Ja mówię, ty słuchasz i są efekty

Być dla innych Tomasz Kołodziejczyk / slo

O uwagę Ci chodzi, tak? No i co? Dostałeś już tę swoją uwagę? Dostałeś? To siadaj!!”
(fot. marceau_r / flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

Uważam, że powinniśmy mówić o zasadach bycia w grupie jako o dorobku ludzkości. Naprawdę. Te zasady zostały wypracowane przez setki tysięcy lat. Ludzie po prostu nauczyli się tego, że grupa efektywniej pracuje, gdy jedna osoba mówi, a reszta słucha.

 

Obserwuję lekcję. Klasa druga szkoły podstawowej. Dzieci są raczej skoncentrowane, skupione, podążają za Panią. Koło 37. minuty lekcji jeden z chłopców zaczął szeptem rozmawiać ze swoim kolegę. Miałem wrażenie, że rozmowa była związana z tematem lekcji. Nagle nauczycielka prowadząca tę lekcję wrzasnęła. Naprawdę wrzasnęła. "Wojtek, wstań!! Natychmiast!! Którą zasadę złamałeś? No powiedz, którą?? (Miałem wcześniej zajęcia z nauczycielami w tej szkole i zgodnie z moją sugestią pięć podstawowych zasad obowiązujących w szkole wisiało w każdej klasie). Drugą, tak? - Drugą - odpowiedział załamanym głosem Wojtek". A Pani dalej krzyczy: "O co ci chodzi? No powiedz o co! (Na tychże zajęciach mówiłem, że jednym z powodów trudnych zachowań dzieci jest walka o uwagę.) - O uwagę Ci chodzi, tak? No i co? Dostałeś już tę swoją uwagę? Dostałeś? To siadaj!!"

 

Siedziałem jako obserwator w jednej z niziutkich ławek i oczywiście, natychmiast się zregresowałem. Znowu się poczułem jak gówno, jak wtedy, gdy chodziłem do szkoły i nauczyciele wrzeszczeli na mnie, że nie mam linijki albo czegoś takiego. Znowu było mi głupio i nie wiedziałem, co zrobić. Myślałem o tym, jak ochronić te dzieciaki. Ale zaraz potem pomyślałem, że taki sposób mówienia o zasadach jest świetnym sposobem sprawienia, by Wojtek (i oczywiście inne dzieci, które w tej sytuacji natychmiast się z nim utożsamiły) znienawidziły te zasady. Już długo zasada nr 2 albo i inne kojarzyć im się będą z krzykiem i represjami. (Nie pamiętam już jak brzmiała ta zasada, mam nadzieję, że nie mówiła o tym, że traktujemy się z szacunkiem).
 

Inny obrazek to spotkanie Rady Pedagogicznej. Czasami, z różnych powodów, prowadzę spotkania szkoleniowe Rad Pedagogicznych różnych szkół i ośrodków, ostatnio często tematyka tych spotkań obraca się wokół dyscypliny w klasie. Nie zawsze, ale dość często stoję przed Ciałem, prezentacja za mną, a przede mną nauczyciele wypełniający dzienniki, sprawdzający klasówki, panie torebkami zasłaniające pisane smsy, niekiedy na bezczela czytane są kolorowe pisma. Kiedy uda mi się skoncentrować uwagę na tym, co mówię i zaczyna się dyskusja, bardzo trudno jest mi wyegzekwować zasadę "Jedna osoba mówi, reszta słucha".

 

Mam wrażenie, że często jest odwrotnie ("wszyscy mówią, jedna osoba słucha" W tym przypadku pada na mnie). Jednym słowem, w czasie kiedy występują w roli słuchaczy, nauczyciele robią dokładnie to, czego zabraniają swoim uczniom w czasie lekcji, które prowadzą. I moja refleksja: Jeśli nauczyciele tak postępują, to czy wierzą w to, że przestrzeganie zasad, których uczą swoich uczniów, ma sens? Czy te zasady są dla nich na tyle prawdziwe i ważne, że sami przestrzegają ich w swoim życiu?

