Błogosławiona Jolenta

WAM

Gdyby nie księżna Jolenta (1244-1304) korona królewska prawdopodobnie nie ozdobiłaby skroni żadnego z Piastów. Przez całe życie dbała o prestiż państwa polskiego i dobrobyt jego obywateli. Była oddaną żoną i roztropną matką, strażniczką domowego ładu i szczerej pobożności. Po śmierci małżonka została mniszką zakonu św. Klary.

 
Choć wielu chciało w niej widzieć kopię św. Kingi, to ona zatroszczyła się o swą odrębność i ostatecznie chyba przekonała nas, że nie wolno dalej na nią patrzeć jako na miniaturę słynnej starszej siostry. Musiała być inna, a to choćby z takiego powodu, że każda z córek Beli IV posiadała mocno zarysowaną osobowość, która była gwarancją niepowtarzalności i oryginalności. I choć Jolenta, wychowana przez Kingę, mogła stosować w działaniu jej metody, to życiowe wybory podejmowała (gdy już mogła) autonomicznie. Jej życie było też zupełnie inne niż Kingi. W każdym aspekcie żyła pełnią życia: najpierw jako małżonka, następnie matka, a po owdowieniu - mniszka. Nawet w stanie zakonnym biegła swoją drogą, choćby wtedy, gdy wyprzedziła przecież Kingę w przyjęciu habitu zakonnego o kilka lat.
 


Błogosławiona Jolenta - zobacz więcej

 
Fragment książki:
 
Jolenta, w przeciwieństwie do swych kanonizowanych sióstr Kingi i Małgorzaty, nie miała szczęścia do biografów. Nie dysponujemy jej żywotem napisanym tuż po śmierci; musiała czekać aż do 1600 r., kiedy sporządził go Marcin Baroniusz. To, iż nie posiada swego średniowiecznego żywotu, nie oznacza bynajmniej, że nie była tego warta i że jej postać bezszelestnie przesunęła się przez dzieje. Było zupełnie odwrotnie, i ten stan spróbujemy właśnie przedstawić. Prześledzimy drogę jej życia, spróbujemy zgłębić jej tajniki i zapoznać się z Jolentą taką, jaką być mogła, kobietą z krwi i kości: małym dzieckiem, które trafiło z Węgier do Polski, atrakcyjną partią małżeńską, młodą żoną wiernie trwającą przy swym umiłowanym i opiekuńczym Bolesławie i troskliwą matką, księżną, roztropną panią swego ludu, dzielną wdową popierającą polityczne aspiracje członków swej rodziny i wreszcie wzorową mniszką, stojącą na czele klasztoru, który powstał z jej udziałem na Panieńskim Wzgórzu w Gnieźnie.
 
Te wszystkie koleje życia sprawiają, że jawi się nam Jolenta jako kobieta szczęśliwa i spełniona, pełnymi garściami czerpiąca z tego, co dał jej Bóg. Do dziś wszak zachował się jej diadem turniejowy, który zdobi w katedrze w Płocku relikwiarz św. Zygmunta, a który świadczy, że z ochotą i radością brała udział w życiu dworskim. Sama chętnie uczestniczyła w polityce swego małżonka i osobiście dbała o swe potomstwo. Z drugiej strony znacząco charakteryzowała ją pobożność, i to głęboka, oraz miłosierdzie. Jako mniszka zdolna była do największej ofiary i wyrzeczenia. Różnorodność doświadczeń Jolenty i dokonywanych przez nią świadomych wyborów czyni ją w naszych oczach kobietą fascynującą i, mimo że żyła siedem stuleci temu, niezwykle czytelną i nowoczesną. Wszak wolno nam się zgodzić z tezą, iż nadal może być dla nas inspiracją nie tylko jako wielki człowiek Kościoła, ale także jako kobieta, która wiedziała, czego pragnie i czego oczekuje w życiu.
 
