Czy mnie jeszcze kochasz?

List

Z dr Ewą Gurbą, nauczycielem akademickim UJ, rozmawia Marta Wielek.

 
Kiedy rodzi się dziecko, wydaje nam się oczywiste, że wymaga ono nieustannej opieki, uwagi i czułości rodziców. Potem malec dorasta, staje się coraz bardziej samodzielny, a rodzice - zwłaszcza matki - cieszą się, że wreszcie będą mogli trochę odsapnąć. Tymczasem dziecko „nagle" staje się nastolatkiem i...
 
 
... i potrzebuje tyle samo, a może i więcej, opieki, uwagi i czułości.
 
Jeszcze więcej?!
 
Jest takie powiedzenie: „Małe dzieci - mały kłopot...". Banalne, ale coś w nim jest, bo rzeczywiście wychowanie nastolatka jest dla rodziców i mentalnie, i psychicznie nie lada wyzwaniem. Dzieje się tak z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, potrzeby nastolatka są bardziej złożone niż czynności pielęgnacyjne przy niemowlaku. Aby dorastająca pociecha czuła się kochana, nie wystarczy ją nakarmić, wytrzeć nos czy wziąć na kolana i przytulić. Po drugie, w przypadku opieki nad małym dzieckiem rodzice mają poczucie, że to oni panują nad sytuacją, i że zawsze mogą zaradzić w trudnych momentach. Nastolatek, chociaż nadal wymaga rodzicielskiej opieki, potrzebuje jednak coraz więcej samodzielności. Rodzice muszą w taki sposób mu towarzyszyć, aby jej nie stłumić. To sprawia, że czasem czują się bezradni.
 
Dlatego o dorastaniu mówi się, że to „trudny wiek"?
 
Mówi się tak, bo jest to wygodne wytłumaczenie tego, skąd się wzięły niepokoje w idealnej dotychczas rodzinie. Kto jest winny, gdy w dyskusji z dzieckiem puszczają rodzicom nerwy? Przecież nie oni i nie ich ukochane maleństwo. Wszystko przez ten „trudny wiek".
 
A nie jest tak?
 
W tym momencie muszę wypowiedzieć sakramentalne: „Proszę pani, ten problem jest dużo bardziej złożony".
 
To od czego zaczniemy?
 
Mało kto zauważa, że w tym samym okresie, kiedy dzieci wchodzą w trudny wiek dorastania, ich rodzice przeżywają problemy wieku średniego. Zaczynają dostrzegać u siebie niekorzystne zmiany biologiczne, pewne symptomy starzenia się. Nie zawsze dobrze sobie z tym radzą. Niekiedy patrzą trochę z zazdrością na swoje dorastające dzieci, żałują, że możliwości, które mają przed sobą ich pociechy, dla nich są już niedostępne. W przypadku matek i dorastających córek zdarza się też nieraz rywalizacja na polu kobiecości. Wyraźniej doświadczane poczucie przemijania sprawia, że rodzice nastolatków dokonują swoistego bilansu sukcesów i porażek. Zastanawiają się, czy zrealizowali swoje młodzieńcze plany i marzenia; czy ich rodzina jest taka, jakiej pragnęli; czy dobrze wychowali swoje dzieci...
 
Rodzic snuje więc refleksję nad tym, co mu się wżyciu udało, a jego nastoletnie dziecko co rusz zgłasza jakieś pretensje...
 
Właśnie. I zaburza mu ten bilans na „półmetku życia". Ukochane dziecko podważa osiągnięcia ów, wytyka błędy, krytykuje to, co dla nich jest ważne. A każdy taki sygnał wysyłany przez dziecko bywa interpretowany jak ocena: „Popatrz, nie sprawdziłeś się jako opiekun". Biorąc pod uwagę, że większość dorosłych deklaruje, iż dobre wychowanie dzieci jest jednym z najważniejszych zadań życiowych, uwagi nastolatka mogą być bardzo frustrujące. Zwłaszcza, że zazwyczaj nie są one wyrażane ani subtelnie, ani zbyt delikatnie.
 