 

Często mam wrażenie, że nie, a zasady zachowania w klasie, których uczymy dzieci, wprowadzamy nie dlatego, że wierzymy w to, że one są ważne w życiu, w relacjach miedzy ludźmi. Te zasady służą głównie temu, żeby dzieciaki nie przeszkadzały nam na lekcjach, które prowadzimy. Naszej wygodzie. Dlatego wkurza nas tak bardzo sytuacja, w której uczniowie nie przestrzegają tych zasad.
Rozwińmy twórczo ten dorobek.


Opisane na początku sytuacje dobrze pokazują sposoby uczenia dzieci nienawiści czy obojętności wobec zasad, które wprowadzamy. W klasycznym podręczniku szarej pedagogiki Hipocritus pedagogicus. Nie patrz na to co robię, słuchaj tego co Ci każę (praca zbiorowa, wyd. Sophia, Kraków 2010), wyspie pedagogicznego rozsądku wyłaniającej się z bagna wychowawczej miałkości, sposoby te nazwane są następująco:
 

  • Nie rozmawiaj z dziećmi o zasadach. Po prostu żądaj od uczniów ich przestrzegania.

Nie ma co pytać ani wyjaśniać. Zbyt dużo rozmów wzmacnia wątpliwości uczniów. Albo, co gorsze, spowoduje, że zaczną uważać, że biorą odpowiedzialność za swoje zachowanie.

  • Nigdy nie zapisuj zasad, o których mówisz. Dzięki temu zawsze będziesz mógł je naginać na swoją korzyść.

Wszystko chyba jasne. Zasady służą wzmocnieniu naszej władzy. Przyznawanie uczniom racji tylko ją umniejsza.

  • Nie przypominaj uczniom o zasadach. W końcu chodzą już tak długo do szkoły, że dawno powinni nauczyć się ich przestrzegania.

Gdyby tylko chcieli, nauczyliby się ich i przestrzegali już dawno. Jeśli tego nie robią, to znaczy, że są tępi albo leniwi. Przypominanie im o zasadach jest tylko stratą czasu.

  • Pamiętaj o tym, że zasady nie muszą być stałe. Wprowadzaj lub zmieniaj je w zależności od własnych potrzeb.

W ten sposób ćwiczymy u dzieci elastyczność w myśleniu. W końcu jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do gorszych dni. Ważne, żebyśmy stale udowadniali, że nauczyciel ma rację. Dzięki temu budujemy naturalną hierarchię i przygotowujemy młodzież do dorosłego życia.

  • Ostro karz i poniżaj dzieci za łamanie zasad, które wprowadzasz. Dzięki temu na dłużej je zapamiętają.

Prawie całe zło wzięło się z tego, że przestaliśmy karać dzieci. Uczniowie mogą wszystko a nauczyciele nic. Przez bezstresowo wychowujących rodziców i szukających sensacji dziennikarzy nauczyciele stracili odwieczny autorytet. Dlatego twórcy wychowawcy wymyślają coraz subtelniejsze sposoby karania, do których nikt nie może się przyczepić. Publiczne poniżenie jest efektywną i ekonomiczną formą wychowawczą, ponieważ oddziałuje nie tylko na pojedynczego ucznia ale wszystkich świadków wydarzenia.

  • Nie wymagaj od siebie przestrzegania zasad, o których mówisz. Pamiętaj, że spójności od ciebie oczekują ci, którzy zepsuli dzieci, mówiąc o prawach człowieka w szkole.

Drogowskazy nie muszą iść w stronę, którą wskazują. Wystarczy to, że wiemy jak powinno być. Uczniowie niech pilnują siebie a nie dorosłych. A te (…), które zepsuły system szkolnictwa, mówiąc uczniom o ich prawach, powinny zostać przykładnie ukarane.

  • Pamiętaj o tym, że maksyma "zasady są po to, by je łamać" obowiązuje uczniów o pięć lat starszych od tych, których akurat uczysz.

