Krzyż pański z trybunałem

Tygodnik Powszechny Wojciech Pięciak / "Tygodnik Powszechny"

ZOBACZ TAKŻE

Wielowiekowa praktyka chrześcijańskiej Europy łamie prawa człowieka, zaś wiara i demokratyczne państwo skazane są na konflikt – tak można by streścić orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Przychylił się on do skargi obywatelki Włoch, domagającej się usunięcia krzyży z klas, w których uczyli się jej synowie.

 

Po raz pierwszy w historii Europy międzynarodowa instancja prawna zajęła się kwestią, wokół której w poszczególnych krajach dochodziło w minionych latach do emocjonalnych sporów natury prawnej, politycznej, historycznej i, siłą rzeczy, także teologicznej. Konflikty wokół obecności krzyży w szkolnych klasach – czy szerzej: w takich miejscach publicznych jak szkoły, urzędy, sale sądowe, szpitale itd. – przetaczały się niemal przez wszystkie państwa Europy, których sprawa dotyczy: Niemcy, Austrię, Polskę, Hiszpanię, Włochy. Jednak dotąd sprawę ewentualnego sprzeciwu obywatela wobec obecności krzyży załatwiano „na własnym podwórku”, szukając (bądź nie) kompromisów – albo jak we Włoszech świadomie nie załatwiano.
Sędziowie ze Strasburga sięgnęli w swym orzeczeniu po argument najcięższego kalibru: już nie tylko po kategorię wolności religijnej, którą dotąd operowano, lecz po ideę praw człowieka. I to interpretując ją w opozycji do religii – niemal w duchu francuskiego laicyzmu z czasów Wielkiej Rewolucji. Uderzający jest dobór słownictwa, np. krzyż jako symbol religii ustawiony w opozycji do „krytycznego myślenia”.
Wydaje się, że to nawet nie samo orzeczenie – nakazujące zdjęcie krzyży ze ścian włoskich szkół – ale takie właśnie jego uzasadnienie sprowokowało watykańskiego sekretarza stanu, kard. Tarcisio Bertone, do komentarza, że za chwilę w Europie publicznie świętować będzie można tylko Halloween, a dozwolonymi symbolami będą tylko wydrążone dynie.


Soile Lautsi kontra Włochy

 

Być może nie byłoby całej sprawy, gdyby włoscy sędziowie udali się wcześniej po korepetycje do swoich kolegów prawników z Bawarii. Ale o tym za chwilę.
Soile Lautsi, 52-letnia obywatelka Włoch narodowości fińskiej, w 1987 r. zamieszkała z mężem Włochem w Abano Terme, w prowincji Padwa. Gdy dwójka jej synów poszła do publicznej szkoły, Lautsi stwierdziła, że w każdej klasie wisi krzyż. Jako członkini klubu ateistów (Unione atei e agnostici razionalisti) uznała, że narusza to prawo jej dzieci do wolności religijnej i jej prawo jako matki do wychowania ich wedle własnego światopoglądu.
W roku szkolnym 2001/02 – synowie mieli wtedy po 11 i 13 lat – Lautsi wystąpiła z prośbą do władz szkolnych, aby w klasach, gdzie uczą się jej synowie, zdjęto krzyże. Gdy spotkała się z odmową, poszła do sądu. Sprawa ciągnęła się do 2006 r.; kolejne instancje skargę odrzucały.
Po wyczerpaniu wszystkich możliwości prawnych we Włoszech, Lautsi wystąpiła do Strasburga.
Zwróćmy uwagę na argumentację, jaką przyjęły włoskie sądy, odrzucając pozew: twierdziły mianowicie, że krucyfiks powinien pozostać w szkołach, gdyż jest symbolem włoskiej historii i kultury. Jeszcze dalej poszedł Naczelny Sąd Administracyjny, który występował jako ostatnia instancja: uznał, że krucyfiks stał się dziś „symbolem świeckim”, uosabiającym wartości obecne także we włoskiej konstytucji, w tym tolerancję i solidarność. To w gruncie rzeczy paradoks: krzyża broniono, redukując jego znaczenie do symboliki tylko kulturowej. Można by rzec przewrotnie, że trybunał w Strasburgu przywrócił krzyżowi jego pierwotny sens.
Inna sprawa, jakie wyciągnął z tego wnioski. Europejski Trybunał Praw Człowieka – instytucja niezwiązana z Unią Europejską: jego sędziów mianuje Rada Europy, a podstawą orzeczeń jest Europejska Konwencja Praw Człowieka – uznał mianowicie, że obecność symbolu religii katolickiej we włoskich szkołach narusza Konwencję, łamie prawo uczniów do wolności religii i prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swymi przekonaniami.

