Nasze myślenie decyduje o sukcesie i porażce
Kto myśli lub wierzy, że jest szczęśliwy, ten jest szczęśliwy
(fot. S4N7Y/flickr.com)
To oczywiste, że nasze myślenie decyduje o sukcesie i porażce:
- Kto uważa się za „pechowca", automatycznie zachowuje się jak pechowiec i z konieczności musi ponosić porażki. Człowiek myślący negatywnie naturalnie błędnie interpretuje taką sytuację jako „pech", chociaż jest to tylko logiczne następstwo negatywnego zachowania.
- Kto w swym przekonaniu jest „szczęściarzem", tak też się zachowuje. Kto wszystko robi dobrze, musi także z konieczności odnosić sukcesy. Nie ma czegoś takiego jak „szczęście". Wygranie miliona będzie szczęśliwym wypadkiem tylko dla myślącego pozytywnie. Osoba myśląca negatywnie już na drugi dzień zaczyna martwić się inflacją, możliwością kradzieży itd., itd. I z roku na rok będzie coraz bardziej nieszczęśliwa (i coraz bardziej chora).
Szczęście (i pech) - czy to przypadek?
- Gdy Napoleon wybierał spośród kandydatów na stanowisko oficera, w pierwszym rzędzie nie pytał ich o pochodzenie czy wykształcenie, ani też o odwagę, mądrość czy pilność. Zamiast tego za szczególnie ważne uważał pytanie: „czy on ma szczęście?".
- Taki geniusz jak Goethe wiedział, że „głupiemu nigdy nie przyjdzie na myśl, jak bardzo zasługi zazębiają się ze szczęściem". Napoleon wiedział (podświadomie lub świadomie), że szczęście czy pech nie są przypadkiem, lecz logicznym i prawidłowym następstwem właściwych lub błędnych zachowań:
- Właściwe myślenie prowadzi do właściwych zachowań, a kto wszystko robi dobrze, nieodparcie odnosi także sukcesy.
- Tylko obserwatorowi, któremu nie są znane mentalne prawidłowości leżące u podstaw sukcesu, sukces ten jawi się jako przypadkowe „szczęście", zaś porażka jako „pech", na który jest się skazanym.
- Właściwe, to znaczy konstruktywne, celowe, odpowiedzialne i pozytywne myślenie obejmuje przeważnie więcej niż inteligencję, pilność, starania itd. razem wzięte; jest ono pojęciem nadrzędnym dla wszystkich tych pozytywnych cech.
Napoleon mógłby też zapytać: „Czy on myśli pozytywnie?" albo „Czy on myśli właściwie?" - co w gruncie rzeczy byłoby tym samym. Ale ponieważ łatwiej jest ocenić i sprawdzić, czy człowiek odnosi sukcesy albo czy ma „szczęście", Napoleon mądrze pytał nie o przyczyny, ale o skutek.
Podczas rozmów wstępnych przed przyjęciem do pracy i w działach spraw personalnych stawiane są niekończące się listy pytań i przeprowadza się ciągnące się godzinami testy psychologiczne. Z pewnością można przy tym wybadać specjalne skłonności i zdolności danej osoby. Jeśli jednak chce się dotrzeć do ostatecznie rozstrzygającego stwierdzenia, jak skuteczny jest lub będzie ten człowiek (pomijamy tutaj sukcesy odnoszone wysiłkiem woli, wbrew swoim przekonaniom i kosztem wewnętrznego niezadowolenia) - innymi słowy: czy działa on w zgodzie, czy przeciw niezmiennym prawom natury - to nie ma lepszego pytania nad to: „Czy jest pan dzieckiem szczęścia, czy też częściej spotyka pana pech?".
„Dziecko szczęścia" myśli przede wszystkim pozytywnie (znając prawidła mentalne lub robiąc to instynktownie albo w wyniku udanego wychowania) i stąd we wszystkich obszarach życia, zawodowego i prywatnego (nie da się ich od siebie oddzielić) ma często „szczęście"; jest także przeważnie szczęśliwe, co koniec końców jest innym określeniem na „pozytywne myślenie" - i tu koło się zamyka.
Każdy człowiek może i powinien wciąż poddawać się próbie lub osądowi, czy jest właściwie, czy fałszywie „spolaryzowany". Jeśli masz dużo zmartwień i odczuwasz lęk, jesteś pesymistą i rozpamiętujesz rzeczy, odnosisz wiele porażek i masz „dużego pecha", to jesteś - wedle słów Goethego - po prostu zwykłym „głupcem"! Ponieważ „kto wyczekuje nieszczęścia, «ten prosi się» o nie i z pewnością go doświadczy" (Mulford).
Tylko dla niektórych ludzi jest oczywiste, że nasze myśli mają potężny i decydujący wpływ na wszystkie obszary naszego ciała, chociaż codziennie doświadcza się tego wiele razy:
- Kiedy myślisz o smakowitym kotlecie, ślinka sama leci ci do ust - czy tego chcesz, czy nie.
- Kiedy w myśli przebiegają ci jakieś okropne obrazy, stajesz się blady i serce zaczyna ci bić szybciej.
- Wystarczy, że wyobrazisz sobie, iż walczysz ze swoim wrogiem, mięśnie same się napinają, a gruczoły trawienne natychmiast przestają pracować.
- Kiedy marzysz o tym, żeby leżeć na cudownej plaży, wszystkie twoje mięśnie automatycznie się rozluźniają, a procesy przemiany materii ulegają spowolnieniu.
A zatem: każda myśl zabarwiona emocjonalnie oddziałuje na ciało.
Więcej w książce: Sztuka pozytywnego myślenia - Klaus W. Schneider
Twoja ocena:
Średnia ocen:
4.24
Liczba głosów:
37
Komentarze użytkowników (26)
Dodaj komentarzbo choć jako przydzie
to se podskoc i zaśpiywoj
zgryzota prec pódzie.
Cupnij nogom i zagwiźnij
jaz ci sie rozlegnie
a bliźniego bracie miłuj
choć juz w grobie legnies!
Myślę, że Jezus potrafił cieszyć się swoim istnieniem na Ziemi. Oczywiście potrafił też cierpieć za nas kiedy przyszła na to godzina. Chwała Mu za to. Pokorne znoszenie cierpienia dla dobra innych (nie cierpiętnictwo!) jest osobnym tematem, który wcale nie kłóci się z ideą pm. W życiu jest czas radości, jest i czas łez. Jednak rozsądek każe nam kształtować swoją rzeczywistość w sposób jak najbardziej pozytywny - jest to naturalne i nie sądzę, żeby mogło to kłócić się z religią. Pozdrawiam.
Logowanie
Niektórzy to mają zawsze...
Małe - mniejsze -...
21.05.2012 14:43
1
5
Małe - mniejsze -...
20.05.2012 23:06
1
4.7
Kosaciec
Wiosna
19.05.2012 21:53
3
4.7
... schodząc z...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:17
3
4.69
***
Galeryjka wiosenna
18.05.2012 09:55
4.63
... zasypiając pod...
Bliżej nieba ...
17.05.2012 23:14
4.58






