Grunwald 600 lat później, czyli...

Jan Wróbel / www.grunwald600.pl / NCK

Kadr ze spotu telewizyjnego przygotowanego na 600. rocznicę Bitwy pod Grunwaldem
(fot. grunwald600.pl)

ZOBACZ TAKŻE

"Od bohatera do gangstera"

 

Na pozór rycerstwo cieszy się w XXI wieku prestiżem i sympatią, gdy jednak wniknąć głębiej, widać, że prestiż i sympatia nie zostały dane tej grupie zawodowej raz na zawsze. O nie, nie – „etos rycerstwa” jest nadwątlony, wręcz zagrożony. Jego obrońcy muszą dzisiaj zewrzeć szyki i umiejętnie odbić utracone terytorium. Jest aż nazbyt wiele powodów, dla których rycerze… mogą nie stanowić wzoru do naśladowania. 

 

Bo przecież, po pierwsze...

 

Współcześnie, kiedy przemoc jest na ogół potępiana, ludzie, których podstawową umiejętnością jest sprawność w posługiwaniu się bronią, nie mogą liczyć na odruchową sympatię. Zwłaszcza że rycerz to nie policjant, żołnierz czy strażnik graniczny, tylko wolny strzelec. Lubimy rycerzy dokonujących walecznych czynów w dawnych epokach. To nie znaczy, że pozwolilibyśmy im dzisiaj na rycerską samowolę. Cenimy rycerstwo walczące pod Grunwaldem, bo nie dość, że to nasze rycerstwo, to jeszcze bije ono Krzyżaków, a wiadomo, co to były za gagatki.

 

Przecież jednak współcześnie uznalibyśmy to za porażkę państwa, gdyby nasze siły zbrojne składały się – jak w 1410 roku – ze skrzykniętych bitnych wojów, których nie obowiązują ani wojskowe dystynkcje, ani wojskowe regulaminy, ani nawet wojskowe przeszkolenie (o tym, czy rycerz nadawał się do tego fachu, rozstrzygała selekcja – to, czy przeżył na polu bitwy – a nie opinia kaprali). Byłoby też trudne do przyjęcia założenie, że dywizja wyposaża się sama, w takie uzbrojenie, na jakie ma ochotę.

 

Zobacz spot przygotowany na 600. rocznicę Bitwy pod Grunwaldem

 

 

Najważniejsze jest wszakże to, że współcześni Europejczycy starannie rozróżniają status cywila od statusu wojskowego – a zatem od pozycji człowieka poddanego regulaminowi służby w wojsku (policji, straży granicznej etc.), które to instytucje poddane są z kolei kontroli społecznej. A wszystko po to, aby bardzo jasno zawęzić możliwość użycia siły wobec obywateli przez tych, którzy noszą broń. Prawo do stosowania przemocy przez funkcjonariuszy dzisiejszych służb mundurowych obwarowane jest licznymi przepisami oraz podlega ścisłej kontroli.

 

Patrol, który udaremni napaść bandytów na niewinnych ludzi, musi spisać wielostronicowy protokół uzasadniający „podjęcie interwencji”. Jeżeli doszło do strzelaniny funkcjonariusze „spowiadają się” z każdego oddanego strzału – i jeszcze muszą pozbierać łuski po pociskach, jako załącznik do protokołu. Czasami drażni ta nadmierna (jak się czasem ocenia) kontrola nad poczynaniami ludzi, których, było nie było, to właśnie społeczeństwo zatrudnia, aby zapewnić spokój.

 

Skoro użycie przemocy wymaga drobiazgowego tłumaczenia się, można odnieść wrażenie, że policjant strzelający do zbira robi coś złego (czy z dobrych czynów trzeba się tłumaczyć?). Jednak ta nadostrożna procedura wynika ze słusznego przekonania, że stosowanie przemocy nie może stać się rutynowym, bezrefleksyjnym działaniem nawet w wykonaniu uprawnionych przez ogół obywateli funkcjonariuszy. Przemoc kusi – bywa rozwiązaniem łatwym, skutecznym i nawet przyjemnym. A my, obywatele współcześni, chcemy z tą pokusą walczyć. (Rycerze, słysząc to, przewracają się pewnie w grobach!).

 

Po drugie (a jakie ważne, bo o monopolu przemocy)...

 

Wyżej była mowa o malejącej akceptacji dla stosowania siły przez funkcjonariuszy państwa. A co dopiero powiedzieć o prawie do stosowania siły przez osoby prywatne! Rycerze nie byli „funkcjonariuszami państwowymi”, lecz wojownikami podległymi swoim bossom, przepraszam, panom feudalnym.

 

W Europie, po wielu wiekach ciężkiej pracy nad stanem powszechnej świadomości prawo obywatela do, nazwijmy to językiem potocznym, strzelenia w dziób innego obywatela, zostało drastycznie zredukowane przez prawo i obyczaj. Naruszenie cielesnej nietykalności to bardzo poważne przestępstwo i przed sądem nie pomoże tłumaczenie, że chodziło nam tylko o niewinne danie kuksańca, mające nauczyć moresu. Ba, nawet słowna agresja wobec drugiej osoby jest czynem karalnym. Karalnym, owszem – ale przez państwo, nie przez obrażonego!

