Samodyscyplina. Ale jak to zrobić?

Samodyscyplina. Ale jak to zrobić?
(fot. shutterstock.com)
Anna Kaik

Bez niej nie da się zrealizować żadnego celu. O ile wstanie rano do pracy lub szkoły może jeszcze opierać się na zasadzie: "muszę, więc robię", o tyle realizacja planów, które narzucamy sobie sami, uda się wyłącznie dzięki samodyscyplinie.

Dyscyplina łączy się nierozerwalnie z silną wolą i samokontrolą. To swoisty nawyk pokonywania własnych, często chwilowych słabości - zmęczenia, lenistwa, zniechęcenia, apatii - i wbrew nim wykonywanie tego, co mówiąc najprościej, powinno być wykonane.

Nasze obowiązki możemy podzielić dwojako: na te, wobec których istnieje przymus wykonania  (praca zawodowa, szkoła, obowiązki domowe) oraz te, które dodatkowo narzucamy sobie sami. Nie rodzimy się jednak ani z poczuciem obowiązku ani automatycznie wrodzoną samodyscypliną.

Nauczenie pierwszego to ważne wychowawcze zadanie rodziców wobec dzieci. Często niełatwe.

DEON.PL POLECA

Czego Jaś się nie nauczy...

… tego Jan nie będzie umiał. Prawda tego przysłowia mocno odnosi się do dyscypliny, ponieważ najlepszym okresem na jej nauczenie jest czas dzieciństwa. Mówi Anna Drabek, coach i psychoterapeutka, prowadząca serwis JesteśOK.pl: - Trzeba dziecku od najmłodszych lat jasno ustalać zasady i wytyczać granice, co należy zrobić, a czego nie wolno. Dzięki temu dziecko pozna także ścieżkę akceptowalnych zachowań i swoje ograniczenia.

Jak to robić? Poprzez konsekwencję. Zrobisz bałagan, musisz posprzątać, nie posprzątasz, nie będzie bajki. Odpada tutaj reagowanie na często rozpaczliwe wysiłki dziecka, żebyśmy zmienili swoją postawę. Najprostszą metodą buntu malucha jest płacz. O ile większość rodziców, jest w stanie podołać temu protestowi, o tyle wobec słodkiej 7-latki, która napisze wierszyk, stanowiący "okup" za niezjedzenie obiadu, trudniej zachować "twardą rękę". Dzieci potrafią być bardzo kreatywne i uwielbiają "siłować się" z dorosłymi, żeby w ten sposób badać swoje możliwości. Jeśli dziecko zobaczy, że potrafi burzyć świat zasad dorosłych, którzy w jego oczach są przecież "alfą i omegą", zbuduje w sobie fałszywe przekonanie na temat własnych możliwości. Dla dorosłego człowieka wiara we własną omnipotencję jest kompletnie autodestrukcyjna, jak każdy fałsz, na podstawie którego buduje się swój obraz. Podstawowa zasada w relacji z dzieckiem to pamiętać, że ja tu jestem dorosły, a nie ten mały, uroczy szkrab, któremu należy się od nas nie pobłażliwość, ale ogromna za niego odpowiedzialność.

Najważniejszy związek - obowiązek

Żeby wpoić w młodą istotę poczucie obowiązku, trzeba wykorzystać podstawową drogę przyswajania sobie przez dziecko życiowych umiejętności: obserwację. Jeśli dziecko widzi, że rodzic całe życie dzień w dzień wstaje rano do pracy, przed posiłkiem myje ręce, po posiłku myje zęby, codziennie gotuje obiad, sprząta, robi domowe zakupy i pranie, niezależnie od tego czy jest zmęczony, wtedy istnieje największa szansa, że prędzej czy później samo zacznie tak robić. Zrozumie, że wypełnienie obowiązku to jedna z podstawowych zasad uczciwego życia. Konieczne jest stosowanie tych dwóch zasad: konsekwentnej perswazji i dawania przykładu równolegle. Jeśli któregoś elementu zabraknie cała nauka może iść na marne. Perswazja bez własnego przykładu to puste słowa, a przykład bez konsekwencji w perswazji to jak budowanie na piasku. Dziecko potrafi wtedy być obowiązkowe, jednak pokusy doświadczania fałszywej omnipotencji będą stale podburzały w nim tę zdolność na rzecz manifestacji własnej wolności i rzekomej niezależności.

Żeby chciało się chcieć

Wyższa szkoła umiejętności to samodyscyplina, wobec rzeczy, których nie musimy zrobić. Anna Drabek radzi przekonywanie siebie do dodatkowego wysiłku, zacząć od zadania sobie pytania: co mogę zyskać dzięki samodyscyplinie? Potem warto ustalić reguły, według których chcemy postępować i na nich opierać swoje wysiłki. Przykładowo: chcielibyśmy prowadzić zdrowy tryb życia, więc zgodnie z tą regułą przeznaczamy 4 godziny w tygodniu na wysiłek fizyczny, zmniejszamy ilość wypijanych kaw na rzecz zielonej herbaty i nic nie jemy po 19. Każdy ustala sobie sam zasady, na których chce oprzeć swoje życie i sam przekłada je na konkret. Warto wyznaczać też sobie cele. W tym przypadku - zdrowego trybu życia - można założyć, że w przyszłym roku wezmę udział w półmaratonie albo pojadę na urlop typu "rowerem dookoła Polski". Będzie to stanowiło dodatkową motywację.

Trzeba widzieć też sens swoich starań. Jeśli po pracy jestem tak zmęczony, że marzę tylko, żeby wziąć prysznic i iść spać, to wizja "zadań nadobowiązkowych" będzie nam się jawiła jako kara albo w najlepszym przypadku - rzecz niewykonalna. Wtedy trzeba rozpoczynać małymi krokami np. dodatkowy wysiłek - tak, ale nie codziennie, tylko przykładowo w soboty, i zacząć od rzeczy, które wymagają najmniej zmian. Samodyscyplina ma przecież służyć poprawieniu jakości naszego życia, a nie zamienieniu go w obóz pracy. - Potrzeba nam pracy nad sobą w dziedzinie samodyscypliny, jeśli doświadczamy jakichś skutków jej braku. Gdy odczuwamy, że przez brak dyscypliny coś tracimy, wtedy warto próbować to zmienić - tłumaczy A. Drabek. Bądźmy więc wobec siebie tak samo wyrozumiali, jak i wymagający. Zasada złotego środka sprawdzi się i w tym przypadku.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Samodyscyplina. Ale jak to zrobić?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.