Są tacy, dla których bilans połowy życia jest przyczyną depresji czy poczucia niespełnienia. Jednak większość dorosłych powoli godzi się z tym, że nie udało im się zrealizować wszystkich młodzieńczych zamierzeń. Planują dalszy ciąg swojego życia w nowych warunkach. To wszystko jednak niezmiernie ich angażuje. Jeśli dołączymy do tego obowiązki wobec ich starzejących się i chorujących rodziców, niesłabnące zaangażowanie zawodowe, no i tę zbuntowaną latorośl, sytuacja jest nie do pozazdroszczenia.
 
Po jednej stronie mamy więc rodziców w kryzysie, a po drugiej?
 
Młodego człowieka - też w kryzysie. W latach 60. ubiegłego stulecia Eric Ericsson scharakteryzował rozwój człowieka od narodzin do śmierci za pomocą ośmiu kryzysów typowych dla kolejnych etapów życia. Za podstawowy kryzys okresu dorastania uznał kryzys tożsamości. Główne zadanie, z którym nastolatek musi sobie bowiem poradzić, to określenie, kim jest, kim chce być i do czego dąży. Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, bardzo często musi najpierw wiedzieć, jaki nie chce być. Dlatego dorastający często kwestionują sposób życia ów i odsuwają się od nich. Nierzadko po tych burzliwych latach przyjmują ich wartości, ale zanim je docenią i uznają za własne, bardzo krytycznie się do nich odnoszą.
 
To znaczy, że konflikt jest nieuchronny?
 
Obraz relacji młodzieży z rodzicami prezentowany przez badaczy zmieniał się na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat. W latach 60.
 
XX w. twierdzono, że młodzi muszą walczyć z rodzicami, bo tak przejawia się konflikt pokoleń. Wtedy to przecież „dzieci kwiaty" protestowały przeciw wojnie w Wietnamie i innym zjawiskom społecznym, za które odpowiedzialność przypisywały rodzicom i ich rówieśnikom. Obserwując to zjawisko, badacze, którym bliska była psychoanaliza, tłumaczyli, że wzrost napięć między nastolatkiem i jego rodzicami jest nie tylko nieuchronny, ale także niezbędny. Ich zdaniem, tylko w ten sposób dorastające dziecko może zdystansować się wobec najbliższych. To z kolei jest konieczne, aby odradzający się w nim popęd seksualny mógł być realizowany poza własną rodziną. Innymi słowy: czteroletni chłopczyk może pragnąć, aby mamusia była żoną (według Freuda jest to przejaw tzw. kompleksu Edypa), ale piętnastolatek powinien już sobie znaleźć inny obiekt fascynacji.
 
Co się od tego czasu zmieniło?
 
Gdy jakiś czas temu podjęto szczegółowe badania nad charakterem tych relacji, okazało się, że nie zawsze są one tak napięte jak początkowo sądzono. Co więcej, okazało się, że to rodzice bardziej niż dzieci zwracają uwagę na nasilenie się nieporozumień. Młodzi z kolei zauważają, że większa jest częstotliwość tych konfliktów. Przeżywają je nierzadko jako swoisty sparing z rodzicami, pomocny w osiąganiu własnej autonomii.
 
Najnowsze wyniki badań wskazują, że opisując więź rodziców z nastolatkami, możemy mówić nie tyle o jej kryzysie, co raczej o zmianie. Relacja podporządkowania powoli ustępuje miejsca partnerstwu. To wcale nie musi być burzliwe przejście. Sytuacja staje się trudna dopiero wtedy, gdy rodzice chcą, by dziecko było na ich obraz i podobieństwo, nie potrafią zaakceptować jego odrębności i indywidualności oraz nie godzą się na zmianę charakteru więzi między nimi.
 
Ale czy to nie oznacza osłabienia tej więzi?
 
W literaturze ciągle jeszcze brakuje nam spójnego obrazu relacji rodziców z dorastającymi dziećmi. Zauważa się, że rzeczywiście jest wtedy między nimi mniej pozytywnych emocji aniżeli we wcześniejszych okresach. Wydaje się to zresztą naturalne, że kilkuletni szkrab wzbudza cieplejsze uczucia niż zbuntowany nastolatek. Na ile odbije się to na wzajemnych relacjach rodzinnych, zależy jednak od temperamentu obydwu stron a także od tego, czy rodzice dojrzeli do dorastania własnego dziecka.
 
