Nawrócenie - tajemnica dziecięctwa Bożego

Życie Duchowe ks. Jacek Bolewski SJ

(Fot. sxc.hu)

ZOBACZ TAKŻE

Jesteśmy dziećmi Bożymi. Trzeba to przyjąć osobiście, wysłuchując Ojca, który przez swego Syna zwraca się do mnie: Moje dziecko (Łk 15, 31). Nawrócenie to nic innego, jak osobowe, dogłębne przeżycie tej prawdy: jestem umiłowanym dzieckiem Boga. Tu bije samo serce Dobrej Nowiny: Bóg jest miłością jako Ojciec, który tak nas umiłował, że Syna swego poświęcił, abyśmy przez Niego narodzili się na nowo jako dzieci Boże - w jedności Ducha Świętego. W blasku tej jednej fundamentalnej prawdy rozświetla się wszystko.

 

Tylko jak otworzyć się na światło tajemnicy? Wtajemniczenie w dziecięctwo Boże może przyjąć wiele postaci. Warto przyjrzeć się niektórym, aby znaleźć istotną hierarchię nie tylko wielu wartości, ale jedną, najbardziej niezwykłą: hierarchię dziecka…

 

Nawrócenie na… Boże Narodzenie

 

Kto przeżył nawrócenie, będzie pamiętał o nim do końca życia. Nie wystarcza przy tym ogólne stwierdzenie, że ktoś nawraca się "na chrześcijaństwo" czy na wiarę katolicką. Duchowy przełom ma konkretną postać i wiąże się z doświadczeniem żywego Boga, którego wcielenie włącza się w życie nowego człowieka. Rozważmy dwa świadectwa związane z Bożym Narodzeniem. Uderza najpierw ich czasowa zbieżność: oba poświadczone zdarzenia zaszły tego samego dnia, dokładnie w Boże Narodzenie 1886 roku. Przy całej odmienności nawrócenia w obu przypadkach, odkrywamy powiązanie z tajemnicą Wcielenia pod znakiem Bożego Narodzenia: Bóg przychodzi na świat i do poszczególnej osoby - jako Dziecko.

 

Głośniejsze było pierwsze nawrócenie, które po dziś dzień upamiętnia w paryskiej katedrze Notre Dame stosowna tabliczka. Pamiętne przeżycie stało się udziałem młodego Paula Claudela. Francuski poeta utracił wiarę, gdy wszedł w okres dojrzewania. Postawa buntu nie dała mu spokoju, gnębiły go myśli o śmierci pod wpływem doświadczenia śmierci dziadka.

 

Wspominał później: "Uratował mnie Rimbaud. Pokazał mi kawałek nieba. Powiew czystego powietrza. Coś, co już nie istniało, zaczęło dla mnie istnieć z powrotem. Rimbaud był w moim wieku. (…) Tak, wiem, mówi się, że bluźnił. Nie zaprzeczam, że są u niego i bluźnierstwa. Ale nie mylmy prorokowania i świętości. Prorocy nie są świętymi. Ich przesłanie nieraz obrasta brud. To tak jak narodziny. Coś czystego, nowego, niewypowiedzianego i dzikiego wytryska nagle spomiędzy krwi i ekskrementów".

 

Owo przeczucie tajemnicy narodzin dopełniło się pamiętnego dnia Bożego Narodzenia 1886 roku w paryskiej katedrze Najświętszej Maryi Panny. W relacji o swoim nawróceniu Claudel wspominał, jak po wcześniejszej obecności na sumie powrócił na nieszpory. Chór chłopców intonował "właśnie to, co, jak później się dowiedziałem, zwie się Magnificat. Stałem w tłumie, przy drugim filarze, u wejścia do prezbiterium, na prawo od zakrystii. I wtedy właśnie nastąpiło wydarzenie, które panuje nad całym moim życiem. W jednej chwili poruszyło się moje serce i uwierzyłem.

