Dlaczego mam brać ślub właśnie w Kościele?!

Gigi Avanti / slo

Na pytanie o znaczenie sakramentu nie otrzymałem prawie nigdy zadowalających odpowiedzi.
(fot. Gray Monk / flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

No właśnie, dlaczego? Nikt tego nie narzuca, a dzisiaj bardziej jeszcze niż dawniej, jeśli ktoś wybiera małżeństwo tylko cywilne, nie jest źle widziany ani spychany na margines.


Dzisiaj wszystko skłaniałoby do myślenia, że wybierając, dana osoba jest wewnętrznie przekonana co do swojego wyboru i zna jego motywy. Nie zawsze jednak tak jest: czasami czynimy pewne gesty bardziej z przyzwyczajenia społecznego niż z rzeczywistych powodów. Potwierdze­niem tego jest fakt, iż pytając wielu osób: „Dlaczego wzięliście ślub kościelny?”, można uzyskać całą serię odpowiedzi pięknych, budujących i nawet mądrych, ale rzadko dotykających istoty rzeczy.


Być może nie jest to niczyją winą, a może winni są po trochu wszyscy... Przypomina mi się autentyczny fakt, z którym zetknął się pewien proboszcz z przedmieścia Bolonii, do którego zwróciła się pewna „owieczka z jego stada” prosząc o ślub kościelny. Człowiek ten deklarował się jako ateista i nie praktyko­wał; toteż proboszcz zapytał: „Dlaczego prosisz o ślub kościelny, jeśli nie wierzysz w Boga?” Usłyszał taką odpowiedź: „Ojcze, jeśli ja nie wierzę w Boga, to wina jest moja czy ojca?” Jest to pytanie, które mrozi i zmusza do pokory.

 

Mówił mi z goryczą pewien stary wiejski proboszcz: „To czego brakuje wielu małżonkom chrześcijańskim, to właśnie bycia praw­dziwymi chrześcijanami”. Odzwierciedla to trochę zdanie jednej z postaci naszych czasów, Roberta Kennedy’ego, zabitego w Stanach Zjednoczonych, w czasie gdy przygotowy­wał się do zakończenia własnej kampanii wyborczej: „Dzisiej­szy świat posiada wszystko; brakuje mu tylko jednej rzeczy; szkoda, że tej najistotniejszej”.


Cały problem tkwi właśnie w tym. Często zdarzało mi się, rozmawiając z narzeczonymi i małżonkami, pytać ich, czy jest dla nich jasne, co jest „istotne” w wyborze małżeństwa chrześcijańskie­go. Dlaczego, ostatecznie, zawierają małżeństwo lub już zawarli małżeństwo w kościele? Oto najczęstsze odpowiedzi: „Aby nie sprawić przykrości dziewczynie”, „Ze względu na tradycję religijną rodziny”, „Bo nie zaszkodzi przypomnieć sobie czasami o Bogu”, „Aby otrzymać błogosławieństwo księdza”, „Bo wszyscy tak robią”. Na pytanie o znaczenie sakramentu nie otrzymałem prawie nigdy zadowalających odpowiedzi.


Faktem jest, że dla niektórych osób, zwracających uwagę na strój, na flesze, na odpowiednie uśmiechy, na kwiaty, na wystawne prezenty, na wspaniałe kościoły, Chrystus staje się problematyczny, niemal przeszkadza. Cóż może znaczyć Chrystus w domu, w łóżku, podczas podróży poślubnej, podczas krzątaniny domowej, przy robieniu zakupów, w trosce o dzieci? Tym bardziej, że On nie doświadczył tych wszystkich rzeczy...
Chętnie się Go przyjmuje na jedną godzinę, nawet z dodatkiem łezki, tak wykalkulowanej, by nie zniszczyć makijażu, w czasie wspaniałego solowego śpiewu Ave Maria; chciałoby się Go zadowo­lić, biedaka!, bo czeka od dwóch tysięcy lat! Później, po opłaceniu księdza, i On popada w zapomnienie.


Czy nie byłoby zatem bardziej uczciwe zadowolić się zwykłym błogosławieństwem (lub ślubem cywilnym), zamiast przyjmować sakrament, w którym nie docenia się nawet ogólnie religijnego powołania? To prawda, że sakrament się nie wyczerpuje, ale prawdą jest też, że czasami wydaje się być zmarnowany. Może dlatego, że o sakramen­cie myśli się na końcu, tylko jako o sprawie którą należy szybko załatwić?