Zwykle pogarszają się też relacje w przestrzeni kontaktów fizycznych. Gdy u córki pojawiają się wyraźne oznaki dojrzewania, ojciec ma często obawy, czy może ją jeszcze wziąć na kolana i przytulić. Siłą rzeczy kontakty fizyczne ulegają więc ograniczeniu. Młodzi demonstracyjnie czasem je odrzucają, wstydzą się ich rówieśnikami. Jednocześnie ogromnie ich potrzebują, bo przez lata właśnie w ten sposób rodzice okazywali im swoją akceptację i miłość. Młody, dorastający człowiek zdaje sobie sprawę, że nie jest już takim milutkim, słodziutkim dzieckiem, wyczuwa większą rezerwę swoich rodziców i pamięta, że wcześniej traktowali go inaczej. Z jednej strony chce się odciąć, podkreślić swoją niezależność, a z drugiej cały czas potrzebuje czułości i wsparcia. Bardzo często pod wybuchami agresji w stosunku do ojca lub matki ukrywa niepokój: „Czy ty mnie nadal kochasz?".
 
Dorastanie to czas, w którym i młody człowiek, i jego rodzice powinni się nauczyć nowych form wyrażania uczuć i budowania więzi na zasadach nieco innych, aniżeli działo się to dotychczas. Wymaga to od rodziców zejścia z piedestału. Dobrze jest nawet, gdy nie ukrywają przed dzieckiem swoich słabości i niedomagań, bo dzięki temu rozwija się w nim także postawa opiekuńcza - tak potrzebna w następnych etapach życia.
 
Rodzice często boją się, że gdy zejdą z piedestału, ich miejsce zajmą rówieśnicy i dziecko przestanie się liczyć z ich zdaniem.
 
To jedno z takich medialnych, ale nie do końca prawdziwych, haseł. Ono trochę usprawiedliwia samych rodziców, bo łatwo jest powiedzieć:
 
„Mój syn nigdy taki nie był, to koledzy źle na niego wpływają". Badacze twierdzą jednak, że nastolatek poszukuje bliskiego towarzystwa wśród tych, których postrzega jako podobnych do siebie. Poza tym rówieśnicy stają się dla młodego człowieka autorytetem wtedy, gdy nie czuje on bliskości i wsparcia ze strony rodziców. Okazuje się też, że zdanie rówieśników jest ważniejsze od rodzicielskiego jedynie w wybranych dziedzinach życia, przede wszystkim w kwestiach ubioru czy muzyki, czyli - powiedzmy sobie szczerze - nie aż tak istotnych życiowo. Natomiast w przypadku ważnych wyborów dorastający kierują się systemem wartości podobnym do wyrażanego przez ich rodziców.
 
No to o co są te słynne awantury między nastolatkami a rodzicami?
 
Właśnie prowadzę badania na ten temat. Przygotowałam kwestionariusz, który wypełniają nastolatki i ich rodzice. Zawiera on listę sytuacji, które mogą wywoływać nieporozumienia. Są one związane z życiem codziennym, ale też z systemem wartości oraz zjawiskami, które w psychologii nazywają się zachowaniami ryzykownymi (np. stosowanie używek, brawura, wczesne podejmowanie współżycia seksualnego). Jestem na etapie analizowania wyników. Co jednak już udało mi się zaobserwować? Otóż najwięcej nieporozumień dotyczy spraw związanych z obowiązkami domowymi i szkolnymi, np. kwestiami porządku, nieangażowania się w sprawy domu, nieudzielania pomocy rodzicom, przesiadywania przed komputerem, telewizorem czy zaniedbywania nauki. Natomiast ani rodzice, ani dzieci nie odnoszą wrażenia, że źródłem rodzinnych nieporozumień jest różnica poglądów, systemów wartości czy stosunek do wspomnianych zachowań ryzykownych.
 
Może po prostu nie rozmawiają o swoich przekonaniach?
 
