Wet za wet

Tygodnik Powszechny

Spór o godziwość kary śmierci ujawnia problemy o wiele poważniejsze niż doraźna walka polityczna: natrafiamy na węzeł spleciony z polityki, moralności, wiary i życia.

 

Kościół opowiada się przeciwko karze śmierci, ponieważ jest "zarówno potworna, jak też niekonieczna". (Punkt 381. Katechizmu Kościoła Katolickiego dla Młodych "Youcat")

 

Czy Kościół jest za, czy przeciw karze śmierci? W ostatnich dniach usłyszeliśmy m.in.: "Nie można dać jednoznacznej odpowiedzi na tego rodzaju pytanie. (...) Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że w wyjątkowej sytuacji można dopuścić także karę śmierci" (abp Józef Michalik); "Stanowisko Kościoła w sprawie kary śmierci jest jednoznaczne - to nie jest rozwiązanie Kościoła" (bp Edward Dajczak); "Benedykt XVI, Jan Paweł II, Katechizm Kościoła Katolickiego i biskupi nauczają jasno - należy wyeliminować karę śmierci, a nie przywracać ją" (ks. Józef Kloch, rzecznik Episkopatu); "Katolik nie musi czuć się zobowiązany do bycia przeciwnikiem kary śmierci" (ks. Dariusz Kowalczyk SJ). Wygląda na to, że abp Michalik ma rację: sprawa jest skomplikowana.

 

Ewangeliczna rewolucja

 

Już na początku Biblii napotykamy przeciwstawny przekaz. W czwartym rozdziale Księgi Rodzaju Bóg naznacza bratobójcę Kaina ochronnym znamieniem i surowo zakazuje dokonywania na nim aktu zemsty. Ale po opisie potopu w dziewiątym rozdziale formułowane jest nowe prawo, typowe dla ludów z tego okresu: "Kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na obraz Boga" (9, 6). (Zauważmy, że dzisiaj argument o niewymazywalnym obrazie Bożym - obecnym także w mordercy! - uznajemy raczej jako przeszkodę dla wymierzania kary głównej). Następne księgi Starego Testamentu nie pozostawiają jednak złudzeń: Izraelici nie tylko mieli prawo, ale wręcz obowiązek pozbawiać życia sprawców różnych przestępstw, zwłaszcza rozmyślnych zabójstw, i czynić to winni w imieniu Boga. Takie działanie rozumiano jako wyraz boskiego panowania nad światem w społeczeństwie teokratycznym.

 

Jezus swoim przyjściem i głoszoną Dobrą Nowiną zmienił perspektywę. Do tej pory pośrednikiem między Bogiem a światem był naród wybrany, który stawał się narzędziem zbawiania narodów poprzez przestrzeganie prawa Bożego. Teraz pośrednikiem jest Jezus Chrystus, Syn Boży. Nowy lud wybrany nie funkcjonuje już na zasadzie jednej nacji i więzów krwi, tylko na zasadzie osobistej przyjaźni każdego chrześcijanina z Jezusem i naśladowania Go. Także wolę Ojca Syn Boży realizuje w nowy sposób: przywraca porządek nie przez wymuszanie prawa przy pomocy kary nakładanej za grzechy, ale przez przyjęcie kary na siebie. W ten zaskakujący sposób przekracza prawo Starego Przymierza (por. Benedykt XVI w "Jezus z Nazaretu"). Przykładem przekroczenia w praktyce opozycji między spełnianiem a niespełnianiem nakazów prawa jest ewangeliczna scena z jawnogrzesznicą, której Jezus ratuje życie. Od tego momentu kara śmierci traci religijne uzasadnienie.

 

Ta trudna rewolucja Mistrza z Nazaretu będzie się powoli przebijać w świadomości kolejnych pokoleń chrześcijan. Św. Paweł, jako wykształcony obywatel cesarstwa rzymskiego, przestrzega w Liście do Rzymian w zgodzie z powszechną wiarą w boskie pochodzenie władzy: "Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno [władza] nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle" (13, 5). Równocześnie wśród chrześcijan pierwszych wieków funkcjonuje zakaz sprawowania urzędu sędziego, w którego kompetencjach było wydawanie wyroków śmierci.

 

Z napięciem między ewangelicznym a "światowym" porządkiem zmaga się każde pokolenie chrześcijan. Św. Augustyn okrzyknięty zostanie praojcem inkwizycji, gdyż jako pierwszy myśliciel chrześcijański, wstrząśnięty zbrodniami sekty donatystów, dopuści możliwość nawracania siłą. Ale jak pokazują badacze jego pism, to nie były dominujące poglądy biskupa Hippony. Np. w kilku listach do rzymskiego gubernatora w Afryce Macedoniusza oraz do oficera wojsk Marcelina wspomni o obowiązku naśladowania Jezusa przez chrześcijańskich rządców. "Przede wszystkim chrześcijańscy politycy w swojej próbie przezwyciężenia zła dobrem powinni być gotowi na ryzyko utraty niektórych przemijających korzyści względem swoich poddanych. Przykładem może być zrezygnowanie z prawa do przemocy fizycznej. W ten sposób chrześcijanin daje przeciwnikowi przykład innego ładu społecznego" - komentuje znawca Augustyna o. Robert Dodaro (w referacie na niedawnym krakowskim Colloquium Augustinianum).

