merton), zbytnia troska o siebie i swoją przyszłość, banalność codziennego życia, zmienność nastrojów mogą stać się przyczyną zamknięcia na transcendencję i cały wymiar ducha.
Mężczyzna Zachodu zajęty z jednej strony sobą oraz swoimi zmiennymi odczuciami i nastrojami, które poddaje nieustannej psychoanalizie i autopsychoanalizie, z drugiej zaś zaabsorbowany rzeczami zewnętrznymi, materią, techniką i sukcesem, staje się często niezdolny do świadomego przeżywania swojego życia wewnętrznego. Nie czuje w sobie większej potrzeby sięgania do źródeł wody żywej, nie czuje potrzeby Boga jako Ojca. Wydaje mu się, iż sam sobie wystarczy. Tę powierzchowność człowieka Zachodu trafnie odczytała młoda Żydówka, Etty Hillesum, żyjąca w warunkach nieustannego zagrożenia życia podczas drugiej wojny światowej. Dusza jest - zauważa Etty Hillesum - najbardziej wewnętrzną, nieświadomą częścią ludzkiego życia, szczególnie dla ludzi Zachodu. Sądzę, że ludzie Wschodu „odczuwają" - przeżywają swoją duszę bardziej w sposób wyraźny. Człowiek Zachodu nie bardzo wie, co z nią zrobić i wstydzi się swojej duszy, jak gdyby była ona czymś nieprzyzwoitym, dusza jest zupełnie czymś innym od tego, co nazywamy „ uczuciem ", nastrojem. Są ludzie, którzy mają wiele odczuć, ale mało w nich jest duszy. Te słowa napisane ponad pół wieku temu wydają się być wręcz proroctwem u końca dwudziestego stulecia.
Nowoczesny mężczyzna zajęty karierą, sukcesem, biznesem, zdobyczami nauki, nieustannym udowadnianiem sobie własnej siły lub też pogrążony w zmysłowych doznaniach, rzeczywiście wstydzi się swojej duszy, religijnych pragnień i potrzeb, wstydzi się przyznać, iż potrzebuje Kogoś większego od siebie, wstydzi się uklęknąć przed Bogiem. W pewnych kręgach inteligenckich religia uchodzi za sferę wstydliwą. Mówienie o moralności, o grzechu, o łasce Boga,
0 potrzebie zbawienia bywa traktowane jako wyraz intelektualnego zacofania. Wielu twórców współczesnej kultury wstydzi się religii uważając, iż daje ona zbyt jednoznaczne, a przez to - ich zdaniem - uproszczone rozwiązania dla ludzkiego życia. Dojście do prawdy uważa się za nierealne, stąd też lansowany bywa relatywizm filozoficzny i etyczny.
Motywacje tych postaw z punktu widzenia filozofii, religii i duchowości są zwykle złożone. Niewątpliwie jednak wielu ulega współczesnej modzie na relatywizm. Od religii niewątpliwie odstrasza fakt iż domaga się ona konsekwentnego dostosowania życia do wyznawanych idei. Wiara nie może być zbiorem pojęć o życiu i o świecie. Staje się ona autentyczna dopiero wówczas, kiedy zostaje wcielona w konkrety ludzkiej codzienności: życie małżeńskie, ojcostwo, przyjaźń, pracę zawodową, zaangażowanie społeczne, polityczne.
Życie człowieka owocem miłości Ojca
Doświadczenie sensu i celu ludzkiego życia, doświadczenie miłości małżeńskiej i rodzicielskiej wymaga odniesienia do Źródła ludzkiego istnienia - do Boga jako Ojca. Istnienie każdego człowieka jest owocem miłości Ojca, Jego skutecznego pragnienia. (...) Akt stwórczy Ojca zawiera w sobie dynamikę (...) powołania do życia. Człowiek rozpoczyna życie, gdyż jest umiłowany, zamierzony i chciany przez dobrą Wolę, która (...) go umiłowała, zanim powstał, znała go, mm go uformowała w łonie matki, konsekrowała, nim przyszedł na świat. Powołanie Ojca jest zatem tym, co wyjaśnia u samych podstaw tajemnicę życia człowieka i jest zarazem samą tajemnicą umiłowania i absolutnej darmowości24. Życie każdego człowieka jest arcydziełem miłości kreatywnej Boga i jest samo w sobie wezwaniem do miłości.
