Między życiem a wiarą

Stanisław Biel SJ

(fot.clogozm/flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

Wiara i życie łączą się jak w kręgu. Patrzymy na życie w świetle wiary, ale z drugiej strony wiara bez życia jest martwa. Sentencja rabinistyczna mówi: "Piękne są słowa w ustach tego, kto je praktykuje". Wiara domaga się potwierdzenia w codziennym życiu.

 
Święty Jakub Apostoł pisząc o wzajemnym przenikaniu wiary i uczynków, pyta z pewną dozą ironii: Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie (Jk 2, 14-17).
 
Kilka dni temu rozmawiałem z młodą dziewczyną na prośbę jej matki. Matka przeżywała ogromny ból i niepokój o córkę. Córka w młodości była głęboko wierząca i praktykująca. Obecnie mężatka, ma piękny dom, najlepszy samochód, dobrą pracę w dobrze prosperującej firmie, kochającego męża... Jest szczęśliwa. I szczerze, jak sądzę, stawia pytanie: "Po co mi Bóg? Mam wszystko, czego pragnę".
 
Ta młoda kobieta wyraża myśli tysięcy, zwłaszcza młodych ludzi. Są szczęśliwi, zachłyśnięci światem, życiem i użyciem. Po co im Bóg?
 
We współczesnym świecie istnieje pewna antynomia. Wiara i życie stają się pojęciami wewnętrznie sprzecznymi. Ludzie chcą, by Bóg działał, a równocześnie nie zwracają na Niego uwagi, żyją na własny rachunek. Dopiero pojawiające się trudności i problemy pozwalają przypominać sobie o Bogu. A wobec tragedii wynikającej z fiaska własnych planów, stawia się gorzkie pytania: "Boże, gdzie wtedy byłeś?".
 
Wiara i życie muszą z sobą harmonizować. Głęboka autentyczna wiara prowadzi do życia etycznego opartego na zasadach Dekalogu i Ewangelii. Trudno sobie wyobrazić autentyczne życie w prawdzie bez przestrzegania zasad moralnych. I odwrotnie: życie etyczne prowadzi do Boga i umacnia wiarę. Święty Jan napisał: Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: Znam Go, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy (1 J 2, 3).
 
Zakłócenie równowagi między wiarą a życiem rodzi cierpienie i bolesne konsekwencje. Jezus zobrazował je w przypowieści o winnym krzewie i latoroślach (J 15, 1-11). Człowiek jest jak gałąź winorośli. Odcięta od krzewu więdnie i usycha. Przetrwa i rodzi owoce jedynie wtedy, gdy jest silnie połączona z matecznym krzewem i czerpie z niego życiodajne soki. Bez więzi z Bogiem i zachowania przykazań życie staje się uschłe, martwe, przypomina wegetację.
 

Wiara tradycyjna czy magiczna?

 
Nasze polskie społeczeństwo uważane jest nadal za katolickie; oficjalne statystyki wciąż wskazują niemal 90% wierzących, deklarujących przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego. Jednak rzeczywistość znacznie różni się od statystyk. Wiara nie harmonizuje z życiem; wierzący nie widzą sprzeczności między wiarą a brakiem zachowania norm etycznych. Widać to zwłaszcza w kwestiach aborcji, etyce małżeńskiej i przedmałżeńskiej, eksperymentach genetycznych czy etyce społecznej.
 
Wiara coraz częściej staje się selektywna; wybiera się prawdy możliwe do zaakceptowania we współczesnym świecie i wygodnym życiu, a odrzuca przestarzałe, niemodne. Ponadto coraz częściej przybiera ona charakter magiczny. Staje się obroną przed lękami, frustracjami; redukuje lęk przed śmiercią, poczucie winy, czy łagodzi rozczarowania.
 
Magiczny charakter wiary trafnie obrazuje udział w Liturgii. Dla wielu katolików ważniejsze jest święcenie pokarmów w Wielką Sobotę czy posypanie głowy popiołem w Środę Popielcową, niż udział w Triduum Paschalnym czy Eucharystii Wielkanocnej.
 