No właśnie. Aby to potwierdzić, muszę dokończyć badania, wszystko jednak wskazuje na to, że po prostu w domach nie ma rozmów na ten temat. Ludzie w jednej rodzinie w ogóle nie znają nawzajem swoich przekonań. Być może też część nastolatków sama nie jest świadoma tego, jakie wartości wyznaje. Myślę tak, bo w pewnym liceum, gdzie prowadziłam badania, niektóre młode osoby nie umiały np. wypełnić rubryki z pytaniem o wyznanie.
 
Rozmowy o wartościach w pewnym okresie są ważne, ale muszą być spójne z postawą rodziców. W okresie dorastania młodzi stają się bardzo krytyczni, jest to przejaw ich prawidłowego rozwoju. Rodzice jednak boją się uwag ze strony dzieci, bo zaburzają one miłą atmosferę w domu, a obecnie panuje trend, żeby zawsze ło fajnie, sympatycznie i przyjemnie. Rodzice nie powinni ucinać krytyki ze strony dziecka. Dzięki temu - po pierwsze - dowiedzą się, jakie ma ono poglądy. Po drugie, dadzą mu szansę na przećwiczenie asertywności na bezpiecznym rodzinnym gruncie. Jeżeli młody człowiek zobaczy, że w domu jest nieakceptowany, kiedy ża swoje przekonania, będzie mu trudno przeciwstawić się np. grupie rówieśniczej. Być otwartym na poglądy dziecka to jednak nie to samo, co zawsze się zgadzać z jego opiniami.
 
Dyskutować z nimi?
 
Jeśli ich nie podzielamy, mamy wręcz obowiązek powiedzieć to dziecku, ale nie możemy dyskredytować jego punktu widzenia. Powinniśmy mu pozwolić wyrażać poglądy, nawet jeśli trudno nam je zaakceptować. Często chcielibyśmy dopasować dziecko do naszej koncepcji życia i świata, a tymczasem ono się opiera - nieraz wręcz staje w poprzek naszych oczekiwań. To jednak później procentuje. Gdy rodzice - cały czas czuwając - dadzą młodemu człowiekowi pewną niezależność, to pomogą mu ukształtować autonomiczną osobowość. Dzięki temu jego zasady moralne będą wynikały z przekonań, a nie z uległości wobec autorytetu.
 
Niekiedy rodzice hamują rozwój tej autonomii, wywierając ogromną presję na dziecko, aby w każdej kwestii było im podporządkowane. Do pewnego momentu są nawet zadowoleni, bo dziecko jest posłuszne, grzeczne, ale potem narzekają, że równie łatwo poddaje się wpływom innych ludzi.
 
Szereg badań dotyczących sposobu budowania własnej tożsamości przez młodych ludzi potwierdza, że najbardziej dojrzała osobowość kształtuje się w domach, gdzie rodzice pozwalają dzieciom aktywnie poszukiwać własnej drogi, do pewnego stopnia też eksperymentować. Ani liberalna, ani nadmiernie wymagająca postawa rodziców nie sprzyja w takim stopniu rozwojowi dojrzałej osobowości. Najlepiej jest tam, gdzie rodzice są w bliskiej relacji z dziećmi, ale też precyzyjnie określają granice oraz obowiązujące zasady i są konsekwentni w ich przestrzeganiu.
 
Jak zatem przekazać dzieciom, co jest dla nas ważne? Można w tym burzliwym okresie znaleźć dobry czas na rozmowę o wartościach?
 
Na pewno nie chodzi o to, aby zwołać wszystkich domowników na naradę i ogłosić: „A teraz porozmawiamy o wartościach". Od razu będzie ciężka atmosfera i awantura jest niemal pewna. Trzeba się skupić na wykorzystywaniu codziennych okazji. Przecież już czytając czy opowiadając małemu dziecku wybrane baśnie czy historie, przekazujemy mu określony system wartości! Do rozmowy z nastolatkiem można np. wykorzystać film, który wspólnie oglądamy, skomentować to, co się dzieje z , wymienić się uwagami. Można porozmawiać o zachowaniach zaobserwowanych u znajomych, kolegów - jak on je ocenia, a jak my to widzimy. Chodzi o to, by cały czas towarzyszyć dziecku w tym, co ono przeżywa.
 
Rozmawiałyśmy o trudnym wieku, o konflikcie pokoleń, a co z burzą hormonów? To kolejne hasło odnoszące się do dorastających ludzi. Czy wszystkiemu winne są hormony?
 