 

Kulturowe samobójstwo

 

Choć orzeczenia trybunału nie są precedensowe i dotyczą tylko konkretnej sprawy, zawrzało nie tylko we Włoszech. Najsilniejsze reakcje wybuchły w krajach, gdzie w szkołach są krzyże, a fakt ten jest kwestionowany albo można się spodziewać, że wkrótce będzie.
Dlatego strasburskiego orzeczenia niemal nie zauważono nie tylko w Czechach (najbardziej zlaicyzowanym kraju Europy), ale też na Słowacji, gdzie w szkołach krzyży nie ma. Reakcje sprowadzające się do odnotowania wydarzenia były nie tylko w Wlk. Brytanii (choć Kościół anglikański ma tradycyjnie charakter Kościoła państwowego) czy Grecji (gdzie prawosławie to religia quasi-państwowa), ale też w Hiszpanii, choć zwykle sprawy Kościoła budzą tu emocje. Ale krzyże są tu w niewielu szkołach, a poza tym „wojnę o krzyż” Hiszpanie mają za sobą: w 2005 r. rodzice zwrócili się do sądu o usunięcie symboli religijnych ze szkoły swego dziecka, a w 2008 r. nakazał on zdjęcie krzyży. Podzieliło to opinię publiczną, ale minister edukacji Mercedes Cabrera zapowiedziała, że lewicowy rząd nie będzie ingerować, a decyzja należy do władz szkół publicznych, czytaj: w konkretnych sytuacjach trzeba szukać kompromisu.
Zupełnie inaczej reagowano nie tylko we Włoszech i Watykanie, ale także w Austrii i Niemczech (w Bawarii). Kard. Bertone – który zaapelował do innych rządów, by wystąpiły przeciw strasburskiemu orzeczeniu, gdyż „ten przypadek dotyczy nie tylko Włoch, lecz całej Europy” – nie był jedyny. Ostre słowa na temat orzeczenia wypowiadali ludzie Kościoła, politycy, prawnicy, publicyści.
„Po prostu nie można go zaakceptować. Kontynent europejski ma tylko wtedy przed sobą przyszłość, gdy nie będzie negować swych korzeni. A krzyż jest symbolem tychże korzeni” – to wiedeński kardynał Christoph Schönborn.
„Wyrok jest radykalnie antyeuropejski, ideologiczny, nietolerancyjny”, jest „manifestacją agresywnego sekularyzmu”, chrześcijańscy politycy powinni przeciw niemu protestować – kardynał Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan.
„Strasburscy sędziowie wyrządzili niedźwiedzią przysługę idei praw człowieka” – Emilia Müller, minister ds. europejskich landu Bawaria.
„Strasburscy sędziowie chcą wymazać naszą kulturową tożsamość” – Rocco Buttiglione, włoski chadek.
Trybunał „klasyfikuje obecność chrześcijańskiej symboliki w przestrzeni publicznej jako niedopuszczalny atak na wolność”, a to jest „przekreślanie genetycznego kodu europejskiej cywilizacji” – wiedeński dziennik „Die Presse”. „Kulturowe samobójstwo” – Michael Fleischhacker, redaktor naczelny „Die Presse”, na swoim blogu.
Wyprzedzająco zareagował rzecznik unijnego komisarza ds. sprawiedliwości: podkreślił, że trybunał nie ma z Unią nic wspólnego, a obecność symboli religijnych regulują poszczególne kraje. Unia kieruje się tu zasadą pomocniczości, czytaj: nie miesza się.
Odnotujmy wreszcie, że głosy zafrasowania, konstatujące możliwy wpływ strasburskiego orzeczenia na rodzimą sytuację, słychać było w Szwajcarii (w kantonach katolickich w szkołach wiszą krzyże) i w Liechtensteinie, gdzie krzyże w szkołach publicznych są oczywistością, traktowaną jako „symbol wolności religii” – jak pisał „Liechtensteiner Vaterland”, największy dziennik w tym państwie-księstwie.

1 2  
Czytaj dalej...

Twoja ocena:

Średnia ocen:

5

Liczba głosów:

3

Komentarze użytkowników (2)

Dodaj komentarz
2009-11-22 10:07:35 | Cytuj | Zgłoś
JurekS
Rzeczywiście, dobry artykuł. To nie tylko włoska sprawa. Warto zastanowić się nad postawionymi tam pytniami
2009-11-22 06:28:28 | Cytuj | Zgłoś
~gość
Ten artykuł też warto przeczytac. 
Zobacz wszystkie komentarze na forum

Logowanie

 
Opcja umożliwiająca automatyczne logowanie w serwisie przy kolejnej wizycie. Jest aktywna do momentu wylogowania.
zarejestruj się zapomniałeś hasła?