Państwo absolutnie nieprzyjazne
(fot. Harold Lloyd/flickr.com)
"Unijne fundusze poprawiają komfort życia. Ale w wysokim standardzie też można głodować". O obliczu polskiej biedy z siostrą Małgorzatą Chmielewską rozmawiają Michał Kuźmiński i Michał Olszewski.
Michał Kuźmiński, Michał Olszewski: Bieda to stan, w którym brakuje na jedzenie czy opał. Wydawałoby się, że w Polsce, gdzie błyskawicznie przybywa telewizorów czy pralek, taka bieda powinna zanikać.
Siostra Małgorzata Chmielewska: Nieprawda. W Polsce żyje rzesza ludzi, którzy nie mają na chleb czy opał. Brakuje na dojazd dziecka do szkoły, a o dobrym mięsie można zapomnieć. Taką biedę widać w doświadczeniach naszej Wspólnoty Chleb Życia: wiele rodzin żyje na skraju nędzy. Mnóstwo ludzi wyjeżdża za granicę, co skutkuje rozbiciem i zniszczeniem ich rodzin. Pomoc społeczna w ogromnej większości ogranicza się do wydawania nędznych zasiłków.
Jeśli człowiek musi przeżyć miesiąc za 440 zł, to jasne jest, że żyje w biedzie. A tyle wynosi stały zasiłek pomocy społecznej dla osoby niepełnosprawnej, która z tego tytułu nie może pracować. Jedna z moich pracownic przeżyła miesiąc z dzieckiem za 150 zł. Dochód innej, której niepełnosprawność uniemożliwia pracę, wynosi 500 zł miesięcznie na nią i na dziecko. Wójt jednej z sąsiednich gmin, liczącej niespełna 5 tys. mieszkańców, mówił mi, że ma na liście 900 osób kwalifikujących się do natychmiastowej pomocy żywnościowej.
Kolejne oblicze biedy polega na tym, że wielka liczba młodych ludzi ze wsi i małych miasteczek nie ma szans na usamodzielnienie się. Ile musiałaby zarobić samotna matka z trójką dzieci, żeby wynająć mieszkanie? Młode małżeństwo pracujące u nas mieszka w Opatowie, z dwoma innymi rodzinami, w trzech pokojach z kuchnią. Zarabiając w sumie 2,5 tys. zł, nie mogą liczyć na kredyt, nie mówiąc o wkładzie własnym, ani na wsparcie rodziny.
Bardzo wielu młodych ludzi, choćby stąd, z okolic naszego Zochcina, nie zawiera małżeństw, bo ich na to nie stać. Oczywiście, sam skromny ślub kosztuje „co łaska”, ale z drugiej strony, dlaczego odbierać ludziom jedyne święto ich życia? Bierze się więc kredyt na skromne choćby wesele najstarszej córki. Młodsza czeka na jego spłacenie, żyjąc w międzyczasie bez ślubu z partnerem. Ostatnie z dzieci, jeśli w ogóle weźmie ślub, to grubo po trzydziestce.
Bieda wiąże się z bezrobociem. Piszą do nas zrozpaczone matki ze wsi i małych miejscowości, gdzie nie ma pracy. Owszem, czasem w sezonie uda im się dorobić. Ale np. tegoroczny zbiór owoców był bardzo często wstrzymywany, bo koszt zbioru przewyższał ceny skupu. Żeby się kwalifikować do pomocy dla bezrobotnych: zasiłków, szkoleń itp. – nie można posiadać więcej niż hektar ziemi, i to przeliczeniowy. Nie da się tymczasem z hektara utrzymać rodziny. W Polsce potrzeba na to 5 hektarów na osobę.
Chcesz dowiedzieć się więcej? Chciałbyś pomóc? - wejdź na stronę Wspólnoty "Chleb Życia"
Dopłaty rolnicze niczego nie zmieniły?
Nie bądźmy śmieszni. Wspólnota, mając 5 ha, dostaje rocznie ok. 2 tys. zł dopłat. Co to jest? Dopłaty urządzają posiadaczy 300 ha, ale nie małorolnych chłopów.
Polska nazywana jest „oazą wzrostu gospodarczego w kryzysie”. Wydajemy ogromne kwoty unijnych funduszy, rośnie nam PKB. Tymczasem Eurostat publikuje dane, według których co piątego Polaka nie stać na ogrzanie domu czy zjedzenie mięsa co drugi dzień. Jak to wyjaśnić?
Powiększa się dysproporcja między dynamicznie rozwijającymi się miastami a prowincją. Co więcej, bariera między nimi robi się szczelna – przeskok stąd do wielkiego miasta jest coraz trudniejszy.
Tutejsi młodzi ludzie, ponieważ od początku nie mieli równych szans edukacyjnych, nie mogą się dostać na studia stacjonarne na dobrych uczelniach. Poza tym, czują ogromny lęk przed przeprowadzką do wielkiego miasta. Podejmują więc studia w pobliskich miasteczkach. I to za własne pieniądze, bo – to kolejna niesprawiedliwość – w praktyce to głównie biedna młodzież płaci za studia. A wykształcenie zdobyte w prowincjonalnych „wyższych szkołach czegośtam” jest często na poziomie dawnej zawodówki. W efekcie młodzież nie ma szans na wyrwanie się z kręgu.
Pejzaż wsi składa się dziś z nowych lub świeżo wyremontowanych domów, zadbanych obejść, lepszych samochodów. Gdzie tu bieda?
Większość nowych domów, które widzieliście po drodze do Zochcina, zostało zbudowanych za pieniądze zarobione ciężką pracą za granicą. Burmistrz pobliskiego Staszowa mówił mi, iż niepokoi się tym, że bardzo wielu ludzi z tych okolic, którzy wracają z pracy za granicą, zamiast inwestować np. we własne firmy, wydaje pieniądze na wille. To też objaw biedy, podobnie jak tragedia kredytów: skoro normalną drogą nie da się zaspokoić potrzeby życia w dobrym standardzie albo wręcz luksusowym standardzie, trzeba się albo zaharowywać za granicą, albo wziąć kredyt, którego nie będzie się mogło spłacić. Do naszych domów dla bezdomnych przychodzi mnóstwo ludzi, których zniszczyły kredyty.
Twoja ocena:
Średnia ocen:
5
Ilość głosów:
23