I tak, i nie. Termin „burza hormonów" pochodzi z podręcznika o dorastających napisanego ponad sto lat temu przez Stanley'a Halla. Autor wskazywał, że wzrost poziomu hormonów, który zapoczątkowuje dojrzewanie, wprowadza zamęt w umyśle, w emocjach i dlatego jest źródłem całego zła tkwiącego w dorastających. Obecne badania dowodzą, że chwiejność emocjonalna czy wzrost agresywności młodych ludzi, wiąże się nie tyle z nagłym wzrostem określonych hormonów, co z wahaniami tego poziomu. Jednak nie tylko zmiany w poziomie hormonów są odpowiedzialne za obniżony nastrój, drażliwość czy gwałtowne reakcje emocjonalne nastolatków. Krytyczny wobec wszystkiego młody człowiek nie oszczędza też samego siebie, a to rodzi negatywne emocje. Wyraźnie w okresie dorastania obniża się samoocena nastolatka i pogarsza się jego samopoczucie psychiczne.
 
Dlaczego?
 
Tutaj również nie można wskazać jednej przyczyny. Niewątpliwie jedną z nich są zmiany biologiczne związane z dojrzewaniem a ujawniające się w wyglądzie nastolatka. Na początku są to zmiany niekorzystne, bo np. pojawia się trądzik, a sylwetka - szczególnie u dziewczynek - odbiega od powszechnie lansowanego wzorca (np. tłuszcz pojawia się nie tam, gdzie one by tego chciały). Badania wskazują, że dziewczynki są, w większym stopniu niż chłopcy w tym wieku, podatne na depresję.
 
Zmiany w wyglądzie często wywołują refleksję: „Nie jestem już dzieckiem, a nie traktują mnie jeszcze jak dorosłego. To kim ja właściwie jestem?". W tym sensie można więc powiedzieć, że wszystkiemu winne są hormo, ale też niemały udział w tym, jak przebiega dojrzewanie, mają czynniki środowiskowe, czy wychowawcze. W naszej kulturze brakuje rytuału przejścia w dorosłość. Ponadto niejednoznaczne traktowanie młodzieży niewątpliwie utrudnia jej przebrnięcie przez ten okres, łączący dzieciństwo z dorosłością. Młodzi skarżą się często, że otoczenie zachowuje się wobec nich niekonsekwentnie. Raz są traktowani jak dzieci: „Masz wrócić z imprezy o 22, bo skończyłeś dopiero 16 lat!". Innym razem, gdy oczekuje się od nich odpowiedzialności, słyszą: „Przecież ty masz już lat 16!". Przyznać jednak trzeba, że młodzi wkomponowują się w takie niekonsekwentne zachowania, w pewnych sytuacjach chcą mieć prawa dorosłych, a w innych sytuacjach uważają, że są jeszcze dziećmi.
 
Zmienia się ciało nastolatka, a umysł?
 
Zyskuje nowe zdolności poznawcze, głównie umiejętność abstrakcyjnego myślenia. Nastolatek odkrywa, że może oderwać się od rzeczywistości, tworzyć pewne hipotezy i wyciągać z nich logiczne wnioski. Dziecko siedmio- czy ośmioletnie, nawet jeśli myśli logicznie, potrzebuje do tego konkretnego materiału. Myśli albo o konkretnych zdarzeniach, w których uczestniczyło, albo o konkretnych przedmiotach, odkrywając między nimi pewne związki. Natomiast u nastolatka pojawia się możliwość uogólnienia, abstrahowania, refleksji nad tym, co dotychczasowe wydarzenia mówią o nim samym, jakie ma umiejętności, zdolności. Piątka z matematyki nie jest tylko nagrodą za naukę, ale powodem do tego, by zastanowić się, czy jest się dobrym w przedmiotach ścisłych. A dobry kontakt z ludźmi wywołuje refleksję, czy nie warto wybrać studiów, które pomogą tę umiejętność wykorzystać. Wcześniej kilkuletni chłopiec zapytany na rodzinnym spotkaniu, kim chce być, odpowiadał np., że strażakiem, bo był zafascynowany wozem strażackim. Opierał się na konkretnym przedmiocie, który widział, nie umiał spekulować, co by było, gdyby... Natomiast młody człowiek jest już w stanie wyobrazić sobie różne konsekwencje swojego wyboru.
 
