Modlitwa Pańska - wyraz zażyłości z Ojcem

George Martin

(fot. khrawlings/flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

Gdyby Jezus nie był Synem Bożym, bluźniłby, twier­dząc, że Jego zażyłość z Ojcem jest tak bliska. Nikt z ludzi nie może rościć sobie prawa do nazywania Boga Abba, do takiej zażyłości ze Stwórcą świata, któ­ra cechuje więź dziecka z rodzicami. Jezus zaś właśnie do tego wzywa swoich uczniów!

 
W modlitwie, której ich nauczył, a którą my na­zywamy Modlitwą Pańską, zwracamy się do Boga: "Ojcze", "Ojcze nasz". Jezus upoważnił swoich uczniów, by modlili się tak, jak On, by zwracali się do Jego Ojca jak do ich własnego Ojca.
  
Nie była to jedynie kwestia słów, jakiejś nowej formułki modlitewnej. Modlitwa, którą Jezus prze­kazał uczniom, odzwierciedlała nową relację, którą ustanowił On pomiędzy nimi a Bogiem. Tym, któ­rzy za Nim poszli, Jezus mógł dać prawo mówienia do Boga: "Ojcze", ponieważ Jego misją było uczy­nienie z nich synów i córek Bożych.
 

Bóg jako nasz Ojciec

 
Jezus nauczył nas, co znaczy to, że Bóg jest naszym Ojcem. Przypowieść o synu marnotrawnym jest tak naprawdę przypowieścią o miłującym ojcu (por.: Łk 15, 11-32). Czytając tę historię, często skupiamy się na postaci syna, który zażądał od ojca przypadającej mu części majątku, a następnie roztrwonił wszystko w odległej krainie. Ale istotą przypowieści jest nie tyle zastanowienie się nad sobą i powrót syna, co raczej entuzjazm, z jakim ojciec przyjął go z powro­tem. Ojciec przebaczył krnąbrnemu synowi bez żad­nych zastrzeżeń i wyprawił ucztę, by świętować jego powrót. Jezus uczy, że taki właśnie jest nasz Ojciec niebieski: chętnie przebacza nam i przyjmuje po po­wrocie. Przypowieść o synu marnotrawnym mówi o miłości Boga Ojca do nas i o Jego radości z nasze­go nawrócenia.

 

Jezus porównywał Bożą miłość ku nam z miło­ścią rodziców do dzieci. Uczył, że miłość Ojca nie­bieskiego znacznie przerasta naszą miłość do dzieci. "Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać do­bre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą" (Mt 7, 11). Jezus nauczał, że nasz niebieski Ojciec wie, czego nam potrzeba (por.: Mt 6,32) i przy­gotował nam wieczne mieszkanie: "Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo" (Łk 12, 32).

 

Przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa staliśmy się przybranymi dziećmi Boga. Syn Boży przyszedł na ziemię, abyśmy mieli udział w Jego relacji z Ojcem: "Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego" (J 20, 17). Jezus mógł więc wprowadzać uczniów w swoją modlitwę, ponieważ zapraszał ich, aby w Jego Ojcu odkryli swego włas­nego Ojca i zwracali się do Niego jako do ich Abba.
 
Pierwsi wyznawcy Jezusa mówili po aramejsku, czymś naturalnym było więc dla nich posługiwanie się aramejskim odpowiednikiem słowa ojciec, tym samym, którego podczas modlitwy używał Jezus. Wydaje się jednak, że praktyka ta przetrwała we wczesnym Kościele, nawet wśród chrześcijan, dla których aramejski nie był językiem ojczystym. Kie­dy święty Paweł pisał po grecku do chrześcijan, po­sługujących się tym językiem, chcąc opisać ich mod­litwę, wkładał w ich usta słowo Abba:
 

"Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież du­cha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w któ­rym możemy wołać: Abba, Ojcze! sam duch wspie­ra swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi" (Rz 8,14-16).

 

 

"Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!" (Ga 4, 6).