Wszyscy wiemy, że gdybyśmy zaczęli przestrzegać zasad, które nas obowiązują, Polska przestałaby istnieć, a szkoły rozpadłyby się w ciągu tygodnia. Dlatego że jesteśmy dorośli zdajemy sobie sprawę z tego, których zasad przestrzegać i kiedy. Dzieci się dopiero tego uczą. Przestrzeganie naszych zasad jest ich obowiązkiem.

 

Dość już tych perwersji. Teraz na poważnie, czyli smutniej.


Kiedy mówimy o dyscyplinie w szkole, warto powiedzieć, że nie jest ona celem samym w sobie. Jest pewnego rodzaju narzędziem służącym temu, żeby osiągnąć stan harmonii i współpracy. Jednym z elementów budowania dyscypliny, czyli porządku i harmonii, jest uczenie dzieciaków zasad. Zasad bycia w szkole. Zasad odnoszenia się do innych.


Zasady są ważne. Dają poczucie uporządkowania. Pokazują, co można robić, a czego nie można. Ograniczają świat, ale równocześnie mogą dawać poczucie bezpieczeństwa (szczególnie, jeśli konsekwencje za ich nieprzestrzeganie są przewidywalne i adekwatne do skali wykroczenia). Dlatego warto zwrócić uwagę na to, jak rozmawiamy z naszymi podopiecznymi o tych zasadach. Jak zachęcamy do ich przestrzegania? Jak tłumaczymy ich wartość? Jak pomagamy im uczyć się przestrzegania tych zasad? To niektóre z pytań, które warto sobie zadać w tym kontekście.


Uważam, że powinniśmy mówić o zasadach bycia w grupie jako o dorobku ludzkości. Naprawdę. Te zasady zostały wypracowane przez milion lat stawania się gatunku ludzkiego i są one dorobkiem mnóstwa polowań, plemiennych rytuałów, sytuacji współpracy, różnego rodzaju spotkań itd. Ludzie po prostu nauczyli się tego, że grupa efektywniej pracuje, kiedy jedna osoba mówi a reszta słucha. Wtedy słyszymy to, co ktoś mówi. Ta zasada nie służy temu, żebym ja czuł się ważniejszy albo żebym mógł sekować uczniów za to, że rozmawiają w czasie lekcji. Jeśli uczniom trudno jest je przestrzegać (a na radach pedagogicznych możemy zrozumieć czemu) to naszym zadaniem jest pomóc im się tego nauczyć. Co zrobić, kiedy uważasz, że ktoś przynudza i chciałbyś mu przerwać? Co zrobić, jeśli uważasz, że mówi głupie rzeczy? Albo kiedy bluzka koleżanki jest ciekawsza od przysłówków? Dlaczego warto słuchać innych?


Podobnie z zasadą mówiącą o tym, że traktujemy się z szacunkiem. Ludzie lepiej pracują w społecznościach, w których każdy jest dobrze traktowany i znajduje swoje miejsce. Taka zasada to prezent. Pokazuje kierunek. Daje nadzieję, że jest to możliwe. Razem możemy uczyć się jej przestrzegania. No i jak traktować dzieciaki, które nie szanują innych?

 

Chciałbym też nie mieszać dzieciom w głowie za pomocą zasad i norm. Dlatego wyraźnie rozdzielam zasady ustanawiane w szkole czy placówce przez dorosłych i te, na które dzieci mają wpływ. Jeśli tego nie zrobimy, to kontrakt, czyli świadoma umowa dotycząca zasad, nie ma sensu. Wtedy mówimy dzieciom, jak ma być pod pozorem umowy, a kiedy one tej "umowy" nie przestrzegają mamy do nich pretensję "No przecież się umawialiśmy…".


Warto więc odróżnić zasady, które ustanawiamy jako dorośli od zasad, na które dzieci mają wpływ, czyli kontraktów. Jeśli ustanawiam jakieś zasady, biorę za nie odpowiedzialność. W Ośrodku Monaru dla młodzieży, w którym pracuję nie głosujemy na spotkaniu społeczności terapeutycznej zasady abstynencji narkotykowej. My, dorośli, ustalamy, że ona obowiązuje. Oczywiście, jeśli jest taka potrzeba, jesteśmy gotowi rozmawiać z naszymi podopiecznymi o tej zasadzie. Możemy pytać co myślą o niej, albo jak się z nią czują, albo co trudnego jest w jej respektowaniu. Jesteśmy w stanie uzasadnić, dlaczego uważamy ją za sensowną.