W religijności naturalnej, magicznej życie duchowe ogranicza się do wymiaru zewnętrznego, na przykład dobrych uczynków, niedzielnej mszy, pielgrzymek, drobnych umartwień; aby zasłużyć sobie na niebo. Religijność zewnętrzna oparta na elementach utylitarnych zajmuje miejsce religijności wewnętrznej, duchowości, opartej na miłości do Boga.
 
Antynomie między wiarą a życiem dobrze oddają dwa określenia ukute przez współczesnych chrześcijan: wierzący, ale niepraktykujący i praktykujący, ale niewierzący.
 
Wierzący ale niepraktykujący formalnie wierzą w Boga; jednak żyją jakby Go nie było. Bóg nie jest im potrzebny, Ewangelia nie ma wpływu na ich mentalność, postawy, wybory, życie...
 
W czasie mojej pracy duszpasterskiej we Wrocławiu rozmawiałem z młodym małżeństwem. Przyszli, aby ochrzcić dziecko. Z rozmowy wynikało, że sami mają niewiele wspólnego z Bogiem i Kościołem. Gdy zapytałem, jaki sens ma dla nich sakrament chrztu, usłyszałem: "Właściwie to chcemy ochrzcić syna na wszelki wypadek. Bo gdyby, nie daj Boże, coś się stało, będziemy mieć czyste sumienie".
 
Z kolei dla "praktykujących a de facto niewierzących" chrześcijaństwo sprowadza się do tradycji, rytów i obrzędów. Niedzielna Eucharystia to nużący przykry obowiązek, a inne sakramenty to zwyczaj, tradycja. Brakuje natomiast żywej wiary i głębszego doświadczenia Boga i przyjaźni z Jezusem.
 
Podczas rozmów w czasie prowadzonych przeze mnie rekolekcji ignacjańskich, zrodziła się we mnie myśl, że istnieje jeszcze inny rodzaj współczesnych chrześcijan: wegetujący. Są to wierzący, którzy przynależą do wspólnoty Kościoła. Korzystają z praw związanych z życiem wspólnoty, czerpią ze słowa Bożego, sakramentów, życia wspólnotowego. Natomiast nie wykazują żadnej zdolności kreatywnej, nie angażują się w życie wspólnoty, żyją w niej, ale nie tworzą jej, nie interesują się nią. Po prostu wegetują.

 

Więcej w książce: Gdzie jest Bóg w zagubionym świecie? 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.86

Liczba głosów:

28

Komentarze użytkowników (137)

Dodaj komentarz
2012-02-02 10:23:26 | Cytuj | Zgłoś
~praktyk
"Piękne są słowa w ustach tego, kto je praktykuje"

Nic dodać, nic ująć!
2011-02-06 11:58:20 | Cytuj | Zgłoś
~między zagrożeniem a wiarą
Oszczędzony dom w Hiroszimie, Japonia...
Jest powiązanie między wybuchem atomowym na Hiroszimie w Japonii, a wydarzeniami z Fatimy. Grupa Jezuitów przeżyła tą eksplozję bez jakiegokolwiek uszczerbku, a przebywali dokładnie w środku Hiroszimy, gdzie było centrum wybuchu. Nawet ich zwierzęta, pola i trawa zostały ocalone. Naukowcy nie byli w stanie znaleźć odpowiedzi na to zjawisko, ale teolodzy tak: „Jezuici żyli objawieniami z Fatimy”.
2011-02-06 11:11:58 | Cytuj | Zgłoś
~człowiek jest mały przed Bogie
Nie wolno krytykować zachowania się gejów bo od razu posądzają o nienawiść, a katolik ma prawo grzech nazwać po imieniu, upomnieć grzeszących gdyż inaczej przyzwalałby na grzech w tym wypadku bardzo ciężki grzech sodomii i grzechy nieczystości, rozwiązłosci, narzucane z takim naciskiem, groźbami i siłą.

Jest Pismo Święte, a w nim Dziesięcioro Przykazań, Kazanie na Górze, listy apostolskie.
Nie każdy, który mówi: "Panie" zostanie usprawiedliwiony, ale wyłacznie tacy, których wiara potwierdziła się życiem zgodnym ze Słowem Bożym.