 

Czy to oznacza np. poddanie kraju najeźdźcy bez walki? Nie wierzymy, że taka postawa mogłaby przynieść większe dobro niż obrona, ale przynajmniej nie powinniśmy z góry odrzucać możliwości, iż za naszą niewiarą kryje się ignorowanie siły Ewangelii. Nawiasem mówiąc, korespondencję z Macedoniuszem biskup Hippony zainicjował prośbą o ułaskawienie więźnia skazanego na karę śmierci.

 

Wrażliwość się zmienia

 

Największy wpływ na doktrynę Kościoła w sprawie dopuszczalności kary śmierci miał, jak się wydaje, św. Tomasz z Akwinu. Ale jak zauważa w rozmowie z "Tygodnikiem" etyk s. Barbara Chyrowicz, poglądy Doktora Anielskiego w tej kwestii nie były spójne. - W perspektywie indywidualnej Tomasz absolutnie wyklucza usprawiedliwienie dla bezpośredniego dążenia do odebrania życia drugiemu człowiekowi, natomiast odwołując się do dobra społecznego mówi, że zabicie przestępcy jest tym dla dobra społeczności, czym odcięcie zaatakowanego gangreną członka dla dobra organizmu, przestępcę można zabić dla zachowania dobra wspólnego (por. Sth, II-II, q. 64, a. 2).

 

Kierownik Katedry Etyki Szczegółowej KUL zauważa, że do dzisiaj z tą spójnością mamy trudności: - W etyce indywidualnej zasada obrony koniecznej usprawiedliwia przypadki odebrania życia napastnikowi, jeśli jego śmierć nie była wprost zamierzona - tłumaczy. - Trudno jednak uogólniać tę zasadę na sytuację obrony społeczeństwa przed przestępcą, gdyż wyrok skazujący na śmierć zawsze jest zamierzony, a złoczyńca zwykle już siedzi w więzieniu, zatem nie stanowi aktualnego zagrożenia.

 

Inne argumenty też nie są przekonujące. Współczesne badania empiryczne nie wskazują na jednoznaczny związek między wprowadzeniem kary głównej a spadkiem przestępczości. Nie ma też większego sensu odwoływanie się do zasady sprawiedliwości, zgodnie z którą winniśmy zwrócić drugim to, czego ich pozbawiliśmy. - Odebranego życia nie jesteśmy w stanie wrócić - zauważa etyczka z KUL.

 

Skąd wobec tego w chrześcijaństwie przyzwolenie na karę śmierci, istniejące bez mała przez dwadzieścia wieków? - Nie zmieniła się norma "nie zabijaj", zmieniły się społeczne warunki pozwalające dzisiaj znacznie lepiej niż kiedyś bronić się przed przestępcami, zmieniła się też nasza wrażliwość na wartość życia. Kiedyś np. tortury uznawane były w określonych sytuacjach za dopuszczalne, dzisiaj nawet zadawanie bólu zwierzętom uznajemy za karygodne - mówi s. Chyrowicz.

 

Odruchy z prehistorią w tle

 

Skoro nie istnieją poważne racje za dopuszczalnością kary śmierci i zdecydowanie przeciwne jej jest także myślenie ewangeliczne, dlaczego ta idea jest tak trwała?

 

We wszystkich badaniach socjologicznych, niezależnie od rozkładu konkretnych wyników, zawsze zwolenników kary śmierci jest więcej od jej przeciwników. W ostatnim sondażu przeprowadzonym przez MillwardBrown SMG/KRC dla portalu Gazeta.pl wynika, że za przywróceniem najsurowszej kary jest 51 proc. Polaków, przeciw - 45 proc. Zaledwie 4 proc. pytanych nie miało zdania w tej sprawie. W grupie zwolenników dominują mężczyźni - 57 proc. Wśród kobiet 46 proc. chciałoby przywrócenia kary śmierci.

 

Wyjaśnienie tych wyników nie powinno nastręczać kłopotów. Okazuje się np., że w odwołujących się do teorii gier symulacjach procesu ewolucji biologicznej przy założeniu warunków zbliżonych do panujących wśród grup naczelnych strategia "wet za wet" daje najlepsze wyniki. Polega ona na początkowej współpracy i sięganiu po odwet, jeśli uczestnik gry się nam naraził, np. oszustwem. Badania te uświadamiają, że odruch mściwości jest mocno wpisany w mózgowe mechanizmy sterujące ludzkim zachowaniem. Być mściwym po prostu ewolucyjnie się opłacało.

 

Mało tego, nasza mściwość charakteryzuje się altruizmem, gdyż jesteśmy skłonni coś utracić, by tylko móc oszusta bezinteresownie ukarać (wykazały to badania opisane w "Nature" w 2002 r. przez Ernsta Fehra i Simona Gacheta). Więzi społeczne tworzą się nie tylko dzięki spontanicznej zdolności do kooperacji, ale także dzięki mechanizmowi zbiorowej zemsty. "Dobro społeczne pojawia się jako pochodna niezbyt atrakcyjnej cechy. Wygląda na to, że po prostu trzeba to zaakceptować" - pisze amerykański neurolog Robert M. Sapolsky w eseju "Zemsta podawana na ciepło".

 

Do myślenia daje także inny wynik symulacji. Strategia "zawsze współpracuj" przynosi bardzo kiepskie wyniki, gdyż wielu przeciwników bezlitośnie wykorzystuje takiego gracza. Jeśli dostrzec w owej strategii postulaty "nadstawiaj drugi policzek" i "zło dobrem zwyciężaj", wygląda na to, że Ewangelia rzeczywiście nie może być pomysłem biologicznej ewolucji.

 

Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

0

Liczba głosów:

0

Komentarze użytkowników (0)

Sortuj według najnowszych

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?