 
Chrześcijanie mówiący po grecku mogli z pew­nością posługiwać się greckim słowem oznaczającym ojca, modląc się do Boga - swego Ojca. Jednak przy­najmniej niektórzy z nich zachowali w pamięci aramejskie słowo abba, używane przez Jezusa i Jego wy­znawców, mówiących po aramejsku. Praktyka ta uwydatnia znaczenie modlitwy do Boga jako nasze­go Ojca: czynimy to naśladując Jezusa, który uczynił nas zdolnymi do tego, by wejść w bliską relację z Bo­giem - Jego Ojcem.
 

Duch przybrania za synów

 
Święty Paweł wskazuje na to, że nasza zdolność zwracania się do Boga "Abba, Ojcze" pochodzi od Ducha Świętego, ponieważ to w Duchu Świętym je­steśmy przybranymi dziećmi Bożymi. Jezus mówił również o Duchu Świętym i Jego roli. W Janowym opisie Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział Aposto­łom, że wprawdzie On odchodzi, ale oni nie będą opuszczeni: "Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocie­szyciela da wam, aby był z wami na zawsze - Du­cha Prawdy (...) Nie zostawię was sierotami" (J 14, 16-18). Apostołowie nie zostaną sierotami, ponieważ staną się przybranymi dziećmi Boga.
 

Dzięki zbawczemu dziełu Jezusa Chrystusa i obec­ności Ducha Świętego w nas, jesteśmy naprawdę przybranymi synami i córkami Boga. Możemy zatem zwra­cać się do Boga: "mój Ojcze", "Abba"; możemy mo­dlić się tak, jak Jezus. Gdybyśmy z własnej inicjaty­wy próbowali zbliżać się do Stwórcy świata, byłoby to wyrazem arogancji z naszej strony. Wolno nam jednak to czynić dzięki Jezusowi. Jak zauważa święty Paweł, nie musimy stawać przed Bogiem w bojaźni, nie jesteśmy niewolnikami skulonymi ze strachu przed panem. Jesteśmy synami i córkami, zbliżający­mi się z pełnym zaufaniem do naszego Abba, do na­szego Ojca. Przez Jezusa Chrystusa zostaliśmy dopuszczeni do bliskości z Bogiem.

 

Modlitwa do Boga naszego Ojca jest odważną deklaracją, dotyczącą naszej tożsamości: stwierdza­my, że jesteśmy synami i córkami Boga. Wypowia­dając słowa "Ojcze nasz" stajemy w intymnej relacji z Bogiem, ustanowionej pomiędzy Bogiem a nami przez Jezusa Chrystusa. Warunkiem zrozumienia modlitwy Jezusa jest uznanie, że Bóg jest dla Niego Abba. Modlić się tak, jak nauczył nas Jezus, to zna­czy zwracać się do tego samego Boga jako do nasze­go Abba. Jezus upoważnił nas do tego, by modlić się tak jak On; dał nam możliwość zbliżenia się do swe­go Ojca jak do naszego Ojca.
 

Nasza modlitwa jest więc wchodzeniem w rela­cję z Bogiem, możliwą dzięki Jezusowi. Nie da się sprowadzić modlitwy do techniki - do czegoś w ro­dzaju "instrukcji obsługi" bądź "recepty na sukces w modlitwie". W modlitwie zawsze pozostanie ele­ment tajemnicy, ponieważ modlitwa jest przejawem osobowej relacji z Bogiem. Tak jak ludzkiej przyjaźni nie można ograniczyć do zbioru ustanowionych reguł ani zawrzeć w podręczniku miłości pomiędzy matką a córką, tak samo nie możemy usuwać wy­miaru tajemnicy z naszego życia modlitwy. Nasza relacja z rodzicami stawała się coraz dojrzalsza w miarę jak dorastaliśmy, także więź z małżonkiem bądź bliskim przyjacielem rozwija się wraz z upły­wem lat. Podobnie ma się rzecz z naszą relacją do Boga: zmienia się, gdyż z czasem wzrastamy w mi­łości do Niego i coraz głębiej Go poznajemy. Wsku­tek tego również nasza modlitwa będzie ulegała zmianie.

 

 

Fragment pochodzi z książki Uczmy się modlić jak Chrystus, George Martin, Wydawnictwo WAM.

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.56

Liczba głosów:

9

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?