Jak rodzi się ojciec

Mariatresa Zatoni / slo

„Nieważne, kochanie, nic nie szkodzi, akceptuję cię takim, jakim jesteś" — to lekkomyślne odpowiedzi, bez wyobraźni i rozsądku
(fot. scribbletaylor)

ZOBACZ TAKŻE

Przedstawimy teraz magiczny moment, w którym rodzi się ojciec — prawdziwe świadectwo, za które jeste­śmy wdzięczni. Takiego przykładu nie sposób wymyślić, brzmi nazbyt autentycznie; czy jesteśmy rodzicami, pracownikami socjalnymi, a może duszpasterzami, stańmy przed nim z szacunkiem i pragnieniem naucze­nia się czegoś od tego prostego ojca robotnika.

 

Tutaj zaczyna się dar ojcostwa

 

Za­rys sytuacji: Giulio jest gniewnym, pozbawionym woli dwudziestolatkiem, jego pierwsze doświadczenia za­wodowe okazały się porażką i teraz, pod pretekstem rezygnacji z kursu, który mu się nie podoba, przesia­duje w domu, robi, co mu się żywnie podoba, krytykuje matkę, mnoży żądania. Matka nieustannie wszczyna awantury, że wraca nad ranem, wyleguje się w łóżku do południa, nie szuka pracy. Ojciec jest milczący i bez­silny. W tej sytuacji — z inicjatywy matki — zwracają się z prośbą o pomoc. W kilku odsłonach zapraszamy tego ojca, by wyszedł ze swej izolacji i stawiamy go wo­bec faktu, że jego bezsilne milczenie jest interpreto­wane przez syna jako przyzwolenie, a przecież nie może pozwolić, by jego żona (a nie po prostu matka jego syna!) była znieważana, słusznie lub nie. Wszystko to przez dłuższy czas kłębi się w umyśle tego taty, aż wreszcie: „Pewnej piątkowej nocy, kiedy nie mogłem zasnąć, poczułem się napełniony jakąś siłą i jasnością, których nigdy wcześniej nie doznałem. W mojej głowie prze­suwały się, jeden za drugim, problemy i rozwiązania, niczym wagony pociągu, każdy ze swym ładunkiem; na lokomotywie widniał bardzo jasny napis: «Głowa rodziny», i to na nim skonstruowałem platformę dla uwidocznienia ważności tej roli. Dosyć, nie mogłem już dłużej bezczynnie czekać, aż problemy same się rozwiążą, nie mogłem zostawić żony w takim położeniu, to zadanie należało tylko do mnie; nie mogłem dalej przymykać oka na to, że czasami syn stawał po mojej stronie w kłótniach z matką; a w następnym przebły­sku pomyślałem o zwierzętach. One również, podąża­jąc za instynktem, wybierają przewodnika stada, by utrzymał porządek. To on zdecydowanie reaguje, gdy trzeba ukrócić sprzeczki, a w odpowiednim momencie również staje w obronie. Jeszcze inne myśli kłębiły się w mojej głowie, aż wreszcie stanowczo podjąłem de­cyzję: jutro w południe przy stole zażądam ciszy, żeby przedstawić to, o czym myślałem w nocy.

 

Rzeczywiście, po skończonym obiedzie zabrałem głos mówiąc, że odtąd w tej rodzinie wiele rzeczy uleg­nie zmianie. Ja wreszcie zajmę należne mi miejsce, z którego zbyt długo rezygnowałem. Moją żonę popro­siłem, aby nie mieszała ról i przestała wszystkim się zajmować, a zaczęła być tylko żoną i matką.

 

Syn oniemiał, słysząc, że i dla niego wiele rzeczy się zmieni; nie będę dłużej akceptował jego stylu życia i będę od niego więcej wymagał, dla jego własnego do­bra, ale podkreśliłem również, że w potrzebie będzie mógł na mnie liczyć, zamiast szukać pomocy poza ro­dziną, jak to miał w zwyczaju.

 

Ku memu zdumieniu syn i żona wysłuchali mnie bez słowa, a w ich oczach dostrzegłem łzy. Poczułem się dumny z roli, w którą właśnie wchodziłem, choć wiedziałem, że nie będzie łatwo. W przyszłości wciąż miały nas czekać poważne konflikty, ale w tamtym mo­mencie jednego byłem absolutnie pewien — stawką był mój honor, nie cofnąłbym się nawet o krok, przekonany, że rozegram «bitwę» aż do samego końca. Uważam, że wszyscy skorzystamy na zajęciu z powrotem naszych miejsc i poczujemy się wreszcie jak prawdziwa rodzina.