 

Uwierzyłem z taką mocą zgody na tę wiarę, z takim wewnętrznym uniesieniem, z tak niezbitym przekonaniem, z taką pewnością, nie pozostawiającą miejsca na jakikolwiek rodzaj wątpliwości, że później już żadne książki, żadne rozumowania, żadne przypadki niespokojnego życia nie zdołały zachwiać mojej wiary ani też, prawdę mówiąc, jej naruszyć. Przeszyło mnie nagle uczucie niewinności, uczucie wiecznego dziecięctwa Bożego, jakiegoś niewypowiedzianego objawienia".

 

Maryjny hymn uwielbienia Boga w dzień Jego narodzenia stał się wyrazem prawdy, którą właśnie Matka przeżyła w swoim Dziecku jako pierwsza i która odsłania się w "uczuciu" niewinności i dziecięctwa Boga. Drogą poety do tego przeżycia było gnębiące go wcześniej doświadczenie własnej ułomności, grzeszności. W opisie nowego doświadczenia chodzi nie o przelotne "uczucie", lecz o "czucie" sięgające tak głęboko, że przemienia całe ludzkie serce i życie: wczucie się w istotę samego Boga, prowadzące do Jego Serca, dokąd On jeden może człowieka wprowadzić dzięki Duchowi, który przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego (1 Kor 2, 10).

 

Najbardziej uderza to, że nawrócenie wiązało się dla Claudela nie tyle z przeżyciem osobistego, "własnego" dziecięctwa Bożego, ile z odkryciem źródła tej prawdy - w samym Bogu jako Dziecku! Dopiero przyjęcie tego "niewypowiedzianego objawienia" prowadzi do przyjęcia Bożego dziecięctwa w sobie…

 

Dopełnienie znajdujemy w drugim nawróceniu na Boże Narodzenie 1886 roku, mniej głośnym, ale danym osobie, która po swej śmierci stała się najgłośniejszą świętą nowożytnego Kościoła. Mała Tereska, późniejsza św. Teresa od Dzieciątka Jezus, miała wtedy niespełna 14 lat. Swoje przeżycie wspomniała później, gdy była już w upragnionym od dzieciństwa Karmelu.

 

W zakończeniu pierwszej części wspomnień, spisanych na życzenie przełożonej, dołączyła listę "Dni Łask, którymi Pan obdarzył swą małą oblubienicę"; wśród nich, po pierwszej komunii i bierzmowaniu w 1884 roku, widnieje: "Nawrócenie 25 Grudnia 1886 roku". We wcześniejszych wspomnieniach mówi dokładniej: "Dniem, w którym otrzymałam łaskę dojrzałości, jednym słowem łaskę mojego całkowitego nawrócenia, był 25 grudnia 1886 roku". Co wtedy przeżyła?

 

Samo przeżycie Tereski dokonało się jakby w przejściu - między nocną pasterką, która w kościele napełniła ją radością, a słowem ojca, który po wspólnym powrocie do domu "rzekł coś, co przeszyło mi serce"… Chodziło o drobiazg, ale właśnie to było wielką bolączką dziewczyny, że na drobne przykrości sprawiane czy to jej, czy przez nią samą, reagowała zwykle nadwrażliwością pełną łez…

 

1 2 3 4 5  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.71

Liczba głosów:

14

Komentarze użytkowników (4)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~WF.BW 09:24:58 | 2010-12-27
 @Zaczęłam czytać.Siedzę po turecku i kiwam się jak bym miała chorobę sierocą.Płacz.To przez to,że nie mam ojca duchowego@.

Szanowny Pan, komentuje tekst profesora uniwersytetu, z pozycji Jasia Przedszkolaka. Są też strony dla przedszkolaków...

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~teresa 09:46:14 | 2009-12-30
 Zaczęłam czytać.Siedzę po turecku i kiwam się jak bym miała chorobę sierocą.Płacz.To przez to,że nie mam ojca duchowego.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

anka 09:37:18 | 2009-12-30
dobry tekst, podobał mi się

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~r.kożuchowski 07:14:36 | 2009-12-30
Super.

Oceń odpowiedz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?