Zmiany fizyczne, kryzys tożsamości, nowe umiejętności poznawcze. Czy jeszcze coś ważnego dzieje się w życiu nastolatka?
 
Myślę, że warto zwrócić uwagę na proces budowania światopoglądu. Profesor Stefan Szuman, założyciel Katedry Psychologii Wychowawczej na Uniwersytecie Jagiellońskim, już w latach 30. ubiegłego wieku wskazał, że światopogląd młodzieży wiąże się z tzw. idealizmem młodzieńczym, czyli potrzebą czynienia dobra. Nastolatek, zafascynowany możliwością tworzenia najbardziej wysublimowanych koncepcji i świata, tworzy pewien ideał rzeczywistości, a gdy odkrywa niezgodność między nim a tym co realne, to odrzuca rzeczywistość. Buntuje się przeciwko niej, krytykuje, próbuje zmienić „na swoją modłę". Z upływem czasu, kiedy wchodzi w różne relacje społeczne i podejmuje odpowiedzialność za swoje działania, ten idealizm ulega modyfikacji a młody człowiek powoli przystosowuje ideały do otoczenia, tak aby mogły zostać zrealizowane. Gdyby jednak nie ten idealizm, to nie byłoby zmiany, postępu czy rozwoju kultury.
 
Inną charakterystyczną cechą tego okresu jest skłonność do podejmowania ryzykownych zachowań...
 
Z czego ta skłonność wynika?
 
Dla młodego człowieka, który przeżywa zamęt tożsamościowy, silne wrażenia są swoistym wołaniem do siebie i świata: „Oto istnieję!". Wynika to też z tzw. egocentryzmu młodzieńczego, który w tym przypadku ujawnia się w postaci silnego przekonania młodego człowieka, że jest niezniszczalny, oraz w irracjonalnej wierze w swoje możliwości.
 
Mówimy głównie o problemach, a jakie są atuty tego okresu?
 
Nie jest dobrze patrzeć na okres dorastania wyłącznie przez pryzmat problemów. Rozpowszechniło się, także dzięki mediom, przekonanie, że dorastanie jest nieustającą walką między rodzicami a dziećmi. To wyobrażenie jest tak silne, że rodzice, których dzieci się nie buntują, odczuwają niepokój. Boją się, że coś jest z nimi nie w porządku.
 
Rodzice nie powinni podchodzić do okresu dojrzewania z obawą przed tym, co ich czeka. Dorastanie to czas otwierania się przed młodym człowiekiem zupełnie nowych możliwości w różnych sferach jego aktywności: poznawczej, społecznej i emocjonalnej. Przecież jak się ma „naście" lat, to przeżywa się pierwsze miłości i nawiązuje się, trwające czasem całe życie, przyjaźnie. Gdy rodzice, wspólnie z nastolatkiem, odkrywają ten nowy świat możliwości, mają okazję poznania nie tylko nowego swojego dorastającego dziecka, ale i zdobycia wiedzy o sobie. Mają niepowtarzalną szansę rozwijania się razem ze swoim dzieckiem.
 
Są jakieś kluczowe momenty, na które rodzice szczególnie powinni zwrócić uwagę w okresie dorastania swojego dziecka?
 
Jeśli rodzice są otwarci na dziecko, to już wcześniej odbierają od niego sygnały świadczące o jego dążeniu do samodzielności, a jeśli tej samodzielności u dziecka nie zobaczą, to powinni umiejętnie ją stymulować. Ważne jest również, aby wychwycić moment, w którym dorastające dziecko próbuje jakiś fragment świata mieć tylko dla siebie. Trzeba mu na to pozwolić - być z nim i rozmawiać, ale nie wchodzić w jego życie z butami. Dziecko ma prawo do intymności. Umiejętność zaakceptowania samodzielności dziecka, dawania mu coraz większych możliwości decydowania, jest też przejawem rozwoju jego rodziców. 

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.33

Liczba głosów:

3

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych
Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?