Wszystkim zdarzyło się uczestniczyć w ślubie zawieranym w kościele. Ale czy naprawdę chodziło o małżeństwo chrześcijań­skie? W istocie, Chrystus niechętnie przebywa wśród hałasów i fleszy. Każemy Mu przełknąć pewne rytuały, co do których nie powinniś­my się dziwić, gdyby wziął za bicz... I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdybyśmy Go spotkali poza Kościołem, z Jego charak­terystycznym pytającym spojrzeniem, jakby chciał powie­dzieć: „Dlaczego zawarliście ślub w kościele?”


Więcej w książce: Kraina miłości. Przewodnik dla zakochanych, narzeczonych i młodych małżeństw - Gigi Avanti

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.91

Liczba głosów:

23

Komentarze użytkowników (40)

Dodaj komentarz
2011-05-30 11:32:57 | Cytuj | Zgłoś
~leszek
Zabrałbym głos w tej dyskusji, ale ~Leszek zmonopolizował ją i boję się, że tez by mi odpowiedział. Jego styl piętnujący rozmówcę, wyszukujący nieścisłości, agresywność wypowiedzi, przekonanie o zgłębieniu nauk kościoła, a przede wszystkim ogromna ilość czasu jaką on ma na dyskusję, zdumiewa mnie i zniechęca. Jako przeciętny człowiek nie mogę tyle czasu przesiadywac przed komputerem, często napiszę coś nieściśle lub niezbyt zrozumiale i wtedy liczę na dobrą wolę i domyślność czytelników.


~remik, jeżeli napiszesz coś nieściśle lub niezbyt zrozumiale to zawsze masz możliwość to sprostować lub wyjaśnić. Liczenie na domyslność przy niejednoznaczności to dość iluzoryczne, skoro nawet jednoznaczne wypowiedzi bywają opacznie rozumiane. Problem pojawia się wtedy gdy ktoś kto napisze coś nieściśle lub niezrozumiale nie potrafi się do tego przyznać i idzie w zaparte że jest dokłądnie tak jak napisał. Nie miej jednak pretensji o to, że jak ktoś czegoś nie zrozumiał lub zrozumiał inaczej niż chciałeś to pyta i prosi o wyjaśnienia. Przecież chodzi o to aby się właściwie zrozumieć a nie o to aby sobie napisać byle napisać.
Jak nie chcesz to nie zabieraj głosu, ale wtedy nie do mnie miej pretensje, że ja się wypowiadam a Ty nie.
Jesli fakt wyjaśniania wątpliwości uznajesz za piętnowanie i agresywność to nic na to nie poradzę. Zacznij pisać blog z zablokowaną możliwością komentarzy to nikt nie będzie zwracał uwagi na niejednoznaczność wpisów.
Mnie ~remik w Twojej wypowiedzi wiesz co zdumiewa? Twoja pycha i agresywność wypowiedzi oraz przekonanie o swojej nieomylności co do osądów mojej osoby.

Mam rodzinę, pracę i muszę się tym zajmować przede wszystkim.
Dlatego często nie wypowiadam się i zostawiam pole harcownikom.

Wybacz, ale co to kogo obchodzi dlaczego ktoś czyta ale nie pisze. Myslisz że to kogoś interesuje dlaczego jakiś ~remik czy ~leszek nie pisze?
2011-05-30 10:33:52 | Cytuj | Zgłoś
~remik
Zabrałbym głos w tej dyskusji, ale ~Leszek zmonopolizował ją i boję się, że tez by mi odpowiedział. Jego styl piętnujący rozmówcę, wyszukujący nieścisłości, agresywność wypowiedzi, przekonanie o zgłębieniu nauk kościoła, a przede wszystkim ogromna ilość czasu jaką on ma na dyskusję, zdumiewa mnie i zniechęca. Jako przeciętny człowiek nie mogę tyle czasu przesiadywac przed komputerem, często napiszę coś nieściśle lub niezbyt zrozumiale i wtedy liczę na dobrą wolę i domyślność czytelników.
Mam rodzinę, pracę i muszę się tym zajmować przede wszystkim.
Dlatego często nie wypowiadam się i zostawiam pole harcownikom.
2011-05-30 10:04:20 | Cytuj | Zgłoś
~leszek
~Grace, alkoholik, jako zniewolony i bezwolny w swoim alkoholizmie, nie może być obciążony grzechem za zło przepicia całej pensji i pozostawienia rodziny bez środków do życia. To w takim razie o czyim grzechu Ty mówisz?
Co to znaczy 'skutki alkoholizmu /złego czynu/'? Alkoholizm = zły czyn? Alkoholizm to nie zły czyn ale choroba! Alkoholizm to nie jest jakieś działanie czy czyny lecz pewien stan!
Skoro zgadzasz się z tym, że alkoholik jest zniewolony swoim uzależnieniem, więc jest przynajmniej częściowo pozbawiony wolnej woli, więc nie całkiem odpowiada za swoje czyny,, więc nie obciążają tej osoby grzechem, to jak możesz twierdzić, że grzechem są skutki alkoholizmu? Czyim grzechem są w takim razie?!? Kieliszka? Czyny alkoholika są skutkiem jego alkoholizmu i nie obciążąją go grzechem, ale są grzechem?!? Czyim?!?

