Cel czy przypadek?

Kard. Christoph Schönborn / Wydawnictwo „Jedność”

Cel czy przypadek?
„Jedność”

ZOBACZ TAKŻE

Czy istnieje cel stworzenia, czy jesteśmy jedynie wynikiem kosmicznego przypadku? Nie tylko w Stanach Zjednoczonych dochodzi do gwałtownych sporów pomiędzy reprezentantami jednego i drugiego poglądu. Wiedeński teolog z jednej strony wyjaśnia, że chrześcijańska wiara w stworzenie nie ma nic wspólnego z dosłownym, fundamentalistycznym, błędnym odczytywaniem biblijnego orędzia, z drugiej strony przeciwstawia się tendencji, aby z teorii ewolucji dotyczącej nauk przyrodniczych robić wszystko tłumaczący światopogląd, w którym nie może już być miejsca na racjonalną wiarę w sens stworzenia i ludzkiego życia. Uważa on, że wiara i nauka nie stoją w sprzeczności, jeśli się je rzetelnie traktuje.

 

Rozsądek mówi mi, że istnieją plan i porządek, sens i cel, że nieprzypadkowo powstał zegarek, a tym bardziej żywy organizm rośliny, zwierzęcia czy wreszcie człowieka. Dlatego należy z zachwytem podziwiać, gdyż podziw jest początkiem filozofii.

 

Jestem wdzięczny za wprawiający w zdumienie ogrom pracy przyrodoznawców. Niewiarygodnie poszerzyli naszą wiedzę. Nie ograniczają wiary w dzieło stworzenia, lecz umacniają mnie w wierze
w Stworzyciela i w to, jak mądrze, jak cudownie to wszystko uczynił.
Kardynał Christoph Schönborn

 

 

 

Cel czy przypadek? - zobacz więcej

 

Fragment książki:

 

„Tylko niewiele mniejszy niż Bóg" (Ps 8,6)

Człowiek koroną stworzenia?

 
Sobór Watykański II mówi: „Wedle niemal zgodnego zapatrywania wierzących i niewierzących wszystkie rzeczy, które są na ziemi, należy skierować ku człowiekowi, stanowiącemu ich ośrodek i szczyt" (Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes nr 12). Czy czterdzieści lat później da się jeszcze utrzymać tę pozycję? Czy rzeczywiście wszystko na ziemi jest zwrócone i należy skierować ku człowiekowi? Czy takie powinno być zapatrywanie wierzących? Czy będą je podzielali „niewierzący"? Jednomyślność w tym względzie, że człowiek jest „koroną stworzenia", którą Sobór tutaj zakłada, wydaje się całkowicie nie występować. Gdyż oznaczałoby to, że ewolucja wraz z człowiekiem osiągnęła swój cel i tym samym odpowiadałaby jakiemuś planowi. Powstanie człowieka byłoby wtedy rezultatem zaplanowanego, a nie kompletnie przypadkowego procesu.
 
Postrzeganie człowieka jako korony stworzenia dla wielu dzisiaj brzmi jak zarozumiałe, zbyt wysokie mniemanie o sobie. Często można przeczytać, że jak wiara chrześcijańska wywyższyła człowieka i postawiła go ponad wszystkimi innymi żywymi istotami, tak nauka znowuż zrzuciła go z jego piedestału.
 
Stało się już schematem mówienie o „trzech wielkich zniewagach ludzkości", które spowodowała nauka. Znany badacz zachowań Antal Festetics, odwołując się do Zygmunta Freuda (+ 1939), opisuje to następująco:
 
Pierwsza zniewaga wyszła z Krakowa za sprawą Kopernika (ziemia nie jest centrum wszechświata), druga z Londynu za sprawą Darwina (pochodzimy z królestwa zwierząt) i trzecia zniewaga wyszła z Wiednia za sprawą Zygmunta Freuda (wraz z analizą naszej psychiki). Najgorzej przyjęte przez nas zostało 'bluźnierstwo' Darwina, dotyczące pokrewieństwa z małpami, które odczuliśmy jako coś przykrego i oburzającego, gdyż właśnie małpy są do nas takie podobne, i na dodatek nas małpują („Die Presse" z 30 stycznia 2006, s. 30).
 
Ażeby spotęgować tę „obrazę" człowieka spowodowaną postępem nauki, przywołajmy jeszcze jeden przykład: kilka miesięcy temu udało się rozszyfrować sekwencję genomów u szympansów. Jest w ponad 98 procentach identyczna z ludzką. „Korona stworzenia" chwieje się. Ma mocną konkurencję. Czy nie lepiej powiedzieć za Oliwią Judson, angielską biolog od spraw ewolucji:
 
Niektórzy ludzie chcieliby wierzyć, że my, ludzie jesteśmy produktem specjalnego stworzenia, oddzieleni od innych istot żywych. Nie uważam w ten sposób, jestem zadowolona, że tak nie jest. Jestem dumna będąc częścią tego tumultu natury, wiedząc, że te same siły, które wydały mnie na świat, wydały na świat także pszczoły, ogromne paprocie i mikroby („Herald Tribune" z 3 stycznia 2006).

 

Przykłady można by mnożyć. Trzykrotnie człowiek zostaje zakwestionowany jako korona stworzenia: ziemia zostaje wyrugowana ze środka, umieszczona na orbicie krążącej wokół słońca, gdzieś na krańcu galaktyki, składającej się z ponad stu miliardów gwiazd, ta z kolei na krańcu obejmującego ponad sto miliardów galaktyk wszechświata. Człowiek pochodzi ze świata zwierząt. To samo w sobie nie byłoby problemem zarówno dla wiary, jak też dla rozumu, o czym się jeszcze przekonamy. Skandaliczne jest w tym to, że człowiek w pewnej mierze gładko, płynnie wyszedł z natury, zatem że nie ma wtedy jakiejkolwiek istotowej dyskontynuacji między zwierzęciem a człowiekiem, nie ma żadnej metafizycznej różnicy. Człowiek jako istota rozumna nie jest wówczas postrzegany w wielkim żywym świecie jak coś radykalnie nowego. Wreszcie trzecia zniewaga, że dusza ludzka zostaje strącona z wyżyn duchowych i rozszyfrowana jako maska nieuświadomionych popędów. Nie duch determinuje człowieka, ale libido. Przez te trzy „detronizacje" w pewnej mierze miesza się koronę stworzenia z błotem. Jeśli utknie w tym błocie, wówczas nauka ostatecznie zdetronizuje człowieka. Jest królem czy sługą? Kim jest człowiek? W Psalmie 8 czytamy słowa modlitwy:
 
Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców,
księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził:
czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
i czym - syn człowieczy, że się nim zajmujesz? (Ps 8,4-5).
1 2 3  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

Komentarze użytkowników (0)

Dodaj komentarz

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?