 

Po upływie kilku miesięcy nadal jestem przekonany o słuszności podjętej decyzji. Mimo wciąż istniejących ewidentnych zatargów, zauważam, że mój wybór przy­nosi owoce, choć wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Cokolwiek by się nie działo, nie mam zamiaru zmniej­szyć czujności, «nie ustępuję))."

 

Co tutaj nastąpiło? Pewnej bezsennej nocy ojciec przepracowuje swoją decyzję odrzucenia bierności, zaryzykowania osobiście, uwierzenia w siebie jako ojca. Wszystko to przydarza mu się piątkowej nocy, ale wewnętrzny proces trwa już od dawna. Wreszcie wchodzi w kontakt ze swoim pragnieniem bycia ojcem na własną rękę — to wszystko świetnie obrazują wa­gony pociągu „każdy ze swym ładunkiem"; teraz, obok arcyznanych problemów, ten ojciec pozwala sobie na myślenie o rozwiązaniach, czyli samodzielnych pró­bach, zresztą pozbawiony złudzeń: „wciąż miały nas czekać poważne konflikty". Czołowy obraz jest nie­zwykle trafny: „na lokomotywie widniał bardzo jasny napis: «Głowa rodziny)". Istotnie, prawdziwą głową rodziny jest para, ale ten mężczyzna samodzielnie od­krywa, że jeśli nie zaangażuje się w pierwszej osobie, żona nadal będzie zajmowała się wszystkim, zawłasz­czając rodzicielską przestrzeń. „Stanowczo podjąłem decyzję" to coś na kształt (zdrowego!) wypowiedzenia wojny, której wynik wprawdzie jest nieznany, ale ina­czej co to by była za wojna? Nieznany do tego stopnia, że zadziwia przede wszystkim jego samego: „Ku memu zdumieniu wysłuchali mnie"!

 

Ojciec ma pewność co do jednego, a mianowicie, że „stawką był mój honor". To prawda. Tutaj zaczyna się dar ojcostwa — używanie siły jest niewygodne (kto wie, ile razy ten ojciec, gdy przyszło mu zmie­rzyć się ze sporami w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie praktykował, powtarzał sobie: „Może wcześniej było lepiej, kiedy pozwalałem, by żona wszystkim się zajmowała, a ja przyznawałem sobie prawo do jej ci­chego krytykowania, a może nawet czucia się ofiarą") , straszliwie trudna jest decyzja kochania syna/córki bardziej niż siebie samego.

 

Nasuwa się jednak pytanie: a gdyby to nie wystar­czyło? Gdyby tamtego dnia, przy stole, nie dopuścili go do głosu? Uwadze syna tak zaciekle dręczącego rodzi­ców nie może umknąć, że to nie był kolejny manewr matki instruującej ojca, wręcz przeciwnie. Matka nic o tym nie wiedziała, tak samo jak on; syn musiał więc poczuć, że coś się zmieniło. A gdyby nawet udał, że nic się nie stało, znowu trzasnął drzwiami, żeby nie sły­szeć, byłby to tylko jeszcze jeden sygnał dla ojca, który powinien z większym zdecydowaniem bronić własnego stanowiska.

 

A żona? Oto potwierdzenie napisane własnoręcz­nie — coś w rodzaju nietypowego werdyktu, w którym nareszcie nie ma oskarżonych.

 

„Jeśli chodzi o mnie, zauważam, że w rodzinie sprawy nieco się poprawiły, choć jeszcze czasami nie udaje mi się milczeć; niestety to wina mojego charakteru i braku cierpliwości, chciałabym widzieć efekty natych­miast, ale ufam mężowi i jestem z niego dumna. Często myślę o tamtej «magicznej» nocy, dla mnie to był praw­dziwy cud". Gdyby kobiety wiedziały, jaką siłę i chęć do zmian generują u ojca słowa „Jestem z ciebie dumna", ileż razy wypowiadałyby je na głos i w myślach!


Oto przygoda czekającą wielu ojców w okresie dorastania dzieci — wyjście ze „wspa­niałej izolacji", czyli zaangażowanie się w pierw­szej osobie, położenie na szali własnego honoru, jak mówi przytoczone przez nas świadectwo, decyzja o kochaniu syna/córki bardziej niż siebie samego (i własnej wygody). To oznacza również pracę nad nową solidarnością pary małżeńskiej. Zbadali­śmy także inne interakcje ojcowskie, wyrastające z braku szacunku dla dorastającego nastolatka.

 

1 2  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

12

Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?