Co robią "zwyczajne" dziewczyny?

Dziennik Polski Majka Lisińska-Kozioł / slo

(fot. Unlisted Sightings / flickr.com)

ZOBACZ TAKŻE

Chodzą do jednego z najlepszych liceów w Krakowie. W tym roku zdają maturę, więc na brak zajęć żadna nie narzeka. Mówią, że są zwykłymi dziewczynami, które lubią imprezy, spotkania ze znajomymi, buszowanie w księgarniach i zakupy.

 

Marta - interesuje się sportem, szczególnie siatkówką w męskim wydaniu. Ostatnio nie odchodzi od telewizora, bo nasi siatkarze walczą właśnie na mistrzostwach świata we Włoszech. Lubi muzykę, gra na gitarze i klarnecie. Chce się dostać na medycynę.


Monika - od siatkówki woli pływanie, żeglarstwo i jest ratowniczką. Gra na gitarze.

 

Magda - tak, jak Marta - kibicuje siatkarzom. Uwielbia spotkania towarzyskie i zakupy. Też myśli o medycynie.

 

Agnieszka - lubi siatkówkę - to chyba zresztą jakaś epidemia w tej biochemicznej III C. Była z koleżankami w katowickim "Spodku" na turnieju siatkarek im. Agaty Mróz. Lubi matematykę. I jak koleżanki wybiera się na medycynę.

 

Ola - szczupła i wysoka przyznaje, że jest fanką dobrego jedzenia. Często słucha muzyki i uwielbia włóczyć się po ciucholandach. Biotechnologia to jej marzenie.

 

Patrycja - chciałaby być lekarką. Ma wielu znajomych, lubi sport i lubi ludzi.

 

O hospicjum dla dzieci dowiedziały się przypadkiem. Od nauczyciela religii. - Zaczęło się od tego, że raz, czy dwa pojechałem z pielęgniarkami i lekarzami Domowego Hospicjum "Alma Spei" do dzieci, które są pod ich opieką - mówi Grzegorz Bobek, czyli pan od religii. - Nie były to łatwe wizyty, ale przekonały mnie, że hospicjum daje nadzieję. Że nie jest to czekanie na śmierć, ale że to po prostu życie. W Alma Spei szuka się sposobów, by wnieść w nie radość. To mi się spodobało. Zająłem się wolontariatem.

 

Dziewczyny zgłosiły się same. Dziś każda czuje, że dokonały właściwego wyboru.

 

Magda zaczęła od kwestowania z puszką. - Było tak, że wiele osób wrzucało pieniądze, ale nikt o nic nie pytał. Ludzie szybko odchodzili. Jakby się bali już samego słowa hospicjum. Dlaczego? - bo powszechnie to słowo kojarzy się ze śmiercią.

 

Marta ma inne odczucia. - Pojechałam z dziećmi na całodniową wycieczkę. Osoby, które spotykaliśmy były bardzo pozytywnie nastawione i do dzieci, i do nas. Niektórzy ludzie dziękowali nam, że jesteśmy, że poświęcamy swój czas. Podchodzili żeby porozmawiać. Pytali, czy można jakoś pomóc, zapisywali nazwę hospicyjnej strony internetowej.

 

Agnieszka zaprzyjaźniła się z szesnastoletnim Kamilem. - Ma dziecięce porażenie mózgowe. Jeździ na wózku inwalidzkim, zdaje sobie sprawę ze swoich ograniczeń, ale udało nam się nawiązać fajny kontakt. Dużo gadamy o siatkówce, bo oboje się nią interesujemy.

 

Kamil chodzi do szkoły z innymi chorymi dziećmi, a potem wraca do domu, gdzie czeka na niego mama. Bardzo mu oddana, kochająca, ale przecież rozmowa z nią nie zastąpi kontaktów z rówieśnikami.

 

Agnieszka przyznaje, że pierwsze spotkanie z Kamilem było dla niej sporym wyzwaniem. Właściwie nie wiedziała jak się zachowywać, żeby go nie urazić, nie wprawić w zakłopotanie. A okazało się, że chłopcu nie jest potrzebne żadne specjalne traktowanie. Wystarczy być sobą. - Nauczyłam się pytać o różne rzeczy, na przykład, jak wozić go wózkiem, jak pomóc w takiej, czy innej sytuacji. Dzisiaj wiem, co robić, by mu nie zaszkodzić. Jeździmy nawet razem na spacery. Przekonałam się, że z każdym człowiekiem można znaleźć wspólny język; chorym i zdrowym. Tolerancja nie jest już dzisiaj dla mnie pustym słowem. Tolerancja to akceptowanie siebie nawzajem. Ja akceptuję Kamila. On akceptuje mnie. Znajomość z Kamilem - opowiada Agnieszka - jest dla mnie bardzo ważna. Otworzyła nowe obszary mojej wrażliwości, o których istnieniu nawet nie wiedziałam. A to znaczy, że każdy człowiek może dać coś drugiemu człowiekowi. Ten z hospicjum także.

 

Monika i Patrycja są zauroczone Karolem i jego rodziną. - Karol nie słyszy i ma wiele innych ograniczeń i uszkodzeń, chociaż jest śliczny. Jak z obrazka - opowiadają dziewczyny. -

 

I ma takich fantastycznych rodziców - mówi Patrycja. - I siostrę Zosię, która urodziła się zdrowa i wniosła do tamtego domu jeszcze więcej dobrej energii.

 

- Rodzice Kamila i Zosi są tak wdzięczni za to, że spędzamy w ich domu, z ich dziećmi godzinkę czy dwie, tak nam dziękują, że aż nam głupio - dodaje Monika.

 

- Bo widzi pani, to nie jest dla nas żaden wysiłek - tłumaczy Patrycja. - To my u nich, w ich ciasnym mieszkanku pełnym kolorowych rysunków, zabawek i miłości ładujemy swoje akumulatory.

 

1 2  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

14

Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?