Kicz w kinie: triumf kłamstwa, nie brzydoty

Życie Duchowe
(fot. Waiting For The Word / Flickr.com / CC BY 2.0)

"Żywot Briana", pseudoewangeliczny film zrealizowany w 1979 roku przez członków grupy Monty Pythona, otwiera scena bożonarodzeniowa: podniosła muzyka towarzyszy obrazom królewskiego orszaku, zmierzającego pod rozgwieżdżonym niebem przez pustynię w stronę miasteczka, w którym trzej magowie mają odnaleźć Nowonarodzone Dziecię.

 

Osoby znające film przypominają sobie tę sekwencję, w której podniosłość nagle ustępuje trywialności na pograniczu absurdu, gdy grana przez mężczyznę chciwa matka dziecka (Briana, nie Jezusa) wdaje się w głupawą rozmowę z trzema szlachetnymi przybyszami. Ci, zorientowawszy się po chwili, że trafili do niewłaściwego domu, zabierają dary i wychodzą: powraca uroczysty nastrój, a na ekranie pojawia się rozświetlona betlejemska stajenka, z klasycznie przedstawioną Świętą Rodziną.

 

Bezinteresowne piękno a komercyjny kicz

 

Klasycznie - czyli jak? W zgodzie z Ewangelią, która przecież o wyglądzie stajenki milczy, czy raczej z wyobrażeniami, jakie narzuciła ikonografii religijnej sztuka popularna, karmiąca się dojrzewającymi przez stulecia obrazami, przynależącymi do sfery sztuki religijnej? Neil Postman w wydanym w 1992 roku - i coraz bardziej aktualnym! - "Technopolu" demaskował1, w jaki sposób media kultury masowej, przyczyniając się do popularyzacji obrazów, stały się jednym ze źródeł propagowania kiczu. W dawnym malarstwie istniały zasadniczo tylko oryginały, bo nawet kopie ostatecznie wymagały pracy malarza: zwykle słabszego, nie tak zdolnego jak autor oryginalnego dzieła. Malowane pędzlem kopie istniały ponadto w ograniczonej liczbie egzemplarzy. Zmiana nastąpiła w XIX wieku, gdy nowatorska technika druku w kolorze (oleodruk) umożliwiła tworzenie licznych i tanich kopii istniejących dzieł.


Kino, które pojawiło się pod koniec XIX wieku, by stać się zjawiskiem powszechnym, musiało uznać konieczność posługiwania się kopią, reprodukowaną w licznych, dostępnych egzemplarzach. Unikatowość dotychczasowych dzieł sztuki wizualnej, napotykanych w wyjątkowych miejscach (kościołach, muzeach, galeriach), przegrała z łatwo dostępną rozrywką, jaką stało się kino, którego twórcy przemyślnie zapożyczali utwory dzieł wcześniejszych.

 

"Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem… Jakże może mi się podobać piosenka, którą pierwszy raz słyszę?" - opinia, jaką wygłosił inżynier Mamoń, jeden z bohaterów komediowego "Rejsu" (reż. Marek Piwowski, 1970), wyjaśnia ten komercyjny mechanizm włączania utworów znanych i lubianych, a więc atrakcyjnych, w dzieła nowsze. Kiepskie, masowe reprodukcje dzieł i arcydzieł odebrały im niepowtarzalne piękno. Jak pisał cytowany przez Postmana Jay Rosen, symbole, a zwłaszcza obrazy, powielane niemal w nieskończoność "nie są niewyczerpalne. […] częste używanie symbolu osłabia jego znaczenie"2. Święta rodzina w "Żywocie Briana" to reprodukcja świątecznej kartki: wzrusza, bo jest znana, ale to kicz.


Na niebezpieczeństwo narażone są różne gatunki filmowe: wrażliwy widz wie, że powstają kiczowate komedie i melodramaty, kiczowate horrory, musicale i filmy religijne. Trzeba jednak pamiętać, że kicz jest trudny do precyzyjnego zdefiniowania. Gabriela Żuchowska, dokonując przeglądu koncepcji kiczu, za Hermannem Brochem zwraca uwagę na jego wymiar etyczny, a nie estetyczny: prawdziwa sztuka jest bezinteresowna - w kiczu piękno "zostaje przekształcone w cel bezpośredni", będąc imitacją, służąc zaspokajaniu oczekiwań3.


Pierwsze pasyjne filmy, powstające od końca XIX wieku, były zapisem bądź realizowaną dla potrzeb ekipy filmowej rekonstrukcją widowisk pasyjnych, które na celuloidowej taśmie zostały przeniesione z tłumnie odwiedzanych sanktuariów i kalwaryjskich dróżek na ekrany - ich biel mogła przyjmować tak samo obrazy pobożne, jak i trywialną rozrywkę. Naturą medium jest to, że filmy stawały się imitacją, naśladownictwem wydarzeń, które we właściwej sobie sakralnej przestrzeni przeżywane były na sposób religijny: uczestniczenie w modlitwie czy nabożeństwie, wynikające z potrzeby duchowości człowieka, jest czymś innym niż przyglądanie się mu na ekranie, wynikające z komercyjnego przecież, a więc nie bezinteresownego, zamiaru producenta filmu.

1 2 3  
Wspomóż Nas

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

 

 

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

 

 

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?
Zaloguj przez Google
Zaloguj przez Facebook