Księdza Tischnera rozmowy z dziećmi

Joanna Petry-Mroczkowska

ZOBACZ TAKŻE

Sporo lat temu, bo mniej więcej czterdzieści, ks. Józef Tischner w krakowskim kościele pod wezwaniem św. Marka prowadził msze św. dla przedszkolaków. I było to wielkie novum. Nikt wcześniej o tym jakoś nie pomyślał.

 

Katechizacją objęte były dzieci starsze, te, które weszły już w “wiek rozumu”, formalnie przygotowywały się do pierwszej Komunii. Nawiasem mówiąc, potrzeba było też sporo czasu, żeby rozwinęło się w Polsce duszpasterstwo osób niesprawnych umysłowo. Dużą rolę odegrała tu Teresa Breza, żona i matka, założycielka polskiej gałęzi wspólnoty „Wiara i Światło”, zajmującej się potrzebami duchowymi tych zepchniętych na margines osób.
 

Wróćmy jednak do ks. Tischnera. Rozmowy z dziećmi to zapis kilku … no właśnie … duszpasterskich rozmów z małymi chrześcijanami. Chociaż wszystko to działo się podczas niedzielnych mszy, nie pasuje w tym miejscu słowo “kazanie”. Bo przecież nie o wyłożenie nakazów tu chodziło. Najpierw ksiądz nawiązuje z dziećmi kontakt, bo chce je wprowadzić w świat sacrum. Podejmuje trudne zadanie, bo musi wyjść od sedna, od źródła, od samej istoty. Nic by mu nie przyszło z tego, żeby pominąwszy podstawową sprawę miłości Bożej zaczął mniej lub bardziej efektownie roztrząsać jakiś aspekt religii w trosce o zgodność z obowiązującą literą prawa kanonicznego, uczyć katechizmowych formułek. Ks. Tischner, filozof, zniżał się więc do poziomu maluchów, choć ja myślę, że właśnie się wznosił ponad sztampę, aby przystępnie mówić, o co w Kościele Chrystusowym chodzi. Zaczynał niejako od pluszowego misia Bartka, którego zawsze przynosił. Bo miś był trochę głupiutki i trzeba mu było dopiero pokazać, co jest w kościele, o co we mszy św. chodzi.
 

Spośród zabawnych momentów największą chyba popularność zyskała historyjka o dziewczynce, która po długiej ciszy zaległej po pytaniu księdza, jakie, ich zdaniem, stworzenie najbardziej się Panu Bogu udało, podeszła do mikrofonu i powiedziała “ To chyba ja”. Dorośli zareagowali śmiechem, ale ksiądz pochwalił nieco zawstydzoną dziewczynkę. “Bardzo dobrze powiedziałaś. Bo jak człowiek nie wierzy, że sie udał Panu Bogu, to jest mu smutno i źle i nie chce mu się żyć. W oczach pana Boga każdy z nas jest piękny i ważny, i udany”.
 

I taki musi być zawsze początek nauki wiary. Pan Bóg nas bezwarunkowo ukochał.

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

13

Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?