Bóg Ojciec nie tylko powołał człowieka do życia, ale dał mu także władzę przekazywania go. Otrzymany dar ze swej natury dąży do stania się dobrem dawanym. Przekazywanie życia jest darem i zadaniem człowieka: Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (Rdz 1, 28).
Odkrywanie ojcowskiego obrazu Boga staje się dla mężczyzny najgłębszym fundamentem, na którym może on zbudować świadome, odpowiedzialne i dojrzałe powołanie do miłości: miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Stwarzając człowieka na Swój obraz i nieustannie podtrzymując go w istnieniu, Bóg wpisuje w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety powołanie, a więc zdolność i odpowiedzialność za miłość i wspólnotę. Miłość jest zatem podstawowym i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej. Ojcostwo Boga jest odbite w każdym ludzkim sercu. Aby być dobrym ojcem, trzeba najpierw odkryć w sobie ojcostwo Boga, otworzyć się na nie i uczyć się kontemplować je w ciszy. Ojcostwo Boga jest bowiem źródłem wszelkiego ojcostwa.
Odblask tajemnicy Trójcy Świętej
Ojcostwo jest dawaniem życia, jest stwarzaniem na podobieństwo samego Stwórcy. Rodząc życie mężczyzna i kobieta spełniają Boże wezwanie: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię (Rdz 1, 28), i w ten sposób uczestniczą w stwórczej mocy samego Boga. Zrodzone życie nie należy do nich. Należy do Boga. Jeżeli mężczyzna pragnie głębiej przeżywać swoje ojcostwo, a nie ograniczać je jedynie do wymiaru fizycznego czy psychologicznego, winien docierać do korzeni swojego istnienia, do najgłębszych jego źródeł. Ojcostwo jest wyzwaniem dla mężczyzny.
Mężczyzna, który w akcie seksualnym daje życie dziecku, przedłuża swoje życie i dlatego w jakimś sensie rodzi także samego siebie. Nie tylko więc dziecko, syn odkrywa siebie w ojcu, ale także i ojciec odkrywa siebie w synu. Poprzez swoje dziecko ojciec zaczyna pełniej rozumieć zasadniczy cel i sens swojego życia. Stąd też więź ojca z dzieckiem naznaczona jest także wymiarem duchowym i religijnym.
1
2
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.33
Liczba głosów:
6
Komentarze użytkowników (3)
Dodaj komentarz
2010-06-23 10:08:23
|
Cytuj
|
Zgłoś
Błękitne Niebo
2010-06-23 10:06:46
|
Cytuj
|
Zgłoś
~szary
2010-06-23 09:21:37
|
Cytuj
|
Zgłoś
Błękitne Niebo
Znam ludzi, którzy nie znają Boga, a kochają właśnie tak, jakby od Niego Miłoscią!
I odwrotnie, znam ludzi, którzy znają Boga, a nie kochają wcale, męczą się okrutnie sami ze sobą i innymi...
TO wielka zagadka! Niezrozumiała.
Bo znając Boga można nie znać Jego Miłości, oraz nie znając Boga, mozna kochać niemal jak ON!
Niezrozumiałe, ale spotykane na co dzień.
W Dniu Taty - Moc Życzeń oraz dużo Miłości Bożej!
Logowanie
Wywiad bp. Pieronka - komentarze publicystów
2010-09-03 01:23:40
12
Dziewictwo - cnota czci godna czy przeżytek?
2010-09-02 23:43:10
26
Róbmy to, co Piotr - Łk 5, 1-11
2010-09-02 23:40:59
3
Człowiek – piękno i odblask Boga
2010-09-02 23:28:31
7
USA: nieodbudowana cerkiew, nowy meczet
2010-09-02 22:32:17
2
Przybywa stwierdzeń nieważności małżeństw
2010-09-02 22:10:11
47
Siostra Chmielewska chce pomnika
2010-09-02 21:24:07
10
Bezczelność w sprawie krzyża
2010-09-02 20:55:58
182
Komunia nie dla zwolenników in vitro669
Krzyżackie zapędy ojca Tadeusza Rydzyka247
Cham-Katofob Roku243
Watykan o dyskryminacji homoseksualistów218
Jak pozostać katolikiem w związku niesakramentalnym?218
Wielka Brytania: młot na katolickich homofobów217
Czy można pogodzić Darwina z Biblią?197
Abp Życiński: unikajmy teorii spiskowych192