Szczególnie więc żywo przedstawia się nam jej postać na tle innych członków rodziny, którym Kościół katolicki oddaje cześć należną świętym. Taka św. Elżbieta Węgierska, jej ciotka, kobieta bez pamięci zakochana w swym mężu, landgrafie Turyngii, Ludwiku, którego powracającego z wyprawy wojennej witała, biegnąc z rozpostartymi ramionami przez cały zamek, i ku konsternacji obecnych ogniście całowała w usta, stała się dla Jolenty wzorem, toposem pani feudalnej, gorliwej katoliczki, matki ludu, troskliwej strażniczki ogniska domowego i wychowawczyni potomstwa. Sama Jolenta obracała się w kręgu osób świętych, jak siostra męża jej siostry Kingi, błogosławiona Salomea Piastówna, dzielna niewiasta, kobieta bardzo przedsiębiorcza, która zamknęła się w swej duchowej gorliwości za kratą klauzury założonego przez siebie klasztoru klarysek. Obok Salomei stała własna siostra Jolenty, św. Kinga, wzór dla niej jako władczyni, która świadoma swej roli, kreowała oblicze dworu oraz poddanych jej małżonka. Także zdrowa pobożność, która cechowała Kingę, mogła być inspiracją dla Jolenty, inspiracją, nie obsesyjnym nakazem. Kolejna święta siostra to uchodząca w Austrii za błogosławioną, Elżbieta, także szczęśliwa małżonka i matka licznej gromadki dzieci. Zaraz po niej jawi się nam następna starsza siostra, błogosławiona Konstancja, której żar apostolski na Rusi do dziś zdumiewa. Na końcu kroczy święta Małgorzata, tak rozmiłowana w Jezusie, że żyjąca jedynie modlitwą i pokutą w zaciszu dominikańskiej klauzury.
Obok najbliższych grono świętych zasilili dalsi krewni: siostra jej babki ojczystej, św. Jadwiga Śląska, wzór wielu pań feudalnych XIII w. z kręgu Piastów, i jej córka, świątobliwa Gertruda, ksieni cysterek w Trzebnicy; błogosławiona Ofka Piastówna, córka Przemysława raciborskiego, syna Eufemii, córki Władysława Odo-nica i siostry męża bł. Jolenty, Bolesława; św. Agnieszka czeska, jej siostry, świątobliwa Anna oraz Kunegunda, wszystkie córki Konstancji węgierskiej, siostry Andrzeja II dziada Jolenty; święty Ludwik biskup Tuluzy, syn Marii i wnuk brata Jolenty, Stefana V, który miał świątobliwą córkę Elżbietę; święta Elżbieta Portugalska, wnuczka Jolanty (Wiolanty), małżonki Jakuba I Aragońskiego, siostry św. Elżbiety Węgierskiej i ojca naszej błogosławionej, Beli IV; błogosławiona Elżbieta, dominikanka w szwajcarskim klasztorze w TóP, która była wnuczką Stefana, brata Beli IV. Na końcu tej wyliczanki staje nam jeszcze św. królowa Jadwiga, córka Ludwika Węgierskiego, który był prawnukiem bł. Jolenty i wnukiem jej córki Jadwigi Łokietkowej.
 
Na tle tych licznych krewnych z aureolą nasza Jolenta wyłania się pełna barw i półcieni, które spróbujmy dostrzec, zagłębiając się w karty tej niewielkiej książki. Została ona napisana w ten  sposób, że bezsporne fakty źródłowe uzupełnione zostały przez historycznie uzasadnioną hipotezę. Aby zaś sylwetka okazała się w naszych oczach pełniejsza, poczyniono starania, aby fakty zaistniałe w dziejach królewny, następnie księżnej i potem mniszki nabrały wyrazu osobistego, czasem intymnego. Ten ostatni zabieg jest formą literacką i nie musi wyznaczać jedynego sposobu postrzegania świętej patronki Wielkopolski.
1 2  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

4.5

Liczba głosów:

8

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?