Dziękuję za życie na kredyt. Wiesz dlaczego?

(fot. shutterstock.com)

Jeszcze przez długie lata będę spłacać zaciągniętą w banku pożyczkę. Żyję na kredyt i jestem wdzięczna. A w pewnym sensie to dotyczy też ciebie. Wiesz dlaczego?

 

Każdy z nas żyje życiem, które tak naprawdę do niego nie należy. Nie ma wśród nas nikogo, kto stwierdziłby kiedyś: "Hmmm, myślę że chyba zdecyduję się narodzić", po czym przeszedł do realizacji tego planu. Nie ma nikogo, kto mógłby "choćby chwilę dołożyć do wieku swego życia" (Łk 12,25). Bo życie zostało nam darowane. Trochę na kredyt - którego nawet nie jesteśmy w stanie spłacić. Dostaliśmy je w prezencie, nabyci za wielką cenę (1 Kor 6,20) - cenę Krwi Odkupiciela.

 

Moje życie nie do końca jest moje. Jest podarowane. Jest wykupione za cenę najwyższą z możliwych. Dlatego nie marudzę - a przynajmniej staram się bardzo. I nawet tam, gdzie w pierwszym odruchu chciałabym postękać i pokwękać, próbuję znajdować to, co dobre. Liczyć Boże prezenty, liczyć otrzymane dary, liczyć błogosławieństwa. Spróbujesz razem ze mną?

 

Dziękuję, że obudziłam się o 6

 

Obudziłam się o 6:00 i dziękuję za wczesną pobudkę, bo to w pierwszej kolejności oznacza, że mam gdzie spać. Mam dach nad głową, a pod dachem nie tylko sypialnię, ale i ulubioną pościel. Mogę spać bezpiecznie, bez obaw o to, że mój dom stanie się nocą celem działań wojennych. Mogę spać bez obaw o życie swoje i moich najbliższych. Mogę spać. Bo dzieci nie budzą się już co dwie godziny na nocne karmienie. A że budzą się za wcześnie? Coż - plus jest taki, że od dłuższego czasu budzi mnie nie ostry i nieprzyjemny odgłos budzika, a zaspany dziecięcy głosik wołający: "Maaaamooo…"

 

Dziękuję, że przez 4 godziny stałam w kuchni 

 

Stałam dziś przez cztery godziny w kuchni, a potem przez kolejne pół godziny zmywałam i sprzątałam. I dziękuję za to, bo to znaczy, że mogłam wcześniej pójść do sklepu. Że w tym sklepie mogłam kupić to, na co miałam apetyt, a potem miałam wystarczająco dużo czasu i umiejętności, by przygotować smaczny i zdrowy posiłek dla mojej rodziny. Dziękuję za moje zmęczenie, bo jego owocem jest micha pierogów i obiad na dwa dni, a ja mogę w ten sposób okazać troskę moim najbliższym. Możemy nie tylko najeść się do syta, ale w dodatku zjeść coś, co nam smakuje i nie martwić się o to, że jutro czegokolwiek nam zabraknie.

 

Dziękuję, że boli mnie głowa

 

Boli mnie głowa, ale dziękuję za to, bo to nic innego, jak trochę zmęczenia i niewyspania w połączeniu z kiepską pogodą. Bo wystarczy jedna tabletka, żebym poczuła się lepiej. Bo jestem zdrowa, nie choruję na nic poważnego. Bo mogę wypróbować swój sposób na lepsze samopoczucie i bez wyrzutów sumienia zaparzyć sobie kolejną kawą, dokładając do tego czekoladę. Bo nie mam zmartwień, od których nie tylko głowa boli, ale i serce. A gdy się takie pojawiaja, przychodzą w pakiecie z nieziemską porcją ufności i szeptem Anioła Stróża: "Niech cię już o to głowa nie boli".

 

Nie jestem naiwna

 

Nie jestem naiwna i tez miewam gorsze dni, a czasem gorsze tygodnie. Wiem, że życie nie jest różowe, że czasem zmęczenie budzi nie wdzięczność, ale złość, a domowa codzienność przytłacza. Ci, którzy są mi najbliżsi, słyszą czasem, jak wyżalam się i marudzę. I to normalne - każdy ma do tego prawo. Fajnie jednak, kiedy po takiej chwili następuje chociaż próba zmiany spojrzenia na trudną (albo nie trudną, tylko zawyczajnie monotonną) rzeczywistość. Nie po to, żeby przed innymi czy przed Bogiem udawać, że jest dobrze. Nie po to, żeby wmawiać sobie, że wszystko jest w porządku.

 

Po to, żeby coś w sobie zmieniać. Bo z naszym życiem jest trochę jak z nauką gry na instrumencie. Próbując zagrać poszczególne dźwięki, musimy wkładać wysiłek w poprawne wykonywanie pewnych gestów. Z tego wysiłku rodzą się dobre nawyki. Powtarzając coś często, uczymy się jak robić to dobrze. I w pewnym momencie tworzymy melodię - najpierw prostą, potem coraz bardziej złożoną.

 

Z Twojego codziennego "dziękuję", zwłaszcza tego nieoczywistego i rodzącego się w trudach, ułoży się kiedyś pieśń wdzięczności - niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju, bo Twoja. W dodatku taka, która rozbrzmiewać będzie echem przez całą wieczność - na Jego chwałę. Wystarczy próbować codziennie w tym co zwyczajne, dostrzegać i liczyć Jego błogosławieństwa. Powoli i wytrwale, czasem w trudzie - ucząc się dziękować za wszystko.

 

Biadania moje zmieniłeś mi w taniec;
wór mi rozwiązałeś, opasałeś mnie radością,
by moje serce nie milknąc psalm Tobie śpiewało.
Boże mój, Panie, będę Cię wysławiał na wieki. (Ps 30,12-13)

 

Wpis pierwotnie ukazał się na blogu Chrześcijańska Mama.

 

 

Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.64

Liczba głosów:

22

 

 

Komentarze użytkowników (3)

Sortuj według najnowszych

Zgłoś do moderacji

szyszka58 12:04:49 | 2017-03-21
Cóż... trudno żyć bez kredytu, bo kogo stać od razu na mieszkanie? A wynajem lepszy? Z czym? Plus taki, że nasze miasta się rozwijają, pracy jest bardzo dużo, sami zerknijcie - http://www.gowork.pl/praca/katowice;l I to dotyczy większości miast, więc może będzie lepiej? 

Oceń odpowiedz

Zgłoś do moderacji

Szymko 02:05:17 | 2016-08-31
Psychologiczne podejście niby, ale trochę dziwne, bo amiast walki z porażkami oznacza ich bierne przyjmowanie.

Oceń 1 odpowiedz

Zgłoś do moderacji

calek 16:23:40 | 2016-08-29
Słyszałem, że poczucie wdzięczności bardzo wpływa na bycie szczęśliwym. Coś w tym jest, bo jak zrozumiesz, że masz dużo, to od razu ci lepiej. Ale nie wiem, czy dziękowanie za ból głowy to dobry pomysł. Już lepiej podziękować za tabletkę na ból.

Oceń 5 odpowiedz

 

 

Inteligentne Życie 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook