Wychowanie dziecka - jak reagować na kryzys?
Jak dobrze wychować dziecko?
(fot. zara/flickr.com)
Zmienia się wyobrażenie o wychowywaniu dzieci. Powoli pryska mit o nieomylności rodzica. Przyzwyczajamy się do tego, że nie jesteśmy ideałami. Gdy pojawia się kryzys nie bójmy się specjalistów pomagających rodzinie - zachęca Krzysztof Szwajca*, psychiatra. Ich rola polega na pokazaniu rodzinie, że jest wystarczająco silna, by radzić sobie z problemami.
Bożena Wałach: Wychowanie dziecka to jedno z najtrudniejszych zadań rodzica, prawdziwe wyzwanie - to chyba nic dziwnego, że w tym procesie pojawiają się chwile bezradności?
Krzysztof Szwajca: Zmienia się nasze rozumienie tego, co to znaczy być dobrym rodzicem. Kiedyś było jasne, na czym polega jego rola. Przez wieki żyliśmy w świecie, w którym decyzja rodzica była usankcjonowana prawem albo boskimi przykazaniami. Autorytet wynikał z faktu bycia rodzicem. Dziś obserwujemy erozję dawnego systemu wychowania. Dzieci bardzo szybko dostrzegają, że rodzic nie jest idealny, że w wielu dziedzinach nie jest ekspertem. Upada model oparty na przemocy i pozycji rodzica, z którym się nie dyskutuje. Jeśli ktoś żyje w takim świecie, to znaczy, że karmi sie utopią, że sobie w nim poradzi. Autorytet nie jest nam po prostu dany. Musimy go nieustannie i mozolnie budować, a to nie jest łatwe. Może budzić niepokój i poczucie zagubienia.
Co w zamian? Co nam pozostaje, gdy w dzisiejszym świecie przestaje sprawdzać się stary model?
Bycie blisko, współodczuwanie, rozmowy - to są jedyne narzędzia, które mamy. Aktualnym pozostaje pytanie, jak karcić, jak nagradzać i jak budować swój autorytet? Niektórzy postrzegają te zadania, jako coś trudnego i bardzo obciążającego. Wielu rodziców sobie nie radzi, komuś „puszczą nerwy”, „użyje paska”. Za tymi eufemizmami kryje się niczym nie uzasadniona przemoc. Człowiek nie ma prawa bić drugiego człowieka, a jeśli to robi, to nie dlatego, że ten drugi „wyprowadził go z równowagi” tylko dlatego, że uznał, że ma do tego prawo, że nic mu za to nie grozi i postanowił „pójść na skróty”. Zamiast negocjacji, rozmów, tłumaczenia, przekonywania – uderzenie. W dwie sekundy możemy realizować swoją wolę. Ale przemoc jest krzywdząca i będzie skutkowała w przyszłości.
Dziś częściej niż dawniej potrzebujemy pomocy z zewnątrz?
Tak jak zmienia się nasze wyobrażenie o byciu rodzicem, tak samo zmienia się pomysł na to, kiedy zwracać się o pomoc z zewnątrz. Pozbyliśmy sie już mitu o nieomylności rodzica. Teraz łatwiej przyjmujemy, że rodzic może źle spełniać swoją rolę, dostrzegamy, że dzieci bywają zaniedbywane i krzywdzone. Są rodziny, które otaczane są opieką przez różnego rodzaju instytucje, takie chociażby jak MOPS i to nie jest żadną nowością. Ale elementem tej zmiany jest również to, że rodzice sami zgłaszają się po pomoc do psychologów czy psychoterapeutów. I w tym kierunku idzie świat. Coraz częściej potrzebni są eksperci i pomoc z zewnątrz.
Odnoszę wrażenie, że nie jest łatwo sięgać po pomoc kogoś postronnego.
Bywa, że rodzina czuje się upokorzona, kiedy musi zwrócić się o pomoc do specjalisty. Jest to swego rodzaju porażka. Tyle, że zadaniem rodzica nie jest bycie ideałem. Wystarczy, że umie „czytać” swoje emocje, uczyć się i być otwartym na potrzeby dziecka. Pójście do psychologa tego wszystkiego nie unieważnia. Wizyta w gabinecie nie pasuje wyłącznie do modelu, w którym uznajemy, że rodzic jest święty i zawsze ma rację. Gdy rodzic coś powie, to dziecko ze strachu i szacunku będzie posłuszne, a posłuszeństwo to przyniesie mu szczęście. Rzeczywistość jest jednak inna.
Co powinno być dla nas sygnałem, że warto zwrócić się o radę do specjalisty? Są sytuacje, na które powinniśmy być szczególnie wyczuleni?
Jedni idą do psychologa, gdy już nie dają rady, gdy są na progu wyczerpania. Drudzy znacznie szybciej. To zależy od całej masy czynników, w tym także kultury rodzinnej - tego, co dla nas znaczy być rodziną i jak jesteśmy osadzeni w świecie. Bywają rodziny zamknięte i nieufne wobec świata. Dla nich ważny jest rodzinny przekaz: nie wywlekamy brudów na zewnątrz, radzimy sobie sami, bo na zewnątrz czyha niebezpieczeństwo. Przy takim poglądzie na swoją rolę i miejsce w świecie, rzadko korzysta się z pomocy. I przeciwnie, są rodzice tak skłonni do szukania pomocy psychologa, że my sami zachęcamy, by próbowali radzić sobie sami.
Kiedy jest właściwy moment na wizytę?
Nie da się go odgórnie zdefiniować. Nie warto czekać dramatycznie długo i nie warto biec z każdą błahostką. Dobrze jest zachować zdrowy rozsądek. Często zwracamy się po pomoc, gdy zawodzą stosowane dotychczas metody i pomysły. Im rodzina jest bardziej zdolna do ekperymentowania, do zastanawiania się i modyfikacji swoich zachowań i rytuałów, tym lepiej, tym łatwiej poradzi sobie sama. Do nas trafiają osoby, które są pod ścianą. Na szczęście zmniejsza się bariera emocjonalna i coraz łatwiej jest szukać pomocy u specjalisty.
To zawsze jest decyzja indywidualna, kiedy przyznajemy przed sobą, że mamy problem, który nas przerasta. Temu może towarzyszyć poczucie upokorzenia albo winy. Warto jednak nie zwlekać. Często pomoc udzielona w miarę wcześnie jest mniej obciążająca, interwencja krótsza i bardziej efektywna. Czasem wystarczy jedna sensowna rozmowa i sytuacja się poprawia. Coś „drgnie”, coś się wydarzy w naszych emocjach, albo po prostu wysłuchamy tego drugiego i impas mija.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
2.92
Liczba głosów:
13
Komentarze użytkowników (16)
Dodaj komentarzLogowanie
Niektórzy to mają zawsze...
Małe - mniejsze -...
21.05.2012 14:43
1
5
Małe - mniejsze -...
20.05.2012 23:06
1
4.73
Kosaciec
Wiosna
19.05.2012 21:53
3
4.7
... schodząc z...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:17
3
4.69
***
Galeryjka wiosenna
18.05.2012 09:55
4.63
... zasypiając pod...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:14
4.58