 
2011-02-06 10:58:49 | Cytuj | Zgłoś
~Wizja człowieka według gejów
Dla aktywistów gejowskich popęd seksualny jest wszystkim, a płeć jest niczym. Właśnie dlatego na swoje parady „dumy” już oficjalnie zapraszają osoby „biseksualne” i „transpłciowe”.
„Kultura” gejowska prowadzi nie tylko do wyuzdania i do podporządkowania pojedynczego człowieka jego popędom. Ma także poważne, negatywne skutki społeczne. Oznacza bowiem promowanie życia skupionego wokół popędów, a zatem życia egoistycznego, hedonistycznego, pozbawionego wyższych, typowo ludzkich motywów działania. Aktywiści gejowscy promują postawę przewrotności i kpiny nie tylko wobec małżeństw i rodzin, ale także wobec tych homoseksualistów, którzy żyją w czystości, albo którzy pragną mieć żony i dzieci i dlatego szukają profesjonalnej pomocy terapeutycznej. Ponadto aktywiści gejowscy manipulują językiem oraz posłusznymi sobie mediami i politykami. Próbują zawładnąć sferą społeczną i wychowaniem w szkole.
Aktywiści gejowscy promują najbardziej
drastyczną redukcję antropologiczną w dziejach ludzkości.

Według aktywistów gejowskich to nie przekazywanie życia dzieciom czy praca dla dobra społeczeństwa, lecz skupianie się na seksualności oraz kierowanie się popędem stanowi najważniejszy powód do dumy. Według nich to popęd seksualny powinien być nadrzędnym regulatorem ludzkich zachowań. Aktywiści gejowscy proponują zatem filozofię życia typową dla erotomanów i maniaków seksualnych. Oczywistą konsekwencją tego typu wizji człowieka jest promocja wyuzdania i rozwiązłości, a także skokowy wzrost erotomanii, chorób wenerycznych i przestępstw seksualnych. Wizja człowieka, promowana przez aktywistów gejowskich, jest jeszcze bardziej drastycznie zawężona i wypaczona niż wizja człowieka promowana w systemach ateistycznych, które także — ze względu na przyjęte założenie o pochodzeniu człowieka ze świata materii — nie mogą dostrzegać jakościowej różnicy między człowiekiem a zwierzęciem. ks.M.Dziewiecki
2011-02-06 10:50:34 | Cytuj | Zgłoś
~Urzędnik nie odmówi ślubów g
Środowiska gejowskie mają poparcie i silne wpływy i mogą "zmusić" urzędników do udzielenia ślubu gejom co licznie czynią ale takiego ślubu nie zatwierdzi Bóg, przyzwolenia na takie śluby ani żadnego wytłumaczenia nie znajdzie w Piśmie Świętym. Są prawa Boskie i ludzkie.
Marsze „dumy” (ang. pride), organizowane przez środowiska gejowskie i wspierane przez polityków lewicy oraz liberalne media, mają trzy główne cele:
1. promocja homoseksualizmu i rozwiązłości seksualnej,
2. szantażowanie i zniechęcanie homoseksualistów, którzy szukają pomocy terapeutycznej oraz
3. walka z małżeństwem i rodziną.
- Według homoseksualistów powodem dumy człowieka jest coś innego niż rozumność i wolność - uważa psycholog. - Wyznacznikiem ich dumy jest popęd seksualny i orientacja seksualna. Kierowanie się popędem seksualnym uznają za najwyższą normę działania i za podstawę najważniejszych decyzji życiowych. Tymczasem człowiek, który nie kieruje się miłością, prawdą i odpowiedzialnością, lecz popędem, staje się kimś nieobliczalnym i groźnym. Jak wskazuje doświadczenie i kroniki sądowe, popędy bywają ślepe, a kierowanie się nimi prowadzi do uzależnień i przestępstw - przestrzega ks. Dziewiecki.
Duszpasterz uważa, że na czele motywów postępowania geje stawiają popęd, a nie miłość i odpowiedzialność. - Świadczy to o skrajnej niedojrzałości psychospołecznej gejów, gdyż kierowanie się głównie popędami i przyjemnością, to cecha małych dzieci oraz osób zaburzonych - ocenia.
Za krytykę gejów niejeden człowiek siedzi w więzieniu.
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?