Kontrakt w szkole jest natomiast autentyczną umową między osobami z tej samej klasy dotyczącą tego, jak będą traktować siebie nawzajem. To umowa pomiędzy uczniami danej klasy, przy którym nauczyciel jest tylko sekundantem albo jedną z osób biorących udział w tej umowie. Taki kontrakt powinien być wypracowany przez klasę w autentycznym procesie jego układania. (Podkreślam ten fakt, bo jeden z moich znajomych opisywał podpisanie kontraktu w swojej klasie w ten sposób: biorę punkty z Internetu, czytam je uczniom, pytam czy mają jakieś uwagi, nie mają, wszyscy podpisują, mamy kontrakt). W genialnym scenariuszu tworzenia kontraktu klasowego, napisanym przez Marka Grondasa , po tej umowie dotyczącej tego, jak uczniowie tej klasy będą traktować siebie nawzajem, wychowawca pyta uczniów o to, jakie mają oczekiwania wobec niego jako wychowawcy. I uczniowie pracują nad tym zagadnieniem w małych grupach (bezpieczniej), odczytują te oczekiwania, wychowawca zapisuje je na tablicy o następnie rzetelnie i uczciwie na nie odpowiada. (Jak myślicie, jakie jest najczęstsze oczekiwanie uczniów wobec wychowawców? Uczciwość). Dopiero po tych odpowiedziach wychowawca mówi o swoich oczekiwaniach wobec uczniów tej klasy.


Zniechęcić uczniów do zasad jest stosunkowo łatwo. Wystarczy o nie nie dbać. Uczyć przestrzegania zasad i odpowiedzialności za własne zachowanie jest trudniej. I masz większą szansę, że poniesiesz porażkę. Wybierzmy efektywność!!

 

Tomasz Kołodziejczyk - socjolog, trener Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, współautor programu "Spójrz Inaczej" i "Spójrz inaczej na agresję", długoletni członek zespołu Ośrodka Resocjalizacji Dzieci i Młodzieży "Monar" w Łodzi

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

7

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

~Ilona 11:12:43 | 2012-04-02
Też jestem kobietą i rozumiem sens artykułu. Myślę że wszyscy - i nauczyciele i uczniowie zagubili się w tej masie zbiurokratyzowania - ustalanie zasad funkcjonowania w klasie jest OK ale po co nadawać temu jakąś jednolitą formę? Czy zasady wypracowane wspólnie przez nauczyciela i klasę będą mniej wartościowe niż "gotowiec" ściągnięty z internetu? Słowo "kontrakt" mnie osobiście kojarzy się z prawnymi konsekwencjami podpisania i obawiałabym się tworzenia czegoś co ma się tak zwać, samodzielnie - a przecież o to chodzi - czegoś, co wypracowaliśmy sami, łatwiej jest nam przestrzegać, niż czegoś narzuconego z góry. Czemu ma więc służyć wprowadzanie w życie dzieci słów ze świata dorosłych?
W wychowaniu najważniejszą zasadą jest konsekwencja, czyli stałość zasad i pewność nagród i kar, wszelkie naginanie do swoich potrzeb tego co ustalone poddaje w wątpliwość sens przestrzegania jakichkolwiek zasad. Czyli - sami hodujemy ludzi nieprzystosowanych do życia w społeczeństwie, bez zasad i niestałych.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~xj 10:49:37 | 2011-06-10
Bardzo dobry i rzeczowy artykuł. Ale pisał go mężczyzna i dlatego kobiecie może być trudno go zrozumieć ;) Tu nie ma "opowieści". Tu są fakty: sucho, z ironią, bezwzględnie wypunktowane.

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

~teresa 08:43:22 | 2011-06-10
Szczerze mówiąc pojęcia nie mam o co chodzi w tej opowieści.

Oceń odpowiedz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?