~Grace, Skoro zgadzasz się z tym, że jeżeli skutkiem alkoholizmu jest nawrócenie to jest to łaska, a nie grzech, to jak możesz nadal twierdzić, że grzechem są skutki alkoholizmu? Łaska nawrócenia jest grzechem?!?

~Grace, a jak z kimś rozmawiasz w realu to też wysiłek wkładasz nie w to aby zostać zrozumiana ale w to aby mówić krótko? ;-)
Co komu po tym, że napiszesz krótko, skoro jest to tak chaotyczne i nieprecyzyjne że bardzo niezrozumiałe. Staraj się pisać przede wszystkim zrozumiale, a nie krótko.

Nie wiem, czy Ty masz problem tylko z wyrażeniem tego co chcesz tu krótko powiedzieć, czy może wchodzi tu jeszcze problem sformułowania zapytania do księdza i problem odbioru odpowiedzi księdza. Ale zrozum! Grzech może popełniać tylko konkretna osoba! A zniewolony alkoholik nie może być obciążany grzechem! Nie ma jednak czegoś takiego, że skoro jego nie możemy obciążyć to w zastępstwie przypiszemy bezpański grzech komuś innemu, bo nie ma bezpańskich grzechów!
2011-05-29 22:27:54 | Cytuj | Zgłoś
~Grace
 Leszku, w moim kosciele uslyszalam takie zdanie, ze alkoholizm nie jest grzechem. Majac okazje zapytalam innego ksiedza o to samo i potwierdzil. Grzechem sa skutki alkoholizmu /zlego czynu/ np. przeznaczenie calomiesiecznej pensji alkoholika na wodke przy rownoczesnym pozostawieniu rodziny /dzieci/ bez srodkow do zycia. 
Jesli na skutek uzaleznien czlowiek niewierzacy uznal, ze sam sobie z tym nie poradzi i zwraca sie do Stworcy, uznajc Go za swojego Boga co w konsekwencji prowadzi do nawrocenia to jest to laska /nie grzechem/. 
Z pozostala Twoja trescia zgadzam sie.
Widze, ze pisze dosc chaotycznie /niezbyt precyzyjnie/ ale jest to spowodowane tym, by ograniczyc sie do minimum tresci wszak to forum dla wszystkich.
2011-05-29 07:07:22 | Cytuj | Zgłoś
~leszek
Uzaleznienia takie jak alkoholizm, nikotynizm, narkomania itp. sa choroba a wiec nie sa grzechem. Grzechem sa skutki. Takie jest stanowisko kosciola.

~Grace, nieprawda... Nie takie jest stanowisko Kościoła...
A jak skutkiem alkoholizmu będzie nawrócenie się to też będzie ono grzechem?
Uzależnienia takie jak alkoholizm, nikotynizm, narkomania itp. ponieważ są uzależnieniami, to są pewną formą zniewolenia. Osoba uzależniona jest zniewolona swoim nałogiem. Można powiedzieć, że nie całkiem panuje ona nad swoimi czynami, gdyż w pewnym zakresie to ten nałóg, to uzależnienie nią rządzi. Ta osoba jest częściowo pozbawiona swojej wolnej woli. A skoro jest pozbawiona swojej wolnej woli, to nie można mówić o jej odpowiedzialności za czyny. W związku z tym, czyny będące wynikiem zniewolenia przez uzależnienie, nawet jeśli są obiektywnie złem, to jednak ze względu na brak wolnej woli nie obciążają tej uzależnionej osoby grzechem (przynajmniej nie ciężkim grzechem). Grzechem, i to nawet ciężkim, może natomiast być doprowadzenie się do stanu zniewolenia - oczywiście o ile było to świadome i dobrowolne...
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?