 

We współczesnej Europie państwo ma monopol na stosowanie przemocy. Oczywiście, w każdym ustawodawstwie znajdą się paragrafy na temat obrony koniecznej – są jednak tak skonstruowane, aby nie zachęcać do rozciągania pojęcia „konieczności” na pojęcie „sprawiedliwości”, a tym bardziej – „odpłaty pięknym za nadobne”. Bo bywa, że sprawienie komuś porządnego łomotu uznawane jest za sprawiedliwe – a i tak państwo wymaga, aby owo wymierzenie oczywistej sprawiedliwości odbyło się w ramach przewidzianych ustawą: policja, prokurator, sąd…

 

Chcemy (my, społeczeństwo demokratycznej Europy) uniemożliwić prywatne stosowanie przemocy, bez względu na to, jakie towarzyszyłyby mu usprawiedliwienia. Świat, w którym każdy przekonany o swojej moralnej racji mógłby pobić, okraść lub zabić osobę uznaną za drania, mógłby się okazać światem powszechnego rozboju!

 

Księżniczko, czekaj na policję

 

Wskazaliśmy dopiero na dwie, zupełnie podstawowe zasady współczesnego porządku prawnego, a już widać, jak rycerstwu usuwa się grunt spod nóg. Wyobraźmy sobie dzielnego i szlachetnego zbrojnego, który w dzisiejszych czasach postanowił uwolnić księżniczkę z zamkowej wieży. Jest więcej niż pewne, że po osiągnięciu celu sam z kolei zostałby zniewolony. I to nie przez chabrowe oczy księżniczki, tylko tak zupełnie zwyczajnie – osadzono by go w państwowym zakładzie karnym.

 

Wdzierając się do obcego zamku, pogwałciłby bowiem tzw. mir domowy. Gdyby jeszcze księżniczce uratował tym życie – ale nie, co prawda płakała w niewoli, ale jej życiu nie zagrażało bezpośrednie niebezpieczeństwo (jak byłoby na przykład w wypadku ratowania ofiary z pożaru). Pozabijani po drodze strażnicy wieży – o ile właśnie nie wznosili topora nad karkiem uwięzionej – okazują się zatem ofiarami napaści naszego rycerza. Rycerz, dowiedziawszy się o przestępstwie, miał obowiązek zaalarmować policję – idę o zakład, że w ferworze przygody byłby o tym zapomniał. Albo „zapomniał” świadomie, by policjanci z oddziału specjalnego nie popsuli mu zabawy. Jaki wyrok dostałby nasz bohater? Trudno przewidzieć. Faktem jest jednak, że jego rola powinna się sprowadzić do pójścia na posterunek z informacją o pozbawieniu wolności panny X. Inne jego zachowanie przekroczyłoby granicę bandytyzmu. Napad z bronią w ręku, ot co.

 

Gangsterka wczoraj i dziś

 

No tak, skoro padło już słowo „bandytyzm”, zafrasujmy się wspólnie nad podobieństwem zawodu rycerza (to znaczy rycerza prawdziwego, takiego z XI czy XII wieku, nie rycerza z bajki o uwięzionej księżniczce) i zawodu „żołnierza mafii”. Trzeba od razu zastrzec – podobieństwa rzucają się w oczy, ponieważ w systemie feudalnym wczesnego średniowiecza można zauważyć schemat obecny w schemacie działalności mafijnej.

 

Mafia, najkrócej mówiąc, żyje z tego, że brutalnymi środkami narzuca wielu osobom na pewnym terytorium haracze. Oferuje pewnego rodzaju bezpieczeństwo – w zamian za wymuszone pieniądze obiecuje, że nikt inny wymuszać ich nie będzie. Pan feudalny we wczesnośredniowiecznej Francji rozumował podobnie: poddani na tym terytorium zobowiązani są do opłat i świadczeń na moją korzyść, a jak nie – to wyślę do nich moich rycerzy, a ci zrobią z opornymi porządek. W zamian oferuję, że nikt obcy nie złupi tych, którymi ja się opiekuję.

 

1 2 3  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.67

Liczba głosów:

3

Komentarze użytkowników (3)

Dodaj komentarz
2010-07-15 08:48:12 | Cytuj | Zgłoś
~modecom
 Fantastyczny teksty, ale się uśmiałem. Brawo. 
2010-07-15 06:59:18 | Cytuj | Zgłoś
brat_robot
Opisując historię łatwo nakładać współczesne standardy na przeszłą rzeczywistość. Ale rycerstwo to prawdziwy fenomen, zresztą całe średniowiecze to wspaniały okres pokazujący, że wartości chrześcijańskie mogą (nie bez pewnych przeszkód) być skutecznie wdrożone w organizację społeczną. Pojęcia takie jak treuga dei, kulturo i cywilizacyjnotwórcza rola klasztorów, tezy Ernsta Kantorowicza o obyczaju państwowym - to wszystko pokazuje, jak wielką rolę i pozytywną odgrywał w budowaniu Europy Kościół. Kiedy mówimy o etosie chrześcijańskiego rycerza nie można jednak zapominać, że emanacją tego etosu mieli być np... krzyżacy. Rycerze pobożnie udający się na krucjaty na pogańskich Żmudzinów czy Prusów to ideał rycerza średniowiecznego.
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?