Bilet do Parku Galapagos...

Henryk Turel / dziennik.com / slo
Mieszkańcy...
Tablica...
Lew morski witał...
Najstarszy żółw...
Mieszkańcy...
Mieszkańcy...
Mieszkańcy...
Iguany są...

ZOBACZ TAKŻE

Tak to już jest, że jak człowiek raz ruszy w świat, to chce potem poznawać inne kraje i ludzi. Do tej pory odwiedziłem już ponad 90 krajów na wszystkich kontynentach.

 

Odbyłem bardzo udaną podróż z Polonijnym Klubem Podróżnika do Peru. Zobaczyłem wówczas słynny, najgłębszy kanion świata – Colca, a w nim potężne kondory przesłaniające niebo. Kanion został odkryty i spenetrowany przez studentów-zapaleńców z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej z Jerzym Majcherczykiem na czele. Zwiedziłem też nie mniej słynne dawne miasto Inków – Machu Picchu (określane często mianem "zaginione miasto") oraz zobaczyłem najwyżej na świecie położone żeglowne jezioro Titicaca. To jezioro leży na wysokości około 3809 metrów n.p.m., na pograniczu Peru i Boliwii. Jego dodatkową atrakcją są "pływające wyspy" budowane z trawy i zamieszkane przez około 400 Indian z plemienia Uros.

 

Bilet do Parku Galapagos


Wkrótce nadarzyła mi się okazja poznania nie mniej słynnego archipelagu wysp Galapagos. Dołączyłem do grupy kilku osób wyjeżdżających do Ekwadoru. Najpierw zwiedziliśmy stolicę Quito, położoną na wysokości około 2480 metrów. Na dużym bazarze Marcado o mało nie straciłem swoich pieniędzy oraz dokumentów. Dobrze ubrany złodziejaszek przeciął mi torbę nożem. Na szczęście w porę zorientowałem się w sytuacji i zapobiegłem kradzieży.


Po opłaceniu w lokalnej agencji podróży na Galapagos wyruszyliśmy z dużego miasta portowego Guayaquil ku odległemu o kilkaset kilometrów od lądu archipelagowi. Po przylocie na pierwszą z wysp San Cristobal musieliśmy wykupić bilet wstępu – za 100 dolarów – do, jak to oni określają, Parku Galapagos. Zostaliśmy zakwaterowani na niedużym stateczku w 2- lub 4-osobowych kabinach.


Wyżywieniem zajmował się jeden z czterech członków załogi. Nasze menu składało się z dość pikantnych zup oraz z dań mięsnych lub świeżo złowionych ryb. Dni spędzaliśmy na penetracji tych na ogół górzystych i skalistych wysp z mnóstwem rozmaitego ptactwa, iguan oraz krabów wychodzących całymi stadami z zakamarków skalnych. Podziwialiśmy też duże kolonie pięknych różowych ptaków flamingów o długich szyjach i charakterystycznych dziobach.


Niektóre z tych wysp miały piękne piaszczyste plaże, na których wygrzewały się w słońcu lwy morskie. Przechodziliśmy między nimi bez obaw, prawie nie wzbudzając ich reakcji. Pięknie wyglądały, kiedy pływały w dużych oczkach wodnych utworzonych przez zastygłą lawę od dawno nieczynnych wulkanów. Zadziwiał nas brak jakiegokolwiek lęku u ptactwa i lwów morskich. Czasem było słychać jakiś syk z wyciągniętego dzioba w kierunku naszych nóg, ale żaden ptak nie podrywał się z gniazda. A lwy pływając niemal ocierały się o nas, jakby zachęcały do igraszek z nimi.


Bardzo interesujące było zwiedzanie darwinowskiej stacji doświadczalnej na jednej z wysp, gdzie znajdowała się farma wylęgu żółwi. Tam też można było zobaczyć duże żółwie, a wśród nich Lonesome George'a (Samotnego George'a), który podobno ma 500 lat. Widzieliśmy też duże okazy pływające w pobliżu wyspy.

 

Polowanie na kozice


Chyba po czwartym dniu naszej podróży załoga postanowiła zaopatrzyć spiżarnię w świeże mięso. Wraz z trzema marynarzami wybrali się łódką na jedną z wysp, aby zapolować, a raczej złapać jakąś dziką kozicę, których stada skaczące po wzgórzach skalnych były widoczne z pokładu. Nie było to jednak dla tych młodych, sprawnych indiańskich młodzieńców łatwe zadanie.


Obserwowaliśmy z pokładu ich gonitwy po skałach za kozicami. Dopiero chyba po półgodzinnej gonitwie udało im się osaczyć jedną z kóz, która odłączyła się od stada. Gdy przywieźli ją łódką i wnieśli na statek, widzieliśmy w promieniach zachodzącego słońca, jak ta biedna kozica drżała z lęku. Stała na pokładzie cała drżąca i widać było, że boi się skoczyć do wody. Do dziś mam w oczach widok tej drżącej kozicy. Kobiety powiedziały, że nie chcą widzieć momentu jej zarzynania.


Nazajutrz, gdy podano na obiad smażone mięso, prawie nikt nie chciał go tknąć, mimo zapewnień kucharza, że to jest mięso z zapasów. Musiał nam podać rybę.

 

1 